Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

’Odnaleziona Zaginiona” – recenzja „Zaginionej”

Sylwetki Andrzeja Pilipiuka chyba nie trzeba polskim czytelnikom fantastyki przedstawiać. W ostatnich latach stworzył kilka bardzo poczytnych serii książek, zwłaszcza tych o Jakubie Wędrowyczu, a także zbiorów opowiadań. Wśród nich dużą sympatię zyskały trzy tomy poświęcone kuzynkom Kruszewskim. Teraz wreszcie czytelnicy doczekali się czwartej części tego cyklu, która jest zatytułowana „Zaginiona”.

Książka ta to w zasadzie dwa opowiadania – tytułowe „Zaginiona” oraz drugie, znacznie krótsze – „Czarne skrzypce”. W obu głównymi bohaterkami są oczywiście wspomniane wcześniej kuzynki Kruszewskie: alchemiczka Stanisława oraz eksagentka Katarzyna. Dzięki tajemniczej substancji zwanej czerwona tynktura, obie żyją nienaturalnie długo, ponad ludzka miarę. Stanisława ma na swoim karku już dosłownie parę setek lat. Oczywiście taka długowieczność niesie ze sobą i pewne konsekwencje: kuzynki mają wrogów i to licznych. Dlatego też, ich pobyt w Krakowie jest raczej tymczasowy (zwłaszcza z perspektywy nienaturalnie długiego życia). Drogi obu pań krzyżują się także z Anną, która również ma wrogów. A to dlatego, że Anna może być księżniczką zaginionej wyspy Frisland. Podobnie jak główne bohaterki, chce to miejsce odnaleźć, ale dla Kruszewskich jest to sprawa życia lub śmierci. A czas ucieka.

Andrzej Pilipiuk ponownie zabiera nas w podróż do swoich ulubionych krain geograficznych: mroźnych obszarów północnej Europy lub, jak w przypadku „Czarnych Skrzypiec” – Gór Sowich. Osadzanie fabuły w tych właśnie rejonach świata stało się już niemalże znakiem rozpoznawczym pisarza. Trzeba także przyznać autorowi, że swoją historię stworzył w sposób bardzo przemyślany. Niemalże jak w powieściach detektywistycznych, prowadzi nas poszlakami i tropami, jak po nitce do kłębka, a w tym wypadku do kulminacji opowiadania. Z każdą stroną dostajemy kolejny element układanki, który w finale stworzy wspaniały obraz.

Wnikliwy czytelnik może zwrócić uwagę na pewien fakt: Pilipiuk coraz częściej w swoich historiach osadza postacie i miejsca znane nam z innych jego opowiadań. Tym razem dość ważną rolę ponownie odegra tajna organizacja okultystyczna Dom Czterech Liści, której to Stanisława i Katarzyna będą musiały stawić czoło. Epizodycznie pojawi się znany już miłośnikom prozy Pilipiuka bohater, który bardzo żywo przypomina „Łowcę okruchów przeszłości”, czyli Roberta Storma (np.: „Szewc z Lichtenrade” „Carska Manierka”). Są to, co prawda drobiazgi, ale dzięki nim każda książka tego autora, mimo że jest tylko i wyłącznie fikcją literacką, sprawia wrażenie elementu spójnej, większej całości.

Czy więc „Zaginiona” ma jakieś wady? Sprawdźmy po kolei. Postacie: wykreowane pomysłowo, są realne i absolutnie niedwuwymiarowe. A więc, tu minusów nie znajdziemy. W fabule zresztą też nie, jak już wspominałem. To w czym? W objętości. Książka jest po prostu za krótka. Fani na pewno zgodnie uznają, że trzecie opowiadanie, gdyby tylko stało na takim samym, wysokim poziomie jak dwa wspomniane, na pewno by nie zaszkodziło. Tomik ten za szybko i zbyt przyjemnie się czyta, prędko przyjdzie więc go nam odłożyć z powrotem na półkę. A szkoda, bo Pilipiuk wsławił się takim kunsztem pisarskim, że zwyczajnie wielu czytelników nie chce się rozstawać z bohaterami jego książek.

Chociaż od premiery ostatniej powieści o kuzynkach minęło prawie dziesięć lat, to fani tej serii nie powinni czuć się zawiedzeni. Przyznam, że warto było czekać, bo sam jestem wielbicielem tego cyklu i nie czuję ani cienia rozczarowania. Na przestrzeni lat, które minęły, widać drogę jaką przeszedł zarówno autor, jego kunszt literacki, a także wykreowane przez niego postacie. Te ostatnie przeszły metamorfozę, dojrzały i rozwinęły się, ale to wszystko w końcowym rozrachunku wychodzi tylko na plus.

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na pewien mankament, który wśród wielu miłośników serii wywołał nie lada falę niepokoju, żeby nie powiedzieć oburzenia. Jak już wspomniałem, od wprowadzenia do sprzedaży trzeciej części minęła cała dekada. Przez ten czas zaserwowano nam parę wznowień pierwszych trzech tomów – każde w innej szacie graficznej. Logicznym krokiem ze strony wydawcy było by przygotowanie kolejnego wydania, tak, by czwarty tom współgrał z najnowszą wersją okładkową. Jednakże bibliofile i kolekcjonerzy książek, poczuli się dotknięci faktem, iż „Zaginiona” nie współgra z wcześniej nabytymi książkami.

Niestety nic na to nie poradzimy. Jedyne co możemy zrobić, to rozkoszować się zawartością, bo jak wiadomo, książki nie ocenia się po okładce. Naprawdę warto w ostatecznym rozrachunku przymykając oko na drobny niuans, jakim jest nowa szata graficzna, oddać się bezwiednie w ręce Pilipiuka. Ten jak zawsze da nam wspaniałe przygody, które możemy przeżywać wraz ze stworzonymi przez niego bohaterami.

Ocena: 4/5

Dyskusja