Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Instynkt samozachowawczy niweluje moralność – recenzja „Mrówańczy”

„Uniwersum Metro 2033” rozwija się szybko niczym skażona fauna i flora. Promieniowanie, mutanty i konflikty między ludźmi mieszkającymi w metrze to nawet zbyt wiele, by złamać niejednego. Na domiar złego nadciąga kolejne zagrożenie: mrówańcza. Ta nazwa może i nie brzmi groźnie, ale pojawi się wiele powodów, aby zmienić zdanie na ten temat.

Głównym bohaterem dzieła Rusłana Mielnikowa jest Ilja Magin, który podczas ataku mutantów zwanych żabiogłowymi stracił żonę Oleńkę i syna Sieriożkę oraz wszystkich towarzyszy. To wydarzenie odcisnęło piętno w umyśle protagonisty –popadł w rozpacz i zaczął stronić od ludzi. Postanowił nadal mieszkać na, teraz już opustoszałej, stacji o nazwie „Port Lotniczy”. Jest ona częścią metra, w Rostowie nad Donem, kryjącego ludzi chcących przeżyć po apokalipsie. Pewnego razu, gdy po raz kolejny opuścił ciasne korytarze pod ziemią z zamiarem zabicia kilku stworów, spotkało go coś niezwykłego. Wraz z napotkanym na górze stalkerem zwanym Kozakiem, zauważył bardzo dziwne zachowanie biegnących w ich stronę bestii. Cała masa najrozmaitszych zwierząt o różnych rozmiarach uciekała przed wielką czarną chmurą. Okazało się, że jest to chmara zmutowanych owadów, które nie chcą jedynie opanować powierzchni, ale pragną również zdobyć dotychczasowe „domy” ocalałych po pożodze.

Najistotniejszym i najcenniejszym aspektem „Mrówańczy” jest Ilja, zwany Magiem. Po utracie bliskich poprzysiągł mutantom zemstę, co stało się jego życiowym celem. Wychodzi na powierzchnię, zabija, zbiera wszystko, co ma jakąś wartość i wraca do metra. Jego kontakty z innymi ludźmi ograniczają się do minimum, czyli na przykład do handlu. Powodem celowego odizolowania się bohatera jest pojawianie się duchów Oleńki i Sieriożki w chwilach, gdy Magin jest sam, a jego ciało otacza mrok. Słyszy głosy tych, których kochał, rozmawia z nimi. Autor bardzo skupił się na tworzeniu głównej postaci i wykreował samotnika z zaburzeniami psychicznymi, pełnego profesjonalizmu i chłodnej kalkulacji. Warto podkreślić, że w metrze nie da się zachować spokoju – każdy w końcu się złamie. Ilja przeżywa rozterki, a obserwowanie jego wewnętrznej walki oraz analizowanie przemyśleń stalkera zapewnia radość z lektury. Z głównym bohaterem nie można się zaprzyjaźnić, gdyż wiadomym jest, że on by tego nie chciał. Nie przeszkadza to jednak czytelnikowi w śledzeniu jego poczynań. Po prostu w tym przypadku chce się stać dwa kroki za Magiem, co również jest ciekawą perspektywą.

Rostowskie metro to trudny świat. Jedni mają lepiej – inni gorzej, a choćby nie wiadomo co się stało, to sentencja „człowiek człowiekowi wilkiem” pozostanie aktualna. Altruiści zginęli podczas pożogi? Miłości nie ma, są tylko kalkulacje, czy coś się opłaca czy nie. Często w dziełach opowiadających o zagładzie świata poruszany jest temat wzajemnej pomocy lub jej braku. Książka Rusłana Mielnikowa prezentuje również przypuszczenia, jak mogłoby to wyglądać. Zmusza do refleksji – co się ceni.

Nazwa „mrówańcza” może wydawać się dziwna, jednak dla zmutowanego połączenia mrówki i szarańczy, o rozmiarach człowieka, jest jak najbardziej odpowiednia. Pisarz nie chciał straszyć potworami, jego zamiarem było ukazanie zachowania ludzi w obliczu plagi. Wyszło mu to doskonale. Chaos i poczucie zaszczucia wypełniają książkę, tak jak mrok – nieoświetlony tunel. Ogromne robale są pretekstem do wywołania negatywnych emocji u bohaterów, ale najistotniejsze jest postępowanie mieszkańców metra. Możemy analizować różne zachowania, rozważać czy postąpili słusznie, a nawet zastanawiać się, co my byśmy zrobili. Wszystko zostało nasycone niebywałym klimatem – strach, gniew i żal to tylko część z tego, co odczujemy wraz z postaciami. A ogromne żuwaczki mrówańczy będziemy bezustannie czuć o krok za plecami.

Rusłan Mielnikow jest pisarzem, który nie lubi bajać i zostawiać niedomówień. Wszystko wyjaśnia, usprawiedliwia zachowania i zdarzenia. Książka jest przepełniona klamrami spinającymi ją w logiczną całość. To sprawia, że czytelnik nie przerywa czytania ze skwaszoną miną i nie zaczyna myśleć o bezsensowności danej sceny. Szybkie pochłanianie dzieła jest możliwe także dzięki podzieleniu go na osiemnaście rozdziałów. Czytanie tytułów może ułatwić odgadnięcie nadciągających wydarzeń, lecz nie mówią one aż tak wiele, by powodować niesmak. Kilkanaście małych części przyswaja się wygodniej niż np. cztery kilkudziesięciostronicowe epizody.

„Mrówańcza” z pewnością jest dziełem nie tylko dla fanów „Uniwersum Metro 2033”. W rostowskim metrze z powodzeniem zacząć można swoją przygodę z postapokalipsą, nawet jeśli jest się kompletnym nowicjuszem w tej tematyce. Rusłan Mielnikow stworzył książkę prezentującą ludzkie zachowania w obliczu zagrożenia życia, co sprawia, że lektury nie zapomnimy po odłożeniu na półkę. Na pewno wielu będzie analizowało poczynania postaci jeszcze po zakończeniu czytania. Do silnych stron pozycji należą: specyficzny główny bohater, silny klimat opierający się głównie na strachu i panice oraz logiczne wyjaśnienia. Pod ziemią nie jest lekko. Kamień pokonuje nożyce, mutant wygrywa z człowiekiem, a instynkt samozachowawczy niweluje moralność.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja