Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja gry „Gracz niedzielny #3: „Kingdoms of Amalur: Reckoning””

Obrazek

Cena: od 15 zł
Producent: 38 Studios / Big Huge Games
Rocznik: 2012

Obrazek

Akcja, akcja i jeszcze raz akcja. Ale nie samym zabijaniem żyje człowiek. Co jeśli najdzie nas ochota na zrobienie kilku zadań dla bezbronnych wieśniaków i pokrzywdzonych dam? Wtedy zaczynamy zabierać się za gry RPG. Z wolna dojdziemy i do tych najlepszych, ale póki co mam dla Was propozycję z pogranicza akcji i RPG. Skandalem byłoby nie polecić serii „The Elder Scrolls”. Dojdziemy i do tego, ale póki co „Skyrim” nie jest zbyt tani, a „Oblivion” może już trochę śmieszyć. Jeszcze przed zakupem „Skyrim” nosiłam się z zamiarem pogrania w jakieś tańsze RPG, ale oferujące duży, bogaty świat. Zwlekałam i zwlekałam i nie tak dawno temu wzięłam na warsztat „Kingdoms of Amalur: Reckoning”, którą ochrzciłam „Skyrimem dla ubogich”. Bez urazy.

Jeśli lubisz:

    – wciąż sporą dawkę akcji,
    – dynamiczną walkę z użyciem umiejętności,
    – tworzenie przedmiotów przy użyciu profesji,
    – dużą ilość questów pobocznych,
    – grę na padzie.

TA GRA JEST DLA CIEBIE.

„Kingdoms of Amalur” wita nas, jak na RPG przystało, całkiem rozbudowanym systemem tworzenia postaci. Możemy wedle uznania dobrać sobie nie tylko płeć, ale także twarz, fryzurę, bóstwo oraz rasę. Gdy już jesteśmy piękni i możemy wyruszać ku przygodzie okazuje się, że… Jesteśmy martwi. Dość budujący początek, bo kontrolę nad postacią uzyskujemy po wydostaniu się przez nią ze sterty niezbyt zachęcająco wyglądających trupów. My jednak wyglądamy świeżutko i mamy do rozwiązania niemałą tajemnicę, wszak nie na codzień ktoś powstaje z martwych.

O tej grze nie powiem już, że nie ma fabuły. Historia wciąż nie jest pierwszorzędna, ale twórcy starali się coś opowiedzieć. Oprócz tajemnicy naszej śmierci pojawiają się też inne wątki. Ważną rzeczą w świecie gry jest przeznaczenie. Każdy ma swoje i nie może go zmienić. Isnieją Fateweaverzy, którzy potrafią odczytywać przeznaczenie, lecz oczywiście nie są w stanie go modyfikować. Smutne to życie, wiedzieć, kiedy czeka cię śmierć, a nie móc temu zapobiec. Ale nie martwcie się. Nam nieodwracalny koniec nie grozi. Bowiem bohater, którym kierujemy, nie ma swojej ścieżki przeznaczenia.

Obrazek

W kwestii rozgrywki daje nam to po prostu możliwość dowolnego zmieniania klasy postaci. Mamy do wyboru ścieżkę maga, wojownika oraz łotrzyka. Możemy inwestować w punkty jednej z tych klas lub, jeśli mamy na to ochotę, każdej z nich po trochu. Gdy znudzi nam się nasza kombinacja, możemy ją zmienić. Wykupywanie skilli, a także wykonywanie ważniejszych zadań odblokuje dla nas karty przeznaczenia zapewniające bonusy w walce.

Zakładając, że już zdecydowaliśmy kim będzie nasza postać, możemy wyruszać w trasę. Świat jest dosyć duży i oferuje nam liczne lochy do zwiedzania. Na mapie znajduje się kilka krain, a każda z nich ma nieco inny klimat. Zaczynamy w lesie, ale podróż kieruje nas także na bagna czy pustynię. Przemierzając lokacje napotykamy oczywiście mnóstwo potworów, lecz oprócz walki mamy też możliwość zbierania skarbów i roślin.

Istotą RPG są po pierwsze questy, czyli zadania, które otrzymujemy od postaci zamieszkujących świat, a także wybory, których dokonywanie wpływa na rozgrywkę i losy krainy. Jeśli chodzi o te pierwsze, jest ich co nie miara. W każdej wiosce spotkamy kogoś, kto za drobną przysługę jest skłonny oddać nam przedmioty i złoto oraz zapewnić dodatkowe punkty doświadczenia. Trzeba jednak przyznać, że zadania podboczne nie są zbyt ciekawe. Szablonowe wycieczki są więc czysto zarobkowe. Jeśli interesują nas ciekawsze historie, warto rozpocząć ścieżkę fabularną jednej z kilku dostępnych gildii.

Gra nie oferuje nam podejmowania ważnych decyzji, które zmienią losy świata. Fabuła jest dość liniowa i daje jedynie złudzenie tego, że coś od nas zależy. Ale kogo to obchodzi, gdy jedynym wyborem jest stoczyć epicką bitwę z potworem na murach miasta?

Obrazek

Fabuła fabułą, ale rozgrywka jest przednia. Czy to w lochu, czy na otwartej przestrzeni, wszędzie napatoczą się żądne krwi potwory. A my też jesteśmy żądni krwi, czyż nie? Walka to zdecydowanie duży atut „Kingdoms…”. Mamy do wyboru różne rodzaje broni, odpowiednie dla każdej z klas, poczynając od mieczy, poprzez łuki, kończąc na laskach maga. Wybrany rodzaj uzbrojenia zmusza nas do stosowania odpowiedniej taktyki w bitwie. Jeśli lubimy szarżę z mieczem, proszę bardzo. Ale jeśli wybierzemy sztylety, znacznie lepiej jest zakraść się do przeciwnika od tyłu, zadać śmiertelny cios i cichutko odłożyć ciało… Bronie dystansowe także zapewniają sporo zabawy, szczególnie dzięki możliwości szybkiego poruszania (turlania ;)) się po polu walki.

Oprócz okładania wrogów bronią, możemy używać wykupionych wcześniej umiejętności, aby zapewnić sobie jak największą skuteczność w walce. Pomocne nam będą śmiercionośne błyskawice, trzęsienia ziemi, pułapki i tym podobne. Każda klasa posiada także możliwość bloku tarczą lub talizmanem, co zmniejsza otrzymane obrażenia i pozwala wyprowadzić specjalny atak zza blokady.

Jeśli naładujemy pasek przeznaczenia, znajdujący się pod wskaźnikami życia i many, będziemy mieć możliwość użycia unikalnego dla nazej postaci trybu Reckoning. Czas zwolni i da nam możliwość szybkiej eliminacji zagrożenia. Po walce musimy wykończyć jednego z przeciwników specjalnym ciosem, który zapewni nam bonus doświadczenia. Jest to rzecz nie tyle ciekawa, co bardzo przydatna, szczególnie przy walkach z bossami.

Połączenie dynamicznej walki z używaniem skilli daje naprawdę dużo frajdy przy przedzieraniu się przez wrogów i pozwala zapomnieć, że fabuła nie zachwyca.

Obrazek

Jeśli znudziło nam się tnięcie i siekanie, możemy przystanąć w mieście i skorzystać z naszych profesji. Postać jest w stanie wykonywać dla siebie przydatne eliksiry, broń, zbroję, a także wzmacniające klejnoty. Te umiejętności pozwolą nam ulepszyć ekwipunek lub zarobić nieco złota ze sprzedaży wykonanych przedmiotów.

Grafika może nie powala, ale jest estetyczna i utrzymana w nieco kreskówkowym stylu, więc powinna zadowolić oko niewybrednego gracza. Lokacje są różnorodne, zawierają elementy charakterystyczne dla obszarów pusntynnych, bagiennych, leśnych czy skalnych, co urozmaica podróż. Zdobywane przez nas przedmioty także stają się coraz bardziej fantastyczne, zaprojektowane tak, jakby były zrobione nie z metalu, a na przykład kryształów.

Obrazek

Ciężko dać tej grze koronę w towarzystwie innych RPGów, ale wciąż uważam, że jest warta zaliczenia. Jest to pozycja z cyklu tych niezobowiązujących, odstresowujących gier, w których może bawić się każdy. Klimat typowego fantasy pozwoli uwolnić się od trudów świata codziennego, a więc czemu nie? Wstawajcie z martwych i… do boju!

Dyskusja