Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Alternatywna forma zakupu wraz z Postrzeloną – recenzja „Paktu Złodziejki”

Adrienne Satti z mieszczącego się w Galicji miasta Davillon, od dziecka miała niewiele. Prócz kochających rodziców nie otrzymała od bogów niczego więcej. Każdą radosną chwilę z życia dosłownie musiała wykraść, czy to biorąc jabłko ze straganu czy też coś do ubrania ze sznurka z praniem. Los doświadcza ją bezustannie, zapewniając wiele wrażeń przynoszących uśmiech, jak i łzy. Zbliżają się wakacje, a więc warto przeżyć podczas nich wiele przygód. Postrzelona ma ich dla nas pod dostatkiem.

Główną bohaterką książki pod tytułem „Pakt złodziejki” jest Adrienne Satti, lecz nie kroczy ona samotnie przez wszelkie zdarzenia. Towarzyszy jej Olgun, bóstwo, które nie zalicza się do 147 bogów Uświęconego Paktu Wysokiego Kościoła. Mimo to posiada przydatne zdolności, które niejednokrotnie pomogły protagonistce wyjść z tarapatów. Wyżej wspomniana nieletnia złodziejka, zanim poznała swego nadprzyrodzonego przyjaciela, szybko musiała nauczyć się radzić sobie ze wszystkim samotnie. Jej rodzice zginęli w pożarze, a jedyną szansą na przeżycie była kradzież. Z Adrienne musiała przerodzić się w Postrzeloną.

Ari Marmell sprawił, że „Pakt złodziejki” jest przyjemną lekturą z wielu powodów. Pierwszym z nich jest wykreowany świat. Davillon zostało opisane tak, że czytelnik bez problemu zatonie w tym niebezpiecznym mieście. Po tym, że bohaterowie głównie posługują się rapierami i pistoletami skałkowymi można datować tę powieść na XVII wiek. Autor w naszej wyobraźni kreśli bardzo mroczne i niebezpieczne czasy. Na dodatek Postrzelona wiedzie tryb życia, który nie zapewnia spokojnej starości. Bezustannie przeżywa niebywałe przygody, co jest kolejnym plusem dzieła. Akcja jest bezustannie dynamiczna, lecz jednocześnie nie leci na łeb, na szyję. Zatapiając się w lekturze czytelnik ma zapewnione niesamowite chwile bez wychodzenia z domu. Mimo, iż zdarzenia często idą złym torem, to pisarz nie stara się, aby Adrienne bezustannie wychodziła z nich obronna ręką, co nadaje realizmu całej historii. Nawet przy najlepiej zaplanowanym skoku coś może pójść nie tak, a złodziejka mimo opatrzności boskiej nie jest nieśmiertelna i nie zawsze wszystko idzie po jej myśli. Dodatkowo amerykański twórca doskonale dba o wyjaśnienie wszelkich zajść, aby były racjonalne, a na czole czytelnika nie pojawiały się zmarszczki wzdłużne. Brak tu miejsca na chwilę zastanowienia typu: „Jak to nie usłyszał wybuchu skoro stał tuż za drzwiami?”.

Prezentując historię pięknej włamywaczki Ari Marmell postanowił bawić się czasem i perspektywą. Nie poznajemy wydarzeń od danego wieku bohaterki do lat późniejszych. Co rozdział cofamy się lub przenosimy, aby kawałek po kawałku dowiedzieć się, co ta naprawdę wydarzyło się na pierwszych stronach książki. Dodatkowo poznajemy to wszystko z perspektywy kilku bohaterów, a ten zabieg nie wyszedł chaotycznie, lecz wręcz odwrotnie. Z radością zauważamy, jak przeplatają się drogi różnych postaci, jednocześnie dopowiadając nam i wzbogacając sceny o kolejne szczegóły. Płynąc przez „Pakt złodziejki”, zbieramy kolejne elementy układanki, aby w końcu ułożyć ją całość, która nas zaskoczy.

Zauważalnym jest, że autor poświęcił wiele czasu na wykreowanie głównej bohaterki. Mimo, iż nie stroni od wielkich czynów, to w dalszym ciągu pozostaje człowiekiem, a tym bardziej kobietą. Brak tu prób stworzenia niezwykle silnej złodziejki, która niczego się nie lęka, a rapierem wymachuje nawet, gdy straci obie dłonie (nie straci obu dłoni, nie bójcie się, to żaden spoiler). Nie raz zdarzy jej się zapłakać, a nawet załamać pod wpływem przytłaczających wydarzeń. Mimo to stara się iść przez życie z podniesioną głową, chociaż nie jest to dostrzegalne, gdyż głównie chowa się w cieniu. Za to, gdy wyjdzie z niego, to na pewno wszyscy zwrócą uwagę na jej nieprzeciętną urodę oraz to, jak zwinnie biega po dachach i balkonach. Często wysoko ustawia sobie poprzeczkę, a jej skoki są imponujące i przynoszą wiele złota. Dodatkowo zdarza jej się dać we znaki Gildii Znalazców, która zrzesza złodziei Davillon i pobiera pewien procent od dochodu. Postrzeloną ciężko jest ukształtować na swoją modłę, ponieważ jest to dama z charakterem.

W „Pakcie złodziejki” ważną rolę odgrywa wiara. Mamy tam 147 bogów Uświęconego Paktu Wysokiego Kościoła. Każde z nich patronuje różnemu miastu Galicji oraz rodowi. Swego boga mają także złodzieje, lecz i Adrienne posiada osobistego sprzymierzeńca. Olgun jest bóstwem spoza Paktu i mimo, iż jego moc nie jest niezwykle potężna, to i tak potrafi zdziałać niezwykle przydatne cuda. Ari Marmell bardzo interesująco przedstawił sposób komunikowania się głównej bohaterki ze swym przyjacielem. „Rozmawia” on poprzez emocje wywoływane u Postrzelonej. Kiedy ta odczuwa niezadowolenie, to nie zawsze oznacza, że jest zła, lecz po prostu Olgun jest sfrustrowany. Wyszło to bardzo fajnie i znacznie ubarwia książkę.

„Pakt złodziejki” jest dziełem skierowanym do młodzieży lubiącej przygody i wartką akcję. Wyrazista bohaterka musi radzić sobie w niebezpiecznym świecie pełnym opryszków, bóstw i demonów, co zapewnia niebywałe wydarzenia. Boskie interwencje znacznie ubarwiają powieść, gwarantując zabawę fanom fantastyki. Ari Marmell doskonale buduje napięcie oraz serwuje kawałki układanki, która w całości zachwyca i zadziwia. Warto uciec od rzeczywistości wprost do Davillon.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja