Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czeski miszmasz – recenzja komiksu „Anna chce skoczyć”

„Biblioteka Centrali” przyzwyczaiła swoich czytelników do bardzo ambitnych komiksów historycznych. Potem pojawiła się seria o kolejarzu pt. „Alois Nebel”, by nieco to wrażenie odmienić. Dwa lata później Centrala publikuje kolejny czeski projekt – „Anna chce skoczyć” Lucie Lomovej.

Anna, tytułowa bohaterka, jest przeciętną dziewczyną, której życie nie wyróżnia się spośród innych. Wiedzie spokojny, nieco nudny żywot. Nie zauważa nawet, kiedy jej związek z równie zwyczajnym mężczyzną zaczyna zmierzać ku końcowi. Kobieta pewnego dnia wychodzi na spacer, spotyka nieznajomą wróżkę i od tego momentu jej życie obraca się o sto osiemdziesiąt stopni. Anna poznaje miłość swojego życia, zostaje wplątana w mafijne porachunki, a gdzieś w środku tej historii poznaje samego Vaclava Havla. Pozornie obyczajowy komiks zamienia nam się natychmiastowo w sensację i kryminał.

Definitywnie nie tego można było spodziewać się po „Bibliotece Centrali”. Tutaj sama historia Czech jest bowiem tylko tłem dla wartkiej akcji i miłości. Nie dowiadujemy się wiele o realiach naszych sąsiadów. Taki obrót spraw na pewno wyjaśnia fakt, że premiera komiksu miała miejsce najpierw we Francji, potem w rodzinnym kraju autorki.

Gdzieś w środku opowieści Lucie Lomovej czytelnik zdaje sobie sprawę, że autorka w dość niezgrabny sposób próbuje połączyć ze sobą wspomniane gatunki. Historia rozpoczyna się w stylu typowego komiksu obyczajowego, ale potem Anna zostaje wrzucona w środek kilku różnych wątków. Przez kolejne strony przewijają się coraz to nowsze postaci, które w żaden sposób nie próbują utkwić w pamięci. Sama Anna może wzbudzić jakieś uczucia, jednak już jej towarzysz podróży, Alan, nie wzrusza czytelnika. Jego postać wydaje się być bezpłciowa. Brakuje mu głębszej analizy, dalszego rozwinięcia. To mogłoby wzbudzić jakiekolwiek uczucia czytelnika względem tego bohatera.

Najsilniejszym aspektem tego czarno-białego komiksu jest zdecydowanie jego oprawa graficzna. Tutaj Lucie Lomova faktycznie pokazuje, że zna się na swoim fachu. Większość została narysowana tuszem. Paradoksalnie, silne pociągnięcia autorki i dosyć grube kontury postaci podkreślają lekkość. Mamy do czynienia z wyraźną, przejrzystą kreską, którą zgrabnie przełamują sceny wspomnień bohaterki rysowane ołówkiem.

„Anna chce skoczyć” na pewno nie daje nam tego, do czego przyzwyczaiła nas „Biblioteka Centrali”. Tutaj historia nie gra pierwszych skrzypiec. Robi to opowieść o kobiecie. Elementy obyczajowe połączone zostały z sensacją i motywem drogi widocznym przy okazji podróży Anny z Alanem. Ta interesująca hybryda sprawia, że niestety zanikają pojedyncze postaci. Brakuje jakiegokolwiek wzbudzenia emocji w czytelniku. Kreacja bohaterów drugoplanowych bardzo zniechęca i nie pozwala czytelnikowi zrozumieć przedstawionej historii. Przerzucamy kolejne strony, czasami zawieszając oko na rysunkach Lomovej, ale reszta nie robi już żadnego wrażenia.

Dyskusja