Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Śmiejąc się z cudzego nieszczęścia – recenzja „Stephanie Plum – Najlepsza Jedenastka”

Każdy miał zły dzień. Czas, kiedy wszystko, co mogło się popsuć poszło nie tak. Z takich sytuacji zazwyczaj śmiejemy się po latach, jednak naprawdę wiele powodów do uśmiechu daje nam Stephanie Plum, gdyż ma ona niezwykle złą passę.

„Najlepsza jedenastka” jest jedenastym tomem opowiadającym o łowczyni nagród. Główna bohaterka postanowiła skończyć z tą pracą i znaleźć coś lepszego. Niestety, łapiąc przestępców i zaprowadzając ich pod sąd można nieźle napytać sobie biedy, a takie zajęcie raczej nie przysparza wielu przyjaciół. Wręcz odwrotnie. Jeśli nie wierzycie, to zapytajcie autorkę książki, Janet Evanovich. Ona śmiało potwierdzi, że Stephanie dostaje karteczki z pogróżkami, a jej auto zdobią dziury po kulach. Pączki nie sprawią, że wszelkie troski znikną, lecz pomogą je przetrwać. Stephanie na pewno to poprze.

Wypadałoby powiedzieć nieco więcej o pani, z którą przyjdzie nam spędzić wiele stron. Stephanie ma dość swojej pracy i postanawia to zmienić. Jak radykalne będą to zmiany zostanie wspomniane później. Koniecznie jednak należy podkreślić, że jest atrakcyjną kobietą z sercowym problemem. Z jednej strony jest Morelli – policjant, który w relacjach z główną bohaterką myśli nie zawsze głową, ale potrafi o nią zadbać (o Stephanie, nie o głowę). Druga strona medalu przedstawia Komandosa, szefa firmy ochroniarskiej tak męskiego, że Seagal, Stallone i Van Damme powinni przy nim poruszać się na paluszkach w rytm utworu z „Jeziora łabędziego”. W jego przypadku również można spodziewać się zachowań wymaganych od życiowego partnera. Mało tego! Nasza łowczyni ma do niego słabość niczym do słodyczy albo i większą…

Narratorem w książce jest protagonistka, a w jej życiu dzieje się tak wiele, że ma nam co opowiadać. Pierwszą pozytywną rzeczą jaką należy wymienić w przypadku „Najlepszej jedenastki”, jest to, że śmiało można po nią sięgnąć, nie znając pozostałych części. Ani trochę to nie przeszkadza, a autorka zadbała o odpowiednie wprowadzenie i przedstawienie bohaterów. Kolejnym plusem jest poczucie humoru, które wylewa się z dzieła niczym dżem z pączków. Stephanie ma szalone pomysły i zwariowane życie. Wszystko to, co ją spotyka jest wręcz niewyobrażalne, a czytelnik śledzący jej losy z pewnością wiele razy zostanie zaskoczony. No bo jak może zakończyć się sytuacja, gdy była łowczyni nagród rozpoczyna pracę w fast foodzie, w którym smaży się kurczaki? Albo kiedy pracuje się w pralni, którą zarządza przerażająca babcinka?

Oprócz śmiania się i śledzenia niezwykłych przygód, czytelnikowi przyjdzie podziwiać dwóch atrakcyjnych mężczyzn pociągających Stephanie. Te fragmenty mogą sprawiać wrażenie, że książka jest skierowana do żeńskiej części czytelników (lub męskiej, która żeńską nie jest zainteresowana), lecz sądząc tak można być w błędzie. Nawet ktoś tak męski, że jego nazwisko powinno znaleźć się w słowniku synonimów przy haśle „męskość” znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Wiedząc, iż akcja w „Najlepszej jedenastce” jest niezwykle szalona można pomyśleć, że pędzi ona na łeb, na szyję. Nic bardziej mylnego! Tempo jest odpowiednie, a ilość wariactw na stronę nie przekracza skali. Wszystko to łączy się w atrakcyjną całość, którą pochłania się z uśmiechem niczym tort urodzinowy.

Bezduszna pisarka zgotowała swej bohaterce nie lada atrakcje. Stephanie Plum ma w życiu bardzo ciężko, a ku naszej uciesze możemy wszystko dokładnie prześledzić. Na przesłodki deser nazwany „Najlepszą jedenastką” składa się prześladowca, dwóch atrakcyjnych facetów, wybuchy, pożary i wiolonczela. Nie bez powodu książka stała się bestsellerem. Jest lekką i przyjemną lekturą dla obojga płci, a zapewnia więcej radości niż tuzin pączków.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja