Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tom Cruise po raz kolejny ratuje świat – recenzja filmu „Na skraju jutra”

„Na skraju jutra” to film oparty na powieści „All You Need Is Kill” Hiroshiego Sakaruzaki, która do tej pory była dostępna tylko w angielskim przekładzie. Kolejna produkcja science-fiction potwierdza, że gatunek ten staje się coraz bardziej popularny w polskim kinie. Pytanie tylko, czy tym razem znów dostaliśmy coś tak słabego jak „Elizjum”czy średniego jak „Niepamięć”? A może w trakcie seansu będą widzom towarzyszyć zupełnie inne doznania?

W wyniku dziwnego zbiegu okoliczności Cage trafia na front i dostaje rozkaz, aby walczyć u boku doświadczonych żołnierzy. Udaje mu się zabić jednego z Mimików – potworów, które próbują opanować Ziemię. Krew owego potwora dostaje się do organizmu Cage’a. Ginie pod jej wpływem, budząc się tuż przed swoją wojskową odprawą – okazuje się, że został zamknięty w pętli czasu. Szybko pojmuje, że ten historyczny dzień walki z wrogiem zakończy się wtedy, gdy położy całkowity kres wrogowi. Pomóc ma mu w tym zaprawiona w boju Rita (Emily Blunt).
Już sam początek zwiastował nam coś nowego. Kiedy Cage zostaje zmuszony do pójścia do wojska, widać przerażenie w jego oczach. Liczne próby ucieczki nie kończą się dla niego korzystnie, a sierżant siłą wysyła go na front. Tom Cruise gra więc tchórza. W takiej roli nie było nam go dane jeszcze zobaczyć. Oczywistym jest, że z czasem główny bohater uczy się wszystkiego od Rity i ratuje ludzkość, jednak gdyby nie ten początkowy łut szczęścia, to zginąłby w ciągu kilku minut.

Poczucie humoru Douga Limana, reżysera „Na skraju jutra”, robi wrażenie. Człowiek odpowiedzialny między innymi za trylogię Bourne’a, potrafi rozśmieszyć filmem akcji. Dowcipy są skrupulatnie zaplanowane, a cała produkcji bawi tam, gdzie powinna. W tym aspekcie należą się pokłony dla mistrza.

Zdjęcia niestety nie rzucają na kolana. W tym gatunku często docenia się głównie aspekt wizualny, zapominając zupełnie o fabule. W tym przypadku to właśnie sposób rozpisania historii bardziej zapada w pamięć. Kilka scen zostaje na długo w pamięci, ale ogólnie scenarzysta nie popisał się. Jednak na dodatkową uwagę zasługuje montaż. Wszystkie powtórki tego samego dnia i liczne zgony Cage’a zostały sprawnie złożone w spójną całość, co też nie mogło należeć do prostych wyzwań.

Kreacja bohaterów nie robi już tak dobrego wrażenia. O Ricie dowiadujemy się niewiele. Kilka oględnych słów pada podczas jednej z ich wspólnych podróży samochodem, jednak niczego więcej nie wiemy. Biorąc pod uwagę fakt, jak duży wpływ miała ona na bieg wydarzeń, warto by więcej wspomnieć o jej historii. Tutaj rzuca się w oczy zmarnowany potencjał, jaki drzemał w przeszłości Rity. Postać Cage’a pokazuje nam za to znany motyw „od zera do bohatera”. Poznajemy go jako zwykłego majora, który ledwo przeżył obowiązkową służbę wojskową. Na naszych oczach wyrasta na wybawcę z krwi i kości. Tom Cruise skutecznie bawi swoimi lekkomyślnymi decyzjami i wiarygodnie pokazuje postępy w nauce swojego bohatera.

Cały seans miała dopełnić wyjątkowa atrakcja, jaką niewątpliwie była sala Skoda 4DX w Cinema-City Arkadia. Podmuchy wiatru, zapachy adekwatne do sytuacji oraz poruszanie fotelami miało zwiększyć doznania widza. Tak też się stało. Jednak jest to bez wątpienia jednorazowa rozrywka. Ciężko jest sobie wyobrazić, żeby każdą najnowszą produkcję oglądać w tej technologii. Imitacja wiatru bardzo skutecznie rekompensowała brak klimatyzacji, jednak notoryczne targanie fotelem w trakcie dynamicznych scen walki po półtorej godzinie stawało się nieco irytujące.

„Na skraju jutra” wyraźnie odbiega poziomem od swoich kinowych poprzedników. Może obecność Douga Limana mogła zapowiadać solidną porcję wartkiej akcji, jednak na pewno nie tak dobrze przedstawionej. Tom Cruise objawia nam się nowej roli, a Emily Blunt dobrze mu towarzyszy. Wątek Rity został praktycznie zignorowany, jednak Cage wychodzący na pierwszy plan skutecznie naprawia ten błąd. Widać, że reżyser jest świadomy stosowanych zabiegów i potrafi wywołać w swoich widzach pożądane emocje.

Ocena: 4/5

Dyskusja