Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Krwiopijca”, czyli podstawy dobrego najmu – recenzja gry „Krwiopijca”

Każdy z nas musi gdzieś mieszkać. I prócz szczęśliwców posiadających lokum na własność, pozostali są uzależnieni od właścicieli wynajmowanych mieszkań. Jeśli ktoś ma szczęście i trafi na osobę miłą i pełną zrozumienia, to jego życie będzie się toczyć, jakby z pięknego snu. Co jednak, jeśli wynajmujący mieszkania okaże się istnym… krwiopijcą?

Obrazek

W nowej grze wydawnictwa Lacerta gracze wcielają się w role pozbawionych serca i jakichkolwiek skrupułów właścicieli, którym w głowach tylko jedno: zdobycie jak największej ilości gotówki. Nieważne, czy to kosztem mieszkańców, innych właścicieli, czy też społeczeństwa. Zwycięzca może być tylko jeden i będzie nim osoba, która lepiej od innych „wyssie krwawicę” ze swoich biednych i uciśnionych mieszkańców.

Jak się buduje kamienice?

Na początku rozgrywki wszyscy uczestnicy otrzymują po trzy monety oraz pięć kart przedstawiających różnego rodzaju lokatorów lub wydarzenia. Na rewersie każdej z nich przedstawiono puste mieszkanie, dzięki czemu można używać ich w dwojaki sposób. Na początku musimy poświęcić dowolną liczbę kart i ułożyć je rewersem do góry, jedna nad drugą, a na samym szczycie położyć jeden z dachów znajdujących się w zasobach ogólnych. W ten sposób budujemy kamienicę, którą będziemy mogli zasiedlać. W swojej turze możemy zbudować dowolną liczbę budynków, uzależnioną tylko od ilości naszych kart oraz tego, że za kolejny dach trzeba zapłacić o jedną monetę więcej niż za poprzedni. Kiedy posiadamy już puste budynki, możemy przystąpić do ich zapełniania. Zgodnie z opisanymi na kartach warunkami (niektórzy lokatorzy mieszkają tylko na najniższych piętrach, inni na najwyższych, jeszcze inni muszą od razu zająć dwa sąsiadujące ze sobą mieszkania), na każdym elemencie budynku przedstawiającym mieszkanie możemy umieścić jednego lokatora. Ci natomiast pod koniec tury dadzą nam odpowiednią ilość pieniędzy (za puste mieszkania otrzymujemy po jednej monecie). Na tym jednak zabawa się nie kończy, gdyż lokatorów możemy umieszczać również w cudzych budynkach – przeciwników częstujemy między innymi uroczymi skłotersami, którzy doprowadzą do wyludnienia kamienicy, albo dzikim lokatorem, który zajmuje kwaterę, jednak nie płaci czynszu. Prócz kart lokatorów dysponujemy również kartami akcji, dzięki którym eksmitujemy niepożądanych mieszkańców (przeszkadzających nam lub płacących najwyższy czynsz przeciwnikowi), dokonujemy przeprowadzek (czyli kradniemy przeciwnikowi kogoś), czy w końcu podkładamy bombę pod wybranym budynkiem. Możliwości i dróg rozegrania ciekawej partii jest bez liku.

Obrazek

Komu czynsz, a komu bombę?

„Krwiopijca” jest ciekawą grą karcianą, która przede wszystkim oferuje ogromną dawkę interakcji. Niezwykle istotne są poczynania przeciwników, gdyż to im będziemy podkradali mieszkańców, podkładali bomby, zabijali ich najlepszych lokatorów, czy nasyłali policję. Podczas partii ilość okrzyków, śmiechu i złorzeczenia zwykle przekracza wymaganą dawkę, która może doprowadzić do tego, że do naszych drzwi zapukają mundurowi. Niewątpliwymi zaletami gry są doza humoru i możliwość pokonania przeciwnika jego własną bronią. Do tego należy dodać ciekawą i humorystyczną oprawę graficzną kart i otrzymujemy produkt, który zapewni idealną rozrywkę dla od dwóch do sześciu osób. Małe i pojemne pudełko ułatwia transport, choć „Krwiopijca” nie należy do gier, w które można zagrać choćby w pociągu, gdyż wymaga dość sporej płaskiej powierzchni, na której każdy z graczy będzie mógł umieścić swoje budynki.

Obrazek

Nie ma kamienicy bez kolców

Niezależnie od tego, że niemieckiemu zespołowi udało się stworzyć całkiem ciekawą grę, bez wątpienia strzałem w stopę była ilustracja na okładce. Mimo bardzo udanej oprawy graficznej wnętrza, okładka prezentuje się nie tylko fatalnie graficznie, ale również daje do zrozumienia, że gra jest nie tylko dla dzieci, ale też dotyczy czegoś z goła innego niż w rzeczywistości. Ten fakt może sprawić, że wiele zainteresowanych tego typu pozycjami osób nie sięgnie po nią. A szkoda, gdyż my ją polecamy jako niezobowiązującą, ciekawą i humorystyczną grę, która pozwoli kilku osobom miło spędzić wieczór. Czego bowiem chcieć więcej od imprezowej karcianki? Może tylko tego, żeby ten upierdliwy właściciel mieszkania nie dobijał się do drzwi przez cały czas, przeszkadzając nam w grze…

Dyskusja