Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Biografia od Miyazakiego – recenzja anime „Zrywa się wiatr”

Hayao Miyazaki to jeden z najwybitniejszych twórców filmów animowanych. Jego nazwisko przyciąga do kin niczym magnes. Chyba nie ma osoby, która nie zna choćby jednego dzieła tego słynnego reżysera. „Zrywa się wiatr“ to najnowsza, i jeśli wierzyć pogłoskom, ostatnia animacja „Japońskiego Disneya“. Kilka miesięcy temu Studio Ghibli ogłosiło niestety tymczasowe zawieszenie działalności.

„Zrywa się wiatr“ to film biograficzny, który opowiada historię Jirô Horikoshiego. Główny bohater jako mały chłopiec marzy o tym, by zostać pilotem. Z powodu wady wzroku jego pragnienia nie mogą się ziścić. Pod wpływem swego idola,

słynnego włoskiego konstruktora samolotów Caproniego, sam zaczyna je projektować. Po ukończeniu edukacji pracuje jako inżynier w japońskiej firmie Mitsubishi, by wkrótce zyskać miano najwybitniejszego i niezwykle cenionego architekta. Ogromnym wsparciem służy mu ukochana Naoko oraz przyjaciel z lat szkolnych Honjo.

Jeżeli ktoś oczekuje od tego filmu, że będzie przepełniony magią i czarodziejstwem, może się odrobinę zawieść. Najnowsze dzieło Miyazakiego jest biografią i idąc na nie do kina, trzeba być w pełni tego świadomym. Oczywiście charakterystyczna magia Studia Ghibli nie znika całkiem, widać ją w marzeniach sennych. Jednak w tej animacji bardzo wyraźnie zarysowane zostały różnice między jawą a wyobrażeniem. Nie zmienia to faktu, że mamy tu do czynienia z niezwykle pięknym obrazem, gładką kreską, którą namalowano bohaterów i ich otoczenie. Na pochwałę zasługuje również idealnie dobrana muzyka napisana przez Joe Hisaishi, z którym Hayao Miyazaki współpracował już wcześniej.

Historia, którą serwuje nam Ghibli jest niezwykle ciekawa, choćby przez wzgląd na to, że oglądamy jej przebieg z pespektywy głównego bohatera. Towarzyszymy mu przez niemal całe jego życie. Obserwujemy rozwój jego pasji i ciężką pracę dzięki, której spełnia swoje marzenia. Jedne z najciekawszych scen to te z podróży, w których uczestniczy Jirô. Jeżeli ktoś kiedyś czytał biografię tego inżyniera, to wyłapie takie smaczki, jak jego pojawienie się w stroju Sherlocka Holmesa symbolizujące podróż do Angli. Również spotkanie Niemca, który jedząc sałatę w hotelowej restauracji, wygląda jak Louis de Funès w „Kapuśniaczku“, jest metaforycznym nawiązaniem do jego pobytu we

Francji.

Mimo że tematyka filmu niewątpliwie nawiązuje do wojny, to biorąc pod uwagę zamiłowanie reżysera do samolotów oraz to, że właśnie w fabryce jego rodziny powstał ster do myśliwców „Zero“, o których mowa w filmie „Zrywa się wiatr“, można być pewnym, że przede wszystkim chodzi tu o sam fakt tworzenia maszyn. Jeden z bohaterów mówi w pewnym momencie, że nie zależy mu na produkowaniu broni, tylko na zrobieniu jak najlepszego aeroplanu. Piękny jest również wątek miłosny, który został wpleciony w fabułę filmu. Miyazaki ukazuje tu miłość zarówno jako źródło wsparcia i zrozumienia, jak i rozterek głównego bohatera. Uczucie stawia go na rozdrożu i każe wybierać między spełnianiem marzeń a towarzyszeniem ukochanej Naoko.

Jedyne co można zarzucić temu

filmowi to powolność oraz brak kompletnego rozwinięcia niektórych postaci, które wydawałoby się są istotne dla fabuły filmu, przez co ma się wrażenie urwania i niedokończenia. Nie obdziera to jednak z uroku nowego filmu Miyazakiego.

„Zrywa się wiatr“ to kolejny dowód na to, że animacje nie powinny być traktowane jako rozrywka dla dzieci. To udany film biograficzny, który mimo braku efektu „wow“ warto dodać do listy „do obejrzenia“. Mam tylko nadzieję, że Miyazaki, wkładając w usta głównego bohatera słowa: „Odchodzę. To moje ostatnie dzieło…“, nie miał na myśli siebie. Jeżeli jednak jest to prawdą, nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że będę tęsknić… i to bardzo.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja