Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie taki gryf straszny, jak go… upić – recenzja „Serce Gryfa”

W świecie, w którym ciemnota rządzi zachowaniem tłumu, a zabobon jest prawdą ostateczną, ludzie dysponujący większą od przeciętnej wiedzą potrafią w widowiskowy i przede wszystkim skuteczny sposób przejąć władzę nad ciżbą, lub choćby uzyskać spore bogactwo. Szczególnie, jeśli taki człowiek jest kreczownikiem, czyli wojownikiem od dziecka szkolonym do walki z nadnaturalnymi stworami, strzygami, topielcami i innymi plagami podobnej maści uprzykrzającymi życie gminu. Gorzej, jeśli krecz nie wierzy w istnienie nadprzyrodzonych istot, a w dodatku jest obibokiem, hulaką i bawidamkiem.

Gryppin wywodzący się z ubogiej szlachty z jednego z mniejszych państw imperium już od lat pobiera nauki w starożytnym klasztorze, którego celem jest szkolenie kolejnych pokoleń kreczowników. Niestety mimo zapału i talentu, który chłopak przejawiał na początku swojej edukacji, zawiódł nadzieje starych mistrzów upatrujących w nim złotego dziecka i najlepszego krecza ostatnich wieków. Teraz, kiedy zbliża się koniec jego edukacji i wystarczy dokonać tylko kilku kroków, by uzyskać glejt do wykonywania zawodu, okazuje się, że Gryppin ma absurdalnie małe szanse na ukończenie szkoły i postanawia nie dopuścić do zmarnowania niemal dekady życia w jedyny znany sobie sposób – matactwami i oszustwem. Jednak czy doświadczeni mistrzowie dadzą się tak łatwo wyprowadzić w maliny?

Jastek Telica będąc debiutantem na książkowym rynku stworzył powieść, która zaskakuje ciekawym pomysłem, bogactwem świata oraz niezwykłą łatwością z jaką tak niedoświadczony autor używa języka w celu przedstawienia zdarzeń. Trzeba bowiem zaznaczyć, że robi to niezwykle konsekwentnie i umiejętnie tworzy klimat pogrążonego w niewiedzy średniowiecza. Inteligentnie kreuje również postaci bohaterów, wśród których na szczególne wyróżnienie zasługuje główny bohater. Będąc leniem i krętaczem z jednej strony wzbudza sympatię czytelnika, lecz z drugiej z każdym kolejnym rozdziałem budzi się w nas przekonanie, że tak denerwująca postać w końcu powinna dostać to, na co zasłużyła. Uczucia targające odbiorcą książki świadczą o tym, że postaci nie są płaskie, a ich zachowanie może swoją nieschematycznością i umiejętnością wywoływania irytacji sugerować, że są one naturalne i przekonujące. Jest to niewątpliwa zaleta „Serca Gryfa”, zwiększa bowiem nieprzewidywalność zdarzeń i zaciekawienie książką, dzięki czemu z jeszcze większą chęcią czytamy kolejne rozdziały.

Mimo wielu zalet, opowieść Jastka Telicy nie obyła się bez drobnych wad. Świetny początek i ciekawe, wciągające rozwinięcie nie doczekało się bowiem równego im zakończenia. Co prawda trudno obiektywnie stwierdzić czego w nim zabrakło, jednak konkluzja pozostawia pewien niedosyt i może niektórych czytelników lekko zawieźć. Nie jest to jednak tak wielka dysproporcja, żeby większość z nich po zakończeniu lektury nie zapragnęło przeczytać kontynuacji losów krnąbrnego kreczownika. Ja przynajmniej mam nadzieję, że taka niebawem powstanie, gdyż „Serce Gryfa” będąc książką w stylu „Wiedźmina” pokazuje (nie ujmując troszkę jednak przereklamowanej prozie Andrzeja Sapkowskiego), że tego typu sagi nadal mogą powstawać i być dobrze napisane. W końcu szukanie wśród polskich pisarzy osób, które z rozmysłem i poprawną umiejętnością używają materii języka polskiego jest dość trudnym zadaniem. Tym większe uznanie dla Pana Telicy.

Podsumowując: „Serce Gryfa” to świetna książka fantasy, poważna, jednak okraszona sporą dozą dobrego, inteligentnego humoru, postaciami z krwi i kości, szybkiej akcji i co dość istotne, dobrze napisana. Polecam ją zatem wszystkim fanom fantasy, szczególnie w stylu wiedźmińskim, ale również wszystkim wielbicielom dobrej literatury jako takiej.

Ocena: 4/5

Dyskusja