Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„9 poszlak: Tajemnica Serpent Creek” – recenzja gry „9 poszlak: Tajemnica Serpent Creek”

Wydaje mi się, że przygodówki są jednymi z tych gier, które zainteresują każdego. Nie można powiedzieć, że są zbyt brutalne czy nudne. Gry wymagające myślenia mogą cieszyć się nawet uznaniem starszych, którzy na co dzień marudzą, że granie wzbudza przemoc. Studio Artifex Mundi zaspokaja apetyt na przygodę i robi to całkiem nieźle. Tak więc i ja postanowiłam nie wychodzić z domu w upalny dzień i sprawdzić kolejną grę z ich menu.

9 poszlak: Tajemnica Serpent Creek

Poprzednio oceniałam „Mgły Ravenwood”, grę, która zauroczyła mnie bez reszty. Dzięki magicznej atmosferze stworzonej przez Artifex Mundi byłam w stanie wybaczyć jej bardzo dużo,. Ufając, że nie zaślepił mnie ich talent, zabrałam się za rozwiązywanie kolejnej tajemnicy.

Obrazek

„9 poszlak…” zaczyna się krótkim intrem, wprowadzającym nas do fabuły. Ponownie wcielamy się w młodą detektyw, tym razem podążającą śladami zaginionej przyjaciółki. Poszukiwania wiodą nas do miasteczka Serpent Creek – i nie myślcie, że nazwa niczego nie sugeruje, bo węży będzie tu całkiem sporo. Podobnie jak w Ravenwood, tutaj także nasz wróg pojawia się na samym początku. Z jednej strony wzbudza to naszą ciekawość, gdyż przez większość gry jest on przedstawiany jako niewyraźna sylwetka, a z drugiej odbiera radość z poznawania go, ponieważ już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to istota ludzka. A więc znów nutka fantastyki – dobrze.

Atmosfera jest utrzymana w nieco groźnym klimacie, postacie wokół nas są dziwne, lub wręcz obłąkane i sami nie wiemy, komu możemy ufać. Miasteczko nie tętni życiem, jest wyludnione i mocno podejrzane. Jeśli już kogoś spotykamy, okazuje się, że jest niespełna rozumu. Oprócz tego te plakaty z wężami, brrr… Jeśli ktoś nie lubi gadów, gra może stać się dla niego niezłym horrorem.

Obrazek

Fabuła jest całkiem przemyślana i udana. Nasze poszukiwania kierują się czasem w dwie strony naraz, lecz nie jesteśmy zmuszani do podejmowania nielogicznych działań. Postacie, z którymi możemy porozmawiać, są interesujące i zarazem niepokojące. Twórcom gry udaje się nieźle wpływać na osądy samego gracza. Na początku wydajemy osąd o jakiejś postaci, by po kilkunastu minutach gry nabrać podejrzeń, a w końcu całkiem go zmienić.
Myszkowanie po miasteczku niesie ze sobą sporą dawkę grozy. Trafiamy samotnie do kanałów czy cudzych pokoi z ryzykiem zostania wykrytym, co skutecznie wprawia nas w odpowiedni nastrój. Ciężko przeżyć tu jakiś głęboki szok, ale nie mając nerwów ze stali możemy co jakiś czas odruchowo obejrzeć się za siebie, szczególnie, gdy gramy w słuchawkach.

Obrazek

Oprócz poruszania się po lokacjach i zagadywania do postaci, mamy w ofercie liczne mini-gry oraz charakterystyczne dla gatunku szukanie obiektów na obrazku. Niby proste, a ile frajdy daje wygrzebanie śrubki w stosie gratów na biurku. Pozostałe gierki są bardzo różnorodne i nie powinny nastręczać dużo trudności, wystarczy trochę ruszyć głową. W przypadku frustracji możemy zawsze użyć wskazówek, lub po jakimś czasie przeskoczyć grę. Najlepiej jednak przed przystąpieniem do przygody wybrać jeden z trzech poziomów trudności, który najbardziej będzie nam odpowiadał i uchroni nas od ciągłego przełączania zagadek lub znudzenia.

Obrazek

Tym, co odróżnia „9 clues” od poprzednio recenzowanego tytułu, jest tryb detektywa. Moim zdaniem bardzo ciekawy dodatek, pozwalający graczowi lepiej wczuć się w rolę swojej postaci. W tej mini-grze naszym zadaniem jest odnalezienie śladów zbrodni w jakimś pomieszczeniu. Odciski butów, ślady krwi czy porzucone przedmioty mówią o przestępcy więcej, niż można się spodziewać. Gdy już odnajdziemy wszystkie elementy, nasza postać przystępuje do interpretacji. Wystarczy przełączać poszlaki i przysłuchiwać się historii.

Obrazek

W grach przygodowych, chyba bardziej niż w wielu innych gatunkach, pierwsze skrzypce często gra oprawa graficzna i dźwięk. Co nam po tajemniczej zagadce, gdy w tle nie ma dramatycznej muzyki? A gdyby nasz przeciwnik był nieudolnie narysowany, pewnie wzbudzałby więcej śmiechu, niż strachu.

Muzyka jest naprawdę dobrze dobrana. Buduje napięcie, pozwala lepiej wczuć się w atmosferę miasteczka i przez chwilę nawet może się nam wydawać, że sami znaleźliśmy się w opuszczonym Serpent Creek. Jednak głosom postaci przydałoby się nieco więcej emocji. Bohaterom brakuje realizmu, gdy są wściekli lub ranni, a takich sytuacji zdarza się całkiem sporo.

Oprawa graficzna nie jest zła, ale mam możliwość porównać ją z „Mgłami Ravenwood” i w tej bitwie „9 Clues” przegrywa z kretesem. Plansze są narysowane ładnie i mają mnóstwo szczegółów, ale momentami elementy i postacie, które są zniekształcone lub zbyt płaskie psują cały klimat. Mimo ogromnej staranności, brakuje tu zdecydowanie tego charakterystycznego, niepowtarzalnego klimatu, które miały „Mgły Ravenwood”.
Plusem jest brak trójwymiarowych modeli w filmikach, jak to miało miejsce w „Mgłach”. Dwuwymiarowe rysunkowe przerywniki prezentują się znacznie lepiej, choć nad animacją można by jeszcze popracować, aby dodać jej realizmu.

Gra jest dostępna na Steam, a zatem zabawę urozmaica nam zdobywanie osiągnięć. Są to zarówno odznaki za rzeczy oczywiste, np. skończenie jakiegoś wątku, jak i zachęcająco do perfekcji, np. ukończ zagadkę bez podpowiedzi.

Obrazek

W kwestii fabuły i zmuszania naszego mózgu do popracowania przez chwilę Artifex Mundi absolutnie nie zawodzi. „Tajemnica Serpent Creek” jest wciągająca i możliwa do rozgryzienia zarówno przez wyjadacza przygodówek, jak i niedzielnego gracza. Jeśli się uprzeć, można przejść grę w jedno popołudnie, ale można ją też rozłożyć na kilka dni, zależnie od upodobań.

Szukanie poszlak i odtwarzanie zbrodni jest bardzo dobrym dodatkiem, zważając na to, że sterujemy postacią pani detektyw i jeśli chodzi o wszystkie elementy „Tajemnicy Serpent Creek” to tej mini-grze oddałabym puchar.
Jedyne, na co czekam z niecierpliwością, to dopracowanie oprawy graficznej i dźwięków, których podniesienie na wyższy poziom uczyniłoby z gier Artifex Mundi prawdziwe arcydzieła, godne najwyższych not.

Dyskusja