Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gdyby historia potoczyła się inaczej… – recenzja „7:27 do Smoleńska”

Nikt nie ma chyba wątpliwości, że katastrofa lotnicza z 10 kwietnia 2010 roku była jedną z największych tragedii w powojennych dziejach Polski. Fatalne prowadzenie przez polski rząd śledztwa mającego wskazać jej przyczyny, jego nadmierne zaufanie do rosyjskich instytucji oraz szereg kolejnych kompromitacji, a także upokorzeń rodzin ofiar, sprawia, że okoliczności tego zdarzenia nadal pozostają osnute aurą tajemnicy i niejasności.

Jednym z polskich pisarzy żywo zainteresowanych tematem jest Marcin Wolski. Jego książka „7:27 do Smoleńska” ukazuje czytelnikowi alternatywną wersję wydarzeń sprzed owego feralnego dnia. Akcja zaczyna się na kilkadziesiąt godzin przed zaplanowanym odlotem prezydenckiego samolotu do Smoleńska. Rosyjski inżynier, Igor Rykow, dowiaduje się o nagłej śmierci kilkorga kolegów po fachu. Łącząc fakty, dochodzi do wniosku, że ich zagadkowy zgon ma związek z dokonywanym niedawno remontem polskiego Tupolewa. Rykow podejrzewa, że doszło do sabotażu, a po tym, jak cudem wymyka się dwojgu nasłanych na niego zabójców, usiłuje przekroczyć polską granicę i ostrzec władze przed śmiertelnym niebezpieczeństwem.

Jak wiadomo, nie jest to pierwsze podejście Marcina Wolskiego do literatury ukazującej alternatywne historie. Wystarczy przypomnieć sobie „Jedną przegraną bitwę”, w której autor prezentował nam wizję Europy i świata, w której Polska nie zdołała odeprzeć w 1920 roku sowieckiej inwazji, czy też „Wallenrod”, w którym wypadki potoczyły się dla naszego kraju o wiele korzystniej. W „7:27 do Smoleńska” Wolski dotyka jednak sprawy bardzo świeżej, de facto ciągle niejasnej i pozostawiającej liczne niedopowiedzenia. I czyni to w sposób szalenie emocjonujący, porywający i prezentujący się nad wyraz wiarygodnie. Jego nowa powieść to literatura sensacyjna najwyższych lotów, którą czyta się z zapartym tchem. Akcja wielokrotnie przybiera nieoczekiwane zwroty, a napięcie rośnie z każdą godziną przybliżającą głównego bohatera do godziny odlotu prezydenckiego Tupolewa.

Atmosfera zaszczucia i czającego się na każdym kroku niebezpieczeństwa jest wręcz namacalna. Rykow zaś to człowiek instynktownie wzbudzający sympatię czytelnika: inteligentny, osaczony przez wrogów mężczyzna, któremu cudem udaje się pozostawać o krok przed swoimi prześladowcami, nie mogący liczyć nawet na pomoc polskich służb, przesiąkniętych moskiewską agenturą. Tradycyjnie, Wolski znajduje miejsce dla ciekawej bohaterki kobiecej, a także uwypukla pozytywny wpływ kleru na rozwiązanie całej sprawy. To właśnie duchowni katoliccy okazują się jego najważniejszymi, choć nieoczekiwanymi sprzymierzeńcami. Chwile wytchnienia od nieustającej ucieczki przed ścigającymi go służbami Rykow spędza na plebanii przypadkowej parafii, a kilkakrotnie, poprzez dialogi i opisy, Wolski daje odbiorcy do zrozumienia, że nad całą sprawą czuwa z niebios, zasypywany żarliwymi modlitwami, święty papież-Polak.

„7:27 do Smoleńska” jest książką, która na pewno podzieli odbiorców, głównie ze względu na stawiane w niej hipotezy dotyczące przebiegu ostatniej dobry przed katastrofą polskiego prezydenckiego samolotu. Można mieć wątpliwości, czy potencjalny odbiorca potraktuje dzieło Wolskiego jako utwór beletrystyczny, przedstawiający pewną literacką fikcję – zwłaszcza, że przebieg wydarzeń poprzedzających feralny lot autor przedstawił w sposób bardzo spójny i oddziałujący na wyobraźnię. Niezależnie od tego, trzeba natomiast odnotować, że od strony warsztatowej jest to bardzo dobra powieść sensacyjna, którą czyta się świetnie od pierwszej do ostatniej strony. I choćby tylko z tego powodu zdecydowanie warto się z nią zapoznać.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja