Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Idealny przykład mangi shoujo – recenzja „Toradora!”

Na samym początku tomiku poznajemy Ryuujiego Takasu, przemiłego chłopaka który został pokarany przez los przerażającym spojrzeniem, odziedziczonym po ojcu – gangsterze. Fakt ten jest dla niego istną zmorą. Po całym liceum krążą plotki jakoby jedno jego spojrzenie zabijało, a jego przypływ radości jest uznawany za omen śmierci… Do skromnej grupki osób znających jego prawdziwe oblicze zalicza się jego najlepszy przyjaciel Yusaku Kitamura – energiczny przewodniczący klasy.

Rozpoczyna się drugi rok liceum, a Yusaku i Ryuuji po raz kolejny trafiają do tej samej klasy. Żeby było ciekawiej pojawia się tam również nierozgarnięta, optymistyczna dziewczyna, w której Takasu jest zakochany na zabój – Minori Kushieda. Jednak nic nie może być idealne. Już pierwszego dnia główny bohater przypadkiem wpada na niziutką, filigranową dziewczynę – Taigę Aisakę, potocznie nazywaną Tycim Tygrysem. To wydarzenie można uznać za początek ich wspólnej historii: Takasu przez zupełny przypadek odkrywa sekret Taigi, na co dziewczyna nie reaguje jakoś szczególnie pozytywnie… Po dosyć burzliwej „dyskusji” ta dwójka nieprzeciętnych uczniów zawiera sojusz. Od teraz będą pomagać sobie w swoich sercowych podbojach, co jest tylko początkiem ich licznych perypetii.

Taiga jest typowym przedstawicielem charakteru tsundere – bije ludzi, krzyczy na nich, włamuje się do mieszkań z drewnianą kataną… W środku jest jednak bardzo miłą, niezdarną, no i zakochaną dziewczyną! Prawda jest taka, że ludzie widzą ją jako postrach szkoły, co wcale nie ułatwia jej życia. Ryuuji za to jest pedantem czystości, na którego spada obowiązek zajmowania się domem podczas nieobecności matki, ma silny zmysł opiekuńczy i jest osobą, którą mogę określić mianem poczciwej. A więc co może wyniknąć z dwóch tak skrajnych charakterów? Otóż odpowiedź jest prosta: miliony zabawnych sytuacji, które doprowadzają czytelnika do śmiechu. Muszę przyznać, że sama wielokrotnie, przerzucając kolejną stronę, miałam na twarzy szeroki uśmiech.

Jeżeli chodzi o kwestię wizualną całej mangi, to mnie osobiście okładka nie zachęca, a wręcz odrzuca. Kreska przedstawiona na niej wygląda dosyć karkołomnie, a rysy postaci są po prostu… dziwne. Jednak już po otwarciu widać, że się myliłam. Linie stają się łagodniejsze, bardziej naturalne, dopracowane. Zazwyczaj spotykam się z odwrotnym zabiegiem: piękna okładka, a potem kreska wewnątrz tomiku pozostawia wiele do życzenia. Stąd też „Toradora” zdobywa wielki plus za ładnie wykreowane postacie. Fakt faktem, tła są słabiej dopracowane, prawdopodobnie z zamysłem, aby bardziej skupić się na bohaterach, którzy zajmują w większości przypadków 2/3 kadru.

Inną kwestią, która lekko mnie zdezorientowała było przekształcenie Inko na Papuzię. Fakt, jest to mało istotny element, ale dla mnie zwierzak Ryuujiego to zawsze była Inko i prawdopodobnie przy następnych tomach również będę zwracać w myślach uwagę, że to przecież nie jest żadna Papuzia!

„Toradora” to typowy przykład mangi shoujo – lekka, zabawna i urocza, z ciekawymi postaciami. Po prostu idealna dla każdej dziewczyny, chociaż znam wiele przykładów chłopaków, którzy też skusili się na tę serię i pokochali Taigę, więc jeżeli ktoś chce się pośmiać na niezłej komedii, to „Toradora” jest idealna dla niego.

Dyskusja