Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Wilcze przesilenie” – recenzja

Za każdym razem, kiedy siadam do recenzji mojego ulubionego gatunku – powieści grozy, rodzi się w moim umyśle refleksja, że autor niczym już mnie nie zaskoczy, bo ten gatunek wykorzystał już wszystkie swoje możliwości. Nie znaczy to, że omijam książki grozy szerokim łukiem, wręcz przeciwnie, należą do moich ulubionych, ale stwierdzam, że autorzy ciągle bazują na utartych schematach sprzed lat. A kiedy nie ma w nowościach nic genialnego, najlepiej sięgnąć do klasyki. Tak też postanowiłem zrobić, widząc najnowszą powieść jednej z najbardziej rozpoznawalnych autorek gatunku grozy – Anne Rice.

„Wilcze przesilenie” to kontynuacja świetnej powieści „Dar Wilka”, która ukazała się na naszym rynku wydawniczym mniej więcej 2 lata temu. Głównym bohaterem jest Reuben, mody dziennikarz, który podczas swojej pierwszej wizyty w posiadłości Nideck Point zostaje obdarzony „darem wilka” (czyli po prostu staje się wilkołakiem). Stara się wykorzystać to czym się stał do walki ze złem, broniąc uciśnionych. Równowagę głównego bohatera zachwieje zbliżające się święto Jul, czyli odpowiednik naszego Bożego Narodzenia. Na domiar złego pojawia się prastara zjawa, która coraz bardziej interesuje się naszym bohaterem.

Po twórczości autorki „Wywiadu z wampirem” możemy się spodziewać, że sięgając po kolejne jej dzieło nie będziemy się nudzić. Pierwszy tom „Wilczej sagi” zaskoczył czytelników, bo oto znana z wampirzego królestwa autorka sięga po temat wilkołaków. Wszyscy się zastanawiali co będzie dalej, ponieważ mimo tego, że tematyka wydawała się ciekawa, obawiano się, że może się to skończyć rutynowo – wilkołak ratuje słabszych i walczy ze złem (superbohater bez peleryny). Jednak i tu Anne Rice zaskoczyła i w kolejnym tomie sięgnęła jeszcze głębiej – w świat duchów, co zmieszane z potężną dawką wilkołaków daje zabójczą mieszankę.

Jeśli chodzi o fabułę to jak zwykle (do czego przyzwyczaiła nas autorka) stoi ona na najwyższym poziomie. Zostaje nam przybliżona legenda nacji wilkołaków, którą poznaliśmy w pierwszej części powieści. Zagłębiamy się coraz bardziej w „wilczy” świat i poznajemy ciekawe rasy, które przysporzą naszemu bohaterowi sporo problemu. Wraz z nowymi postaciami, pojawiają się nie tylko nowe historie, ale też nowe zagrożenia. Wszystko to wciąga nas tak bardzo, że nie zauważamy, kiedy mijają 464 strony powieści.

Dzieło to przywołuje na myśl najlepszych klasyków gatunku, na przykład Alana Edgara Poe. Klimat przywołuje na myśl starą Anglię, jej mroczne miasta po zmroku i przytłaczające lasy dookoła. Dla niektórych może być to zbyt monotonne, ale to kwestia tego jaki styl pisarski lubimy. Jeśli jesteście fascynatami gore, seksu i rozrzuconych flaków, jak to bywa na przykład u Mastertona – rozczarujecie się. To powieść, której bliżej do Brama Stokera, gdzie napięcie jest budowane powoli przez każdy szczegół otoczenia, opis cienia drzewa czy migającej latarni.

Co do samego wydania książki – grafika idealnie wpasowuje się w klimat powieści nie tylko treścią samego rysunku, ale także doborem barw. Las zasypany śniegiem w świetle księżyca – nic lepiej nie pasuje do tajemniczej powieści o wilkołakach zmagających się ze swymi problemami w święto Jul. Papier, a także czcionka są bardzo dobrze dobrane, co daje nam radość czytania.

„Wilcze przesilenie” to udana kontynuacja „wilczej serii” i kolejna bardzo dobra powieść Anne Rice. Starzy fani znajdą tu coś co lubią – mrok i dreszcz emocji, a nowi na pewno się nie zawiodą. Jeśli więc lubicie czasem zawyć do księżyca i nieobce wam nocne wypady do lasu, ta książka zdecydowanie jest dla was.

Ocena: 4/5

Dyskusja