Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Opowieść ze stepów – recenzja „Opowieści Panny Młodej”

Na polskim rynku niewiele jest mang, których akcja rozgrywałaby się w Azji Środkowej i to na dodatek w XIX wieku. Prawdę powiedziawszy, nie było właściwie żadnej – aż do chwili, gdy wydano Opowieść Panny Młodej autorstwa Mori Kaoru.

Najpierw słów kilka o samej autorce. Znana jest z takich mang jak Emma (wyd. w latach 2002-2008) czy Shirley (wyd. w 2003 r.). Ich fabuła rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii, a bohaterkami są pokojówki. 35-letnia Mori Kaoru tworzy również pod pseudonimem Agata Fumio i jest znana z autoportretów, na których przedstawia się niezbyt pochlebnie, bo jako rozczochraną, humanoidalną postać.

Opowieść Panny Młodej (w oryg. Otoyomegatari, 乙嫁語り) została opublikowana po raz pierwszy w 2008 roku i jest serią jeszcze nie zakończoną. Przedstawia losy Amiry, 20-letniej dziewczyny, która została poślubiona 12-letniemu chłopcu. Manga została nominowana w 2011 roku do 4 edycji „Manga Taishō” (corocznej nagrody dla japońskiego komiksu) i zajęła drugie miejsce, przegrywając raptem o 20 punktów z 3 Gatsu no Lion Umino Chika. W Polsce ukazały się, nakładem wydawnictwa Studio JG, cztery z sześciu zaplanowanych tomy. W niniejszej recenzji skupię się na pierwszym z nich, otwierającym całą serię.

Trzymając go w rękach, nasuwa się na myśl jedno określenie: jest śliczny. Kolorowa nakładka jest matowa, jedynie napisy i postać głównej bohaterki połyskują przykuwając uwagę. Pod nią kryje się szara, twarda okładka, ozdobiona motywami kwiatów. Jeśli położyć ją na stole, ktoś mógłby posądzić nas o czytanie jakiegoś dystyngowanego dzieła (do czasu, gdy nie spojrzy na brzeg, gdzie już sama czcionka zdradza, że mamy do czynienia z czymś innym niż dziełami Jane Austen). Strony sklejono, ale nie wypadają podczas czytania i odnoszę wrażenie, że trzeba naprawdę wiele, by je do tego nakłonić. Tłumaczenie zostało dobrze wykonane i dostosowane zarówno do świata przedstawionego (pamiętajcie, XIX wiek!), jak i współczesnego czytelnika. Jedynym, co może razić, to niekonsekwencja w wymazywaniu onomatopei – raz są zostawiane, a pod nimi jest dopisywane tłumaczenie, zaś kilka kadrów później widać tylko polską wersję, bez katakany (japoński sylabariusz). Nie stanowi to jednak dużego problemu, ponieważ niemal całą uwagę skupiają na sobie rysunki, które zapierają dech w piersiach. Mori Kaoru ma – moim zdaniem – wspaniały styl rysowania. Jest on klasyczny i czysty; czysty w tym sensie, że czytelnik nie uświadczy sterty chaotycznych linii i kresek, spośród których należy wyłowić postać. Kadry są przemyślane, a detale narysowane z niemal pedantyczną szczegółowością. Tunika Amiry musiała pochłonąć wiele godzin pracy, podobnie jak stroje pozostałych bohaterów. Niektóre rysunki to majstersztyki, przy których serce się topi z radości.

Siłą Opowieści Panny Młodej jest poczucie, że czytelnik żyje prostym, wiejskim życiem wraz z bohaterami. Wbrew pozorom, nie nakłania to do odłożeni komiksu na półkę, z przyklejoną karteczką „dla babci”. Mori Kaoru fenomenalnie udowadnia, że nie potrzeba wielkich intryg czy heroicznych działań, by uczynić opowiadaną historię ciekawą. Relacja między Amirą i jej mężem jest niezwykle sympatyczna – ona, dorosła kobieta, która już dawno powinna mieć dzieci, oraz on, który dopiero zapuszcza pierwszy wąs, a pojęcie płci przeciwnej zamykało się dla niego do niedawna w osobach babci, matki, siostry oraz kuzynki. Przez pierwsze pięć rozdziałów widać, jak główna bohaterka próbuje się odnaleźć w nowej dla niej sytuacji. Pochodząca z rodu koczowniczego i myśliwskiego dziewczyna, trafia do rodziny osiadłej, prowadzącej gospodarstwo. Uważnie więc obserwuje domowników, ucząc się ich zwyczajów i dzieląc własnymi doświadczeniami. Do rodziny męża wnosi powiew egzotyki i coś bardzo cennego – spojrzenie z zewnątrz na ich życie. Wynikają z tego zabawne sytuacje (ten, kto przeczyta fragmenty o karaniu nieposłusznego Rostem, będzie wiedzieć, co mam na myśli). To sielankowe życie nie trwa jednak długo, ponieważ krewni Amiry stworzyli wobec niej nowe plany. Jakie? Nie zdradzę. Przeczytajcie sami.

Ostatni, szósty rozdział, niezmiernie mnie zawiódł – jest wyjątkowo nierealny. Zaprawiona w stepie dziewczyna, strzelająca wybornie z łuku i jeżdżąca konno z godną pozazdroszczenia gracją, świetna śpiewaczka, zwinnie wywijająca igłą i nicią, taka, co królika oprawi i owce zagoni do zagrody, a zachowująca się jak wystraszona dziewczynka, gdy spotka się z przeziębieniem? Znajduję dla tego dwa wytłumaczenia: albo to miał być rozdział ze słodką, troskliwą żoną (gumy, królestwo za gumę do żucia, bo próchnicy dostanę), albo ród Amiry jest tak potworny, że nie chciała ona do niego wracać za wszelką cenę. Niestety, bardziej obstawiam ten pierwszy scenariusz.

Komu mogę polecić Opowieść Panny Młodej? Tym, którzy są zmęczeni niezwykłymi, heroicznymi historiami, skomplikowanymi wątkami miłosnymi lub intrygami na skalę światową. Mori Kaoru stworzyła historię prostą, idealną na spokojny wieczór z herbatą w dłoni i miękkim oparciem fotela za plecami.

Komu mogę odradzić Opowieść Panny Młodej? Tym, którzy czują się wielkimi obrońcami praw kobiet. Historia mangi osadzona została w XIX wieku w Azji Środkowej, więc oczywistym jest, że panuje tam patriarchat. To kobiety skaczą wokół mężczyzn, szyją dla nich ubrania, podają posiłki, zajmują się gospodarstwem oraz wychowywaniem dzieci. Z kolei to mężczyźni decydują o losie kobiet. Tak było, a autorka Opowieści nie zamierza wmawiać czytelnikowi czegoś innego.

Podsumowując: czy warto kupić tę mangę? Pięć rozdziałów jest niezwykle ciekawych, jednak szósty pozostawia olbrzymi niesmak. Opowieść z pewnością będzie doskonale prezentować się na półce i poprawi nastrój w gorsze dni, bo fabuła tworzy poczucie spokoju i atmosferę ciepła rodzinnego.

Dyskusja