Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Manga z najwyższej półki – recenzja „Muzyka Marie 1”

Wyobraźcie sobie świat w którym każdy dzień jest taki sam. Wszystko jest cykliczne i bez niczego nowego. Świat w, którym nie ma dobra, ponieważ nie ma również zła, a zdefiniować to pojęcie może tylko obserwator z zewnątrz. W czymś taki dodajemy przeogromną ilość kół zębatych i otrzymujemy niesamowity świat z Muzyki Marie.

Akcja rozgrywa się w Pirito na jednej z wysp świata na której wytwarzane są pewne dobra. Każda z wysp specjalizuje się w czymś innym. Pirito zajmuje się tworzeniem mechanizmów a jej symbolem jest koło zębate. To tu poznajemy nierozłączną dwójkę przyjaciół Pipi i Kaia. Ten drugi przybył na wyspę po utracie ojca. Pipi zajęła się zamkniętym w sobie chłopakiem, przywracając ponownie uśmiech na jego twarzy. I wszystko mogłoby się toczyć dalej jak w zegarkowym mechaniźmie, lecz pewnego letniego dnia podczas zabawy w morzu Kai znika. Utonął? Nie. Po pewnym czasie chłopak zostaje odnaleziony, ale to już nie ta sama osoba, a na domiar złego na jego dłoni znajduje się pieczęć.

Mimo wszystkich przeciwności przyjaźń pomiędzy bohaterami nadal trwa. To dzięki ich codziennemu życiu czytelnik jest zapoznawany ze światem i regułami jakie w nim panują. Stopniowo w tym wyidealizowanym świecie nie widać wad, jednak z czasem pojawiają się rysy, które zaczynają się pogłębiać i tworzyć wyrwy. Dzięki temu autor zmusza czytelnika do refleksji o człowieku i szczęściu. Największym pytaniem jest jednak to, dlaczego ludzie są tak szczęśliwi – co jest nienaturalnym bytem. Odpowiedz jest dość prosta – są oni do tego zmuszeni. Wszystko to za sprawa tytułowej Marie i jej muzyki. Jest ona mechanicznym organizmem, którzy unosząc się nad niebem czuwa, aby ludzie nie robili niczego złego. Blokuje ona złe myśli zapobiegając czynom w samym zarodku. Dodatkowo technologia, która przekracza pewien poziom zupełnie nie działa, chociaż mechanizmy są w pełni sprawne. Złota klatka w której żyją ludzie nie tylko chroni i tworzy pewnego rodzaju utopie, odbiera ona również część człowieczeństwa każdego z mieszkańców.

Świat jaki prezentuje nam Furuya charakteryzuje się dużą złożonością oraz oryginalnością. Nie zabrakło w tym wszystkim artyzmu. Już od pierwszych stron możemy zachwycać się mnogością detali, eksperymentalnych form oraz przepięknymi krajobrazami. Można się zastanawiać jak długo czytelnik wytrzyma świat pełen geometrii oraz kuł zębatych. Furuya pokazuje, że znakomity artysta potrafi zatrzymać czytelnika bardzo długo. Zwłaszcza jeżeli rysunek charakteryzuje genialne wykonanie i świetny pomysł. Dodatkowym elementem na który warto zwrócić uwagę jest garderoba Pipi. Nosi ona dobrze zaprojektowane, bogato zdobione, różnorodne stroje. Dzięki temu dodaje się jej urody, a trzeba przyznać, że brzydka nie jest.

W całej opowieści oprócz tytułowej Marie – która tak naprawdę nie jest głównym bohaterem – liczą się dwie postacie, wspomniani wcześniej Pipi i Kai. Oboje są zwykłymi ludźmi, którzy nie posiadają jakichś supermocy. Maja za to słabości jak każdy z nas, i to właśnie one pchają całą akcje do przodu. Pipi wyraźnie czuje coś do Kaia, co wpływa na pewne sytuacje, których zwieńczeniem powinno być małżeństwo tych dwoje. Jadnak po drodze wyrastają niczym mur przeszkody niemożliwe do pokonania. Pomimo tego, że bohaterowie wydają się przeciętni. Stają się oni reprezentantami ludzkości, a autor pokazuje, że przeciętność wcale nie znaczy to samo co bylejakość.

Muzyka Marie jest mangą z najwyższej półki. Znajduje się w niej świat, który będziemy powoli i stopniowo odkrywać. Spotkamy tu również ciekawych bohaterów, których losy nie raz zaskoczą czytelnika. Nie można również zapomnieć o wspaniałych rysunkach, które cieszą oko. Jednak to wszystko nie jest najważniejsze. Najciekawszą rzeczą jest zmuszenie czytelnika do rozważań i przemyśleń. Autor poprzez fantastyczny świat odwołuje się do naszego, zadając pytania na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Całość zwieńczona jest genialnym epilogiem. Odpowiada on na wiele pytań i stawia czytelnikowi kolejne. Jednak z tymi będzie się musiał uporać już sam.

Dyskusja