Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Kolejne problemy Stephanie Plum” – recenzja książki „Stephanie Plum – Parszywa Dwunastka”

Stephanie Plum chyba nigdy się nie zmieni, tak jak nie uległo zmianie jej zwariowane życie pełne nieprawdopodobnych wydarzeń. Główna bohaterka „Parszywej dwunastki” jest wciąż taka sama: szalona i niezdecydowana, co można zaliczyć jedynie in plus.

Protagonistka najnowszej książki Janet Evanovich porzuciła poszukiwanie innego zajęcia, które zostało opisane w „Najlepszej jedenastce” i powróciła do pracy u swego kuzyna, Vinniego. Znów jest łowczynią nagród, czyli ma mnóstwo okazji, aby komuś podpaść. Tym razem jednak napytała sobie biedy przez swoją słabość do Komandosa. Pewna kobieta bezustannie ją śledzi, a gdy Stephanie chce z nią porozmawiać twarzą w twarz, to staje oko w oko z lufą pistoletu. A ten kto zna główną bohaterkę dzieł amerykańskiej pisarki wie, że to nie koniec problemów…

Postać stworzona przez autorkę jest rzucana w wir akcji już od kilkunastu tomów, dzięki czemu przygoda ze Stephanie może trwać naprawdę długo. Jeśli ktoś uważa, że cykl o łowczyni nagród zakrawa na tasiemiec, to może się pomylić. Każdy epizod zawiera sprytnie umieszczone wprowadzenie do świata, dzięki czemu niezależnie od którego momentu zaczniemy naszą znajomość, to i tak szybko odnajdziemy się w wykreowanym świecie. Jest to ogromny plus. Za to akcja jest tak szaleńcza, że może przysporzyć o zawrót głowy, jednak nie pędzi zbyt szybko, więc podczas czytania mamy sporo zabawy w odpowiednim tempie. Dodatkowo Janet Evanovich pisze bardzo przystępnym językiem, co znacznie pomaga w zaznajomieniu się z książką jednym tchem.

Wśród pozytywów „Parszywej dwunastki” oczywiście powinna znaleźć się sama główna bohaterka. Została bardzo dobrze wykreowana. Na szczęście autorka nie chciała stworzyć żeńskiej wersji Johna Rambo, dzięki temu spotykamy bardzo przekonującą postać. Będąc łowcą nagród nie wolno pozwolić sobie na słabość, jednak Stephanie jest kobietą i nie jest jej obca delikatność czy łzy. Załamanie bohaterki pod wpływem nawału negatywnych zdarzeń sprawia, że zyskuje ona na realności, a wiele czytelniczek może się z nią utożsamić. Męskie grono poznające panią Plum pewnie nie postawi się na miejscu protagonistki, jednak nadal może się dobrze bawić. Zwłaszcza, że Janet Evanovich nie skupiła się na tworzeniu tylko jednej postaci i spotkanie z Luną czy babcią Mazurową również będzie przyjemne.

Mocną stroną dzieła jest poczucie humoru. Mimo wielu przykrych zdarzeń (albo właśnie dzięki nim) autorka próbuje rozbawić czytelnika i świetnie jej to wychodzi. Szalone wydarzenia oraz dialogi zmuszają nasze kąciki ust do podniesienia się. Jak już wcześniej było wspomniane, nasz nastrój poprawiają tak zwariowani bohaterowie jak przyjaciółka Stephanie – Luna, która była prostytutką, a w „Parszywej dwunastce” postanowiła śpiewać w zespole, mimo, iż kakofonia, to jej drugie imię.

Janet Evanovich niezmiennie próbuje trafić w gusta wielu czytelników i z pewnością jej się to udaje. „Parszywa dwunastka” jest dziełem pełnym szalonych zwrotów akcji, a próby rozgryzienia zakończenia zazwyczaj spełzają na niczym. Jeśli ma się ochotę na lekkie dzieło, poprawiające nasz humor, to warto rozpocząć przygodę ze Stephanie Plum choćby od tego tomu, gdyż niezależnie od numeru części, każdy epizod jest gotowy na spotkanie z nowym czytelnikiem i doskonale wprowadza go w świat książki. Warto poznać przygody zwariowanej łowczyni nagród.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja