Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Dobre, bo polskie?” – recenzja „Biały Orzeł #4”

„Dobre, bo polskie”, „Wspierajmy nasze produkty”, takie i podobne hasła można bardzo często przeczytać w gazetach lub usłyszeć w telewizji. Czasami jednak warto się dwa razy zastanowić czy to tylko propaganda, czy może naprawdę warto. Niestety, między komiksem Biały Orzeł a hasłem „Dobre, bo polskie” nie możemy postawić znaku równości. Na pewno nie po przeczytaniu czwartego numeru przygód warszawskiego superbohatera.

Komiks rozpoczyna się od sceny pomiędzy dwoma mężczyznami. Pan Pyta i Pan Odpowiada to dwie tajemnicze i intrygujące postacie, które od wieków podróżują razem w milczeniu. Pierwszy potrafi poprzez zadanie pytanie doprowadzić człowieka do obłędu. Drugi zna odpowiedzi na wszystkie pytania we wszechświecie. Ich rozmowa może sprowadzić apokalipsę. To oni przyczynili się do wyginięcia dinozaurów czy epidemii dżumy. Tym razem obaj panowie postanowili zawitać do Warszawy, akurat wtedy, gdy stolicę atakuje horda potworów zwanych zalewakami. Jak się jednak szybko okazuje, Biały Orzeł nie jest sam. Wśród osób z nadprzyrodzonymi mocami oraz chęcią niesienia pomocy innym rośnie bowiem konkurencja, a co za tym idzie, nasuwa się pytanie: skąd oni mają moc?

Fabuła pierwszego zeszytu „Wielka draka w stolicy” nie jest porywająca. Czuć wszechogarniające zagrożenie jednak tak naprawdę jest ono potraktowane z dużym dystansem i widać, że więcej będzie się działo w kolejnym zeszycie.

Interesującymi bohaterami są Pan Pyta i Pan Odpowiada, wprowadzają pewnego rodzaju mistyczność, jednak znów jest tego za mało i trzeba czekać na dalszą część historii. Przypomina to trochę bieg na 100 metrów, w którym recenzowany zeszyt to dopiero ustawianie się w blokach. Niestety cierpi na tym fabuła, która robi się mdła. Duża część zeszytu jest poświęcona na spotkanie głównego bohatera z Obywatelem, nowym herosem, który na własną rękę stara się zwalczać oprychów panoszących się po stolicy. Uważa, że taki sposób jest efektywniejszy niż działania skorumpowanego wymiaru sprawiedliwości. Wprowadzenie kolejnego „pomocnika” lub też sojusznika to bardzo fajny pomysł, jednak Obywatel to symbioza Casey Jonesa z TMNT oraz bohatera gry „Borderland”.

Miłym zaskoczeniem jest pojawienie się jeszcze jednego herosa, a raczej heroiny znanej z mitów i legend. Chodzi oczywiście o Syrenę, która osobom znającym troszeczkę komiksy od razu będzie przypominać bohaterkę „Witchblade”. Czy kolejni superherosi to pomysł innowacyjny? Zdecydowanie nie. Owszem, można czerpać ze znanych i dobrze sprzedających się wzorców, jednak ewidentnie widać kopie i wariacje popularnych zagranicznych bohaterów. Tworzenie team-up z piękną Syreną to dobry pomysł, gdyż wielu osobom spodobają się jej wdzięki, a dodatkowo może wyniknąć z tego coś ciekawego.

Dialogi niestety stoją na przeciętnym poziomie. O ile autorzy starają się dodawać troszeczkę humoru, to czasami wydaje się, że robią to na siłę. Warto zwrócić uwagę na niektóre wypowiedzi głównego bohatera. Niektórym czytelnikom mogą się one wydać infantylne, jednak jest to bardzo dobrze wpleciona inspiracja sztampowymi wypowiedziami amerykańskich superbohaterów.

W stosunku do poprzednich numerów szata graficzna uległa modyfikacji. Do zespołu dołączyła nowa osoba, Rex Lokus, który odpowiada za dobór kolorów i trzeba przyznać, że jego obecność wypływa bardzo pozytywnie. Najlepiej jest to widoczne na ilustracjach zajmujących całe strony. Trzeba przyznać, że tym razem czytelnik będzie miło zaskoczony oglądając bohaterów i widowiskowe sceny w dużym formacie.

Czytając tytuł „Wielka draka w stolicy” przychodzi na myśl film z 1986 roku zatytułowany „Wielka draka w chińskiej dzielnicy”. O ile w tym drugim mamy ciekawe zwroty akcji, dobrze przedstawionych bohaterów i dynamicznie rozwijającą się fabułę, to w tym pierwszym tego wszystkiego brakuje. Owszem, trzeba pamiętać, że jest to pierwsza część miniserii , ale czy po słabym pierwszym numerze część czytelników będzie chciała sięgać po kolejny? Warto jednak dać komiksowi szansę i zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja pomiędzy Białym a Syreną i czy stolica przetrwa atak wodnych potworów. Po raz kolejny trzeba stanąć przed dylematem, czy udzielić kredytu zaufania autorom komiksu, czy też nie.

Dyskusja