Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Wojna się rozpoczęła… – recenzja książki pt. „Krew Rodu Allgar”

W połowie sierpnia br. nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się debiutancka powieść Janusza Warchlewskiego pod tytułem „Krew rodu Allgar”.

Niegdyś planetą Agros rządzili mocarze – z wyglądu przypominający ludzi, ale posiadający ogromne moce. Rewolucja nazywana Wiosną Ludów przyniosła jednak zmianę w szeregach władzy. Teraz to zakonnicy z Bractwa Jedności stoją na straży prawa, natomiast mocarze stali się zwykłymi ludźmi. Główną przyczyną są blokery, które blokują ich energię.
Akcja powieści skupia się na kilku wątkach. Oto w stronę planety zbliża się planetoida, której trajektoria lotu jest zarazem wyrokiem nieuniknionym: ciało niebieskie zniszczy wszystko. W czasie rozmowy prezydenta z jednym z ministrów pojawia się propozycja zwolnienia kilku mocarzy z blokady w celu szybszej regeneracji świata po katastrofie. Pomysł wydaje się być do zrealizowania, ale wszystko zależy od zakonników. Z kolei w podziemiach pewnego pałacu szykowana jest rebelia.

Nieco zadufany w sobie, ale dbający o interesy i dobro rodzinne, hrabia Dario at’Durann wspólnie z Ekscelencją i z innymi wysoko postawionymi mocarzami planuje przejąć kontrolę. Plan określony kryptonimem „Wschód Mocy” ma niedługo się rozpocząć. Dodatkowo, mocarze potajemnie szkolą młodych w korzystaniu z mocy. Jest też Margot Smith, która powaliłaby niejednego faceta i nie chodzi o jej urok, ale o świetną sprawność fizyczną. Kobieta zatrudnia się w sklepie mocarzy, co wzbudza ciekawość zarówno hrabiego, jak i zakonników. Nie jest pewne, czy jest tajnym szpiegiem którejś ze stron, czy może działa dla własnego interesu? Ian, przyszywany brat Margot (czy też „Mii” – jak pieszczotliwie ją nazywa) to młody gniewny, który niegdyś był kapitanem rzezimieszków z kwadry drugiego poziomu. Chłopak także otrzymał pewne zadanie, którego wykonanie przyjdzie szybciej niż sam się spodziewa. Wszystkich połączy jedno – wojna.

„Krew rodu Allgar” można określić jednym słowem – „dobry”, choć oczywiście nie brakuje wad i kilku literówek. O, ile początek powieści może wydać się nieco nużący i niezbyt przekonujący, o tyle dalsza część nagradza czytelnika, ponieważ akcja coraz bardziej się rozkręca. Sceptycznie zasiadłem do tej książki; jednak szybko zmieniłem zdanie. Opisy konfliktów zakonnicy-mocarze oraz rewolucji wszytej przez królową są najmocniejszymi stronami historii. Samą powieść – napisaną w pierwszej osobie – pochłonąłem w dwa dni. Jedyne, co mogę zarzucić autorowi, to częste powtórzenia.

Postaci są dosyć spójne, a każda z nich jest inna i specyficzna. Od razu polubiłem Margot, która swoim buntowniczym nastawieniem zyska sympatię każdego czytelnika. Z kolei wątek miłosny dzieciaków, czyli Iana i Amandy przyprawi o uśmiech niejednego ponuraka.

Dodatkowymi atutami debiutu Warchlewskiego są wątki poboczne, które – mimo, że chwilowe – zatrzymują czytelnika przy powieści, jak na przykład: porwanie Margot przez mordercę z Enstill, opisy mitologii wierzeń w bogów Abi i Zoba czy – jak wskazuje tytuł – ostatnich z królewskiego rodu Allgar. Natomiast opisy konfliktu i panującego świata są dokładne i przemyślane.

Powieść spodoba się wszystkim fanom fantastyki i nie tylko. Sam jestem najlepszym przykładem, ponieważ rzadziej sięgam po ten gatunek literacki, a częściej po kryminały i horrory. Jednak „Krew rodu Allgar” była udaną próbą, a o Januszu Warchelewskim na pewno jeszcze usłyszymy.

Ocena: 4/5

Dyskusja