Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja gry „Dixit”

Ludzka wyobraźnia nie zna granic. Dzięki umiejętności łączenia faktów, nazywania ich i tworzenia abstrakcyjnych teorii, człowiek opuścił jaskinie i w mgnieniu oka stał się gatunkiem dominującym na naszej planecie (choć istnieją tacy, którzy uważają, że to nie człowiek, tylko białe myszki są najwyższą formą życia). Dlatego ćwiczenie siły naszego umysłu jest tak ważne i przydatne. Szczególnie, kiedy fizyczna możliwość ćwiczenia jest zawiązana piękną wstążką i podana na zabawnej zastawie.

Czego oczy nie widzą, tego rozumowi żal

Gra „Dixit” jest jedną z najprostszych gier karcianych na naszym rynku. Każdy z graczy dobiera po sześć kart z ogólnodostępnego stosu i w swojej kolejce musi położyć jedną z nich, zakrytą, na stole, podając jakieś kojarzące się z nią hasło. Może nim być pojedyncze słowo, tytuł filmu, przysłowie, w zasadzie cokolwiek – nawet multimedialne prezentacje mogą znaleźć tutaj zastosowanie. Następnie pozostali uczestnicy wybierają jedną spośród swoich kart, która kojarzy im się z hasłem podanym przez gracza rozpoczynającego i również kładą je zakryte przed sobą. Następnie wszystkie wybrane karty są tasowane i odkrywane w sposób widoczny dla graczy. Teraz kolej na wyobraźnię i spryt uczestników zabawy, gdyż muszą zgadnąć i za pomocą specjalnych znaczników wybrać, która karta należała do pierwszego gracza. Każdy, kto trafi odpowiednio, otrzymuje trzy punkty. Tak samo gracz początkowy – jeśli ktoś zgadnie jego kartę, dostaje trzy punkty, jednak jeśli zrobią to wszyscy gracze, jako jedyny nie otrzymuje żadnego punktu. Jest to kara za wymyślanie zbyt oczywistych i łatwych do odgadnięcia haseł. Inni uczestnicy zabawy powinni wybierać karty dobrze pasujące do hasła, gdyż nawet jeśli nie odbywa się obecnie ich tura, otrzymują po jednym punkcie za każdą osobę, która na nich zagłosowała. W ten sposób najlepszym układem jest samodzielne trafienie, kiedy pozostali uczestnicy zagłosują na nas. Jak widać, zasady są banalne. W takim razie, czy nie traci na tym grywalność?

Obrazek

„Dixit”, czyli on/ona powiedział/a

Łatwość szybkiego wytłumaczenia zasad jest tylko jedną z wielu zalet „Dixit’a”, dzięki której mogą w nią grać dzieci i starsi, amatorzy i doświadczeni planszówkowi wyjadacze. Ta gra nikomu nie daje przewagi – każdy zawsze ma takie same szanse. Na nic się tutaj nie zda fakt, że graliśmy w tę grę wielokrotnie, a nasz przeciwnik nigdy. Jeśli okaże się on sprytniejszy, szybko zacznie uzyskiwać prowadzenie. Podczas rozgrywki nie ma tak wszechobecnego jak w innych grach uczucia rywalizacji. Konieczność tworzenia pomysłowych haseł zmusza do nieschematycznego myślenia, co z kolei doprowadza do wielu komicznych sytuacji, które skutecznie rozładowują napięcie i pozwalają cieszyć się grą i obcowaniem z innymi ludźmi.

Obrazek

Kolejną zaletą gry „Dixit” są przepięknie wykonane karty. Twórcy gry nakłonili do współpracy świetną graficzkę, Marie Cardouat, której niezwykle oniryczne obrazy pozwalają kojarzyć je z coraz to nowymi asocjacjami. Lekko absurdalne ilustracje, na których najczęściej znajduje się wiele pozornie nie powiązanych ze sobą elementów, pozwalają zawiesić na nich oko i cieszyć się samą oprawą graficzną gry.

Nie wszystko złoto, co się świeci…

”Dixit” wykazuje wiele zalet, a próba znalezienia jakichkolwiek wad jest trudnym zadaniem. Chyba jedynym mankamentem gry jest sposób prowadzenia punktacji (każdy gracz przesuwa swój pionek na wielkiej planszy) oraz ilość znaczników do glosowania. Pierwszej niedogodności można zaradzić, licząc punkty na kartce, co zaoszczędzi nam konieczności noszenia wielkiego pudełka ze sobą i umożliwi zabieranie gry nawet w podróż (choć i tutaj znajdzie się wielu obrońców planszy i pionków, gdyż te mają kształt króliczków), natomiast druga wada uniemożliwia grę większej ilości graczy i ogranicza towarzystwo do ledwo sześciu osób. Temu mankamentowi można jednak łatwo zaradzić prokurując własne znaczniki, choćby z papieru kolorowego, lub też zaopatrując się w inną wersję gry „Dixit: Oddyssey”, która umożliwia grę już w 12 osób.

Obrazek

Kto komu powiedział?

Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy warto wypróbować tę grę, powinniście porzucić wszelkie wątpliwości i bez wahania po nią sięgnąć. Dzięki wszechstronności, umożliwia ona dobrą zabawę każdemu (i w tym wypadku nie jest to żadna przenośnia), a piękna oprawa graficzna zaspokoi apetyt nawet najbardziej wymagających estetów. Już po pierwszej rozgrywce trudno spotkać kogokolwiek, kto nie stałby się fanem „Dixit’a”. Jest to gra nad wyraz wyjątkowa, niewielka rozmiarami, przez co łatwa do noszenia ze sobą i potrafiąca zaangażować całe towarzystwo. Jest idealna nie tylko na spotkania ze znajomymi, lecz również jest perfekcyjnym wyborem, jeśli chodzi o wyjazdy integracyjne, czy wieczorki zapoznawcze, kiedy to nawet obce sobie osoby mogą z łatwością nawiązać kontakt i świetnie bawić się w swoim towarzystwie. W tym miejscu chciałbym skończyć, ponieważ ktoś woła na partyjkę „Dixit’a”…

Dyskusja