Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Tonąc w mroku – recenzja książki „Diablo. Prawo krwi”

Czy można czytać w ciemności? Niby nie, jednak gdy sięgniemy po „Prawo krwi”, to wraz z zagłębianiem się w książkę spowija nas coraz większy mrok i nawet nie słyszymy szelestu kartek. Rzeczywistość przestaje mieć znaczenie. Istotna jest tylko walka o Sanktuarium…

„Wojna grzechu” jest mroczną trylogią stworzoną przez Richarda A. Knaaka i osadzoną w uniwersum gry komputerowej „Diablo”. Pierwszy tom to wyżej wspomniane „Prawo krwi”. Akcja powieści dzieje się trzy tysiące lat przed wydarzeniami, z którymi zapoznali się gracze na monitorach swych pecetów.

Głównym bohaterem książki jest Uldyzjan – farmer z wioski Seram, któremu został jedynie brat imieniem Mendeln, gdyż resztę rodziny zabrała zaraza. Protagonista oddalił się zarówno do bóstw Katedry Światłości, jak i Świątyni Trójcy. Kapłani obu wierzeń przynosili jedynie puste słowa, które nie pomagały podczas mąk bliskich, a co najważniejsze – nie zapobiegły temu. Od tego momentu bohater żywi do nich niechęć i los tak chciał, że na początku opowieści został on oskarżony o morderstwo dwóch klechów. Na szczęście oprócz brata Uldyzjan ma jeszcze przyjaciół, a Lilia?, w której się zakochał wyzwoliła w nim nieprawdopodobną moc.

W książce mamy do czynienia z narracją trzecioosobową, a narrator jest wszechwiedzący. Przybliża czytelnikowi zarówno czyny, jak i myśli postaci. Dzieło zostało podzielone na rozdziały, a fabułę poznajemy nie tylko z perspektywy Uldyzjana, ale także innych bohaterów, takich jak Mendeln, łowca Achilios oraz, rzecz jasna, demonów czy aniołów. Jest to zabieg, z którego autor na szczęście nie korzysta nagminnie, co mogłoby wywołać chaos i dezorientować czytelnika. Zmiany punktów widzenia historii są serwowane w odpowiednich ilościach, dzięki czemu poznajemy ją z wielu stron, ubarwiając sobie lekturę.

Bardzo ważnym plusem „Prawa krwi” jest klimat. Twórca dbał o to, by jego dzieło było szczelnie okryte mrokiem. Osoby, które miały styczność z grami komputerowymi o Władcy Piekieł, bez problemu odnajdą się w książce i wyobrażą sobie przedstawiany im świat, zwłaszcza że Richard A. Knaak nie opisuje wszystkiego dokładnie. Wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, zwłaszcza podczas scen walk, a należy podkreślić, że są one widowiskowe. Wszakże Nefalem nie może jedynie władać mieczem, musi też posiadać dość wyjątkowe umiejętności takie jak ciskanie wrogami w dal.

Istotnym aspektem dzieła jest słownictwo – za co należy pochwalić tłumaczkę Dominikę Repeczko, gdyż stanęła na wysokości zadania. Dzięki niej łatwiej wczuć się w klimat. Pozycja oczywiście nie jest wolna od minusów. Należą do nich literówki, które mogą przerywać szybkie pochłanianie książki. To zależy od tego, jak czytelnik reaguje na takie mankamenty, lecz mimo to należy pogrozić palcem korekcie – nie wszystko zostało wyłapane!

Czy książka jest skierowana jedynie do fanów uniwersum „Diablo”? Z pewnością to oni najszybciej odnajdą się w dziele, lecz osoby, które nigdy nie pokonywały demonicznych bossów nie powinny skreślać „Prawa krwi”. Pisarz doskonale wprowadza do świata Sanktuarium i każdy powinien się w nim rozgościć. Nie wymaga wiedzy o wszystkich aniołach i demonach, ale sam stopniowo opowiada o nich.

Dzieło bazujące na grze często wygląda jak ona. Mamy bohatera, który przemierza lokację, niszczy bossa i tak w kółko. Kiedy przypatrzymy się tytułowi od Richarda A. Knaaka możemy dostrzec podobną formę, jednak mocno nie rzuca się ona w oczy, a przede wszystkim nie przeszkadza i nie psuje zabawy. Jaką cechę gier komputerowych jeszcze tu odnajdujemy? Bohaterów śmiało możemy podzielić na klasy, a niektórzy mają znamiona kilku z nich. Posiadają zróżnicowane „skille” leczenia czy bitewnego szału. W kim odnajdziecie barbarzyńcę, a kto według Was jest łowcą?

„Prawo krwi” zdecydowanie jest książką dla fanów gry „Diablo”, ale ci zupełnie zieloni także się w niej odnajdą . Dzięki temu dziełu możemy przeżywać epickie walki, a nawet chwilę się zadumać, jednak to pierwsze jest zdecydowanie częstsze. Zróżnicowani bohaterowie, niebywałe zdolności oraz wszędobylski mrok zatrzymają przy książce oraz wywołają chęć przeczytania kolejnych tomów. Jeśli mieliście styczność z dziełami Blizzarda, to z pewnością ponownie je zainstalujecie. To umili oczekiwanie na wydanie drugiego tomu przez Insignis.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja