Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Ars Dragonia” – recenzja

Gdyby tylko szesnastoletni Sebastian podejrzewał, że jego przyjazd do Poznania będzie miał tak znaczące reperkusje, nie wiadomo, czy zdecydował by się na odwiedzenie serca Wielkopolski. Chłopak, który o śmierci i pogrzebie swojego dziadka dowiedział się z anonimowej i bardzo zdawkowej wiadomości, w przeddzień ceremonii pojawia się w progu domu niewidzianego od lat ojca i automatycznie pakuje się w poważne tarapaty. Zostaje wplątany w mistyczny spisek, którego korzenie sięgają XIX wieku, kiedy to jeden z jego przodków pomagał budować niektóre z najbardziej znanych kamienic miasta.

Okazuje się, że ornamenty i zdobienia na fasadach budynków nie są zupełnie przypadkowymi elementami o czysto dekoracyjnej funkcji. Są to bowiem odzwierciedlenia innej strony świata, w której istnieją takie baśniowe stwory jak choćby gryfy czy smoki. Większość z nich należy do dwóch stronnictw od wieków walczących o supremację. Zwolennicy Gryfa pragną pokoju i stabilizacji, poplecznikom Sokoła zależy zaś tylko na władzy i potędze. Największą moc daje kontrola nad smoczym portalem, a uzyskać ją można raz na wiele lat, dzięki czemu osoba, której uda się tego dokonać będzie trzymała w rękach klucz do pokonania przeciwników. Nie jest to jednak zwykłe proste zadanie, gdyż przejścia pilnuje strażnik. Aczkolwiek tym razem nie będzie on znaczącym elementem rozgrywki, gdyż właśnie miał miejsce jego pogrzeb. Tak, strażnikiem tym był dziadek Sebastiana, który przewidując swoją śmierć, przedsięwziął odpowiednie kroki i w celu zapobieżenia katastrofie zaufał wnukowi. A kryje się w nim więcej, niż można by się spodziewać.

„Ars Dragonia” to debiut Joanny Jodełki na rynku książek młodzieżowych. Autorka takich powieści jak „Polichromia”, „Grzechotka” czy „Kamyk” zmierzyła się tym razem z książką, która miała przynieść rozrywkę nastoletniemu czytelnikowi. Stworzyła zatem opowieść pełną akcji, niesamowitości oraz nadnaturalnych postaci. Mimo, że książka nie należy do szczególnie skomplikowanych, w ciekawy sposób używa miejskiego otoczenia Poznania do kreacji panteonu postaci będących, niczym u Gaimana, osnową dziejących się poza zasięgiem naszego wzroku zdarzeń. Uwikłanie we wszystko nastolatka, który tak samo jak czytelnik nie wie nic o świecie, z jakim ma okazję się zetknąć, a także obarczenie go wszelkimi przywarami zbuntowanej młodzieży ułatwia identyfikację z nim oraz umożliwia szybsze wniknięcie w przedstawione realia.

Choć scenariusz jest prosty i przewidywalny, czytelnik podczas lektury ani przez chwilę nie nudzi się, lecz szybko brnie przez kolejne rozdziały. Niestety również przez tę prostotę, zapewne w niedługim czasie po lekturze zapomni o co w książce chodziło, jednak w przypadku opowieści młodzieżowych nie jest to duża wada. Szczególnie, że umiejętne posługiwanie się językiem polskim przez autorkę pozwala na szybkie wchłanianie treści, okraszonych odrobiną morału i edukacyjnych wartości (choć nie ma ich tam szczególnie dużo i na pewno nie są nachalne).

Ciekawostkę może stanowić również fakt, że wszelkie użyte w książce stworzenia, których odbiciem są płaskorzeźby na ścianach kamienic istnieją naprawdę. Dla ciekawych czytelników zapewne dodatkową rozrywką może być wycieczka ulicami Poznania w poszukiwaniu lokacji wykorzystanych w powieści. Ciekawe tylko, czy fan „Ars Dragonii” również będzie umiał przeniknąć do drugiego świata, by obejrzeć postaci w swych żywych, naturalnych kształtach.

„Ars Dragonia” jest zatem ciekawą książką młodzieżową, która może fanów ambitnej i skomplikowanej literatury fantastycznej lekko znużyć. Na pewno jednak przyniesie sporo rozrywki młodszemu czytelnikowi, który dzięki temu, że bohaterem jest zwykły nastolatek obarczony wieloma wadami i ograniczeniami, będzie z chęcią połykał kolejne fragmenty tomiku, a po jego zakończeniu będzie zastanawiał się nad dalszymi losami bohaterów.

Ocena: 4/5

Dyskusja