Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Bajka XXI-wieku – recenzja filmu „Wojownicze Żółwie Ninja”

Dziś, jako dorośli, narzekamy na dzieci wlepiające wzrok w telewizor, a przecież lata temu sami z zapałem śledziliśmy losy wielu narysowanych bohaterów – na przykład popularnych w latach 90. „Wojowniczych żółwi ninja”. Gdy ukazała się kinowa wersja przygód gadów-wojowników, zadałam sobie to samo pytanie, co wielu innych – czy psuć wspomnienia z dzieciństwa, oglądając film?

Oczekiwanie na premierę „Żółwi” wiązało się z nie do końca wyjaśnionym sceptycyzmem. Widzowie bali się, że bohaterowie z lat dziecięcych

zamienią się w zabijaków robiących akrobacje na tle ogromnych eksplozji. I poniekąd tak się stało. Ale trzeba przyznać, że Żółwie zachowały co nieco ze swojego oryginalnego wizerunku – a tego chyba mało kto się spodziewał.

Filmowa geneza powstania wojowników różni się nieco od pierwotnej, lecz jest akceptowalna. Żółwie są wynikiem pozornie nieudanego eksperymentu laboratoryjnego i, w pewnym sensie, znają główną ludzką bohaterkę – April – już od wielu lat. Twórcy filmu prawdopodobnie chcieli, aby wszystko w tej historii miało swoje powiązania. Nie wiadomo dlaczego, bo przecież nikt z widzów nie narzekałby na zupełnie przypadkowe spotkanie dziewczyny z Żółwiami.

Bohaterowie – mówimy tu o czterech przerośniętych gadzinach – są wykreowani na podobieństwo tych, których znamy z kreskówki. Leonardo ma w sobie ducha przywódcy, Michael lubi strugać wariata, Donatello jest niedościgłym wynazalcą.

Żółwie oczywiście kochają pizzę, która jest dla nich prawdziwym złotem tego świata. Ich charakter to całkiem miły ukłon w stronę kreskówki. Tylko Rafaelowi czegoś brakuje, bo twórcy uczynili z niego kłótliwego mięśniaka. W filmie, na tle pozostałych braci, jest nieco bezbarwny, pomimo odgrywania dosyć ważnej roli w fabule.

April, w skórze Megan Fox, jest zwykłą ozdóbką. Dziennikarka działa lekkomyślnie i nielogicznie, co nadrabia oczywiście piękną buzią. Poza tym, że jako jedyna poznaje tożsamość żółwich wojowników, zdaje się nie odgrywać żadnej konkretnej roli w fabule. Nie wadzi, ale i nie oczarowuje swoją rolą. Z jej kumplem – Vernonem – jest niestety jeszcze gorzej. Głównymi bohaterami są na szczęście Żółwie, którym poświęcono więcej uwagi.

Ale nie zapominajmy o czarnych charakterach! Wszyscy pamiętamy z bajki postać Shreddera. Na całe szczęście twórcy nie zrobili z niego europejczyka, bo byłaby to kompletna klapa. Bohater jest japończykiem o złowrogiej aparycji. Przywdziewa on zbroję zgoła niepodobną do tej, którą widzieliśmy za dzieciaka. Jak to w filmach akcji bywa, twórcy nie mogli pozwolić

sobie na ubranie czarnego charakteru skromnie. Shredder otrzymuje skomplikowaną zbroję stylizowaną na samurajską, która zdaje się sama sobie produkować noże do rzucania. Postać jest, cytując tłumaczenie, „robo-samurajem”. Kosmiczny pancerz odwraca uwagę widza od charakteru, a raczej jego braku, postaci, która zachowuje się jak na antagonistę przystało – kretyńsko nielogiczne (tak, włączmy odliczanie zamiast od razu uruchomić toksyczną broń).

Ocena gry aktorskiej jest nieco problematyczna. A dlaczego? A jak ocenić grę aktora, którego przysłonięto warstwą komputerowej animacji? Zostawmy ten temat, dobrze?

Fabuła nie oferuje nic ponad to, co typowy film akcji. Nawet momenty docelowo dramatyczne, podczas których powinniśmy martwić się o los bohatera, nie są wcale przejmujące. Śledzimy losy Żółwi raczej z uśmiechem niż z przejęciem.

Deską, której chwyta

się ten film, jest humor. Twórcy nie poskąpili uniwersalnych żarcików, na szczęście oszczędzając tych niesmacznych (może poza jednym). Film w takiej humorystycznej oprawie pozwala nam zapomnieć o niedociągnięciach i cieszyć się niezobowiązującym kinem familijmym. Bo tym ma być, prawda?

Jeśli już mowa o kinie familijnym i akcji to nie można zapomnieć o efektach specjalnych. Trochę wybuchów jest. Na szczęście, jak na film o takim budżecie przystało, wyglądających całkiem przekonująco. Przesadzony może być natomiast wizerunek samych bohaterów, szczególnie dla kogoś, kto przywykł do minimalistycznego designu z kreskówki. Dodatki, które ninja otrzymali od projektantów, z jednej strony dodają im charakteru, z drugiej czynią ich kiczowatymi.

Nie mogę powiedzieć, że jest to świetna adaptacja bajki sprzed lat. Jest to natomiast zwykła współczesna bajka w 3D. „Żółwie” ogląda się dobrze, pomimo wszystkich rzeczy, które im wytknęłam. I nic poza tym. Nie niszczą wizerunku gadów, które znamy z dzieciństwa, nie obawiajcie się. I sięgnijcie po ten film leniwym wieczorem, bo jak na – nie zapominajcie, jaki to gatunek – komedię akcji jest na całkiem dobrym poziomie.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja