Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Lovecraft wiecznie żywy. Recenzja gry „Kingsport Festiwal (edycja polska)”

Miasteczko Kingsport, nietknięte ani przez czas, ani przez zmieniające się trendy, tkwi w wielowiekowej tradycji i zabobonach. Kościół nie zmienił nastawienia ludzi, a przedwieczna groza unosi się nad ich głowami niczym złowróżbny całun. Mroczne zakamarki i wąskie uliczki sprzyjają atmosferze tajemniczości i ciemności zwyciężającej walkę o dominację ze światłem. Liczni badacze oraz łowcy przygód będą starali się objąć władzę nad tym budzącym dreszcze miejscem, by z pomocą przedwiecznych istot stać się jedynymi i niepodzielnymi panami. W tym celu będą przyzywali istoty pochodzące z przestrzeni międzygwiezdnej i z innych wymiarów, by podzieliły się swoimi darami i błogosławieństwem ze śmiertelnikami.

Obrazek

W grze „Kingsport Festival” każdy zuczestników wciela się w rolę jednego z kultystów i odpowiednio wykorzystując dary oferowane przez Przedwiecznych, uzyskuje możliwie najwięcej korzyści by wyprzedzić konkurentów w wyścigu o supremację. Od trzech do pięciu graczy będzie mogło ścierać się w pojedynkach o przychylność kapryśnych i potężnych stworzeń, którym z nieznanych przyczyn zależy na pomocy ułomnym ludziom.

Jak przyzwać Przedwiecznego?

Na początku rozgrywki należy wylosować jedną z kart scenariuszy, która w pewien sposób zdefiniuje przebieg gry, dodając określone zdolności kultystom, wprowadzając im ograniczenia, bądź też modyfikując umiejętności potworów, których karty (zgodnie z kolejnością numeracji) rozkłada się wokół głównej planszy. Turę rozpoczynamy od ustalenia kolejności, co następuje dzięki rzutowi trzema kośćmi – gracz, który uzyskał najniższy wynik, będzie wykonywał ruch jako pierwszy. Dwóch uczestników, prócz oczywistych korzyści płynących z pierwszeństwa, otrzymuje odpowiednio dwa oraz jeden punkt poczytalności. Po ustaleniu kolejności następuje faza wezwania, a kultyści mogą przywoływać przedwiecznych. W tym celu wykorzystujmyą wcześniej użyte kości – możemy położyć jedną, dwie lub wszystkie trzy z nich na stworze, którego liczba na karcie odpowiada sumie danych kości. Przykładowo, jeśli wyrzuciliśmy na kościach 1, 4 oraz 6, możemy przyzwać istoty z kartami oznaczonymi liczbami 1, 4, 5 (w tym celu musimy poświęcić kości z 1 oraz 4 oczkami), 6, 7, 10 oraz 11 (dla tego ostatniego bóstwa musimy poświęcić wszystkie trzy kości). Przywołanie kosztuje niekiedy zasoby, które należy poświęcić, jednak daje też korzyści w postaci innych dóbr. Gracze mogą przyzywać potwory w kolejności – każdy gracz może umieścić swoje kości na jednej karcie, po czym czeka na tę samą akcję ze strony innych. Kiedy kolejka wróci do niego i dysponuje on jeszcze wolnymi kośćmi oraz istnieje możliwość ich użycia, może przyzwać kolejnego przedwiecznego. Nie wolno jednak przyzywać (z jednym wyjątkiem) bóstw, które w tej turze zostały przez kogokolwiek użyte. Czasami za ich łaskę musimy zapłacić punktami poczytalności, ale kiedy te nam się skończą, płacimy punktami kultu, które decydują o zwycięstwie, dlatego należy bacznie uważać na to, żebyśmy na handlu z bogami nie stracili zbyt wiele.

Obrazek

Po ukończeniu fazy konszachtów z mrocznymi siłami i dysponując nowo uzyskanymi surowcami, każdy z kultystów może poszerzyć sferę swoich wpływów w mieście. W tym celu, po opłaceniu konkretnej ceny, na konkretnych budynkach umieszcza swoje znaczniki, a to z kolei daje mu bonusy oferowane przez dane budowle. Jako że pomiędzy budynkami istnieją drogi, musimy je zdobywać w konkretnej kolejności – dysponując budynkiem z I poziomu, nie możemy od razu przenieść się do tych z poziomu III. Dlatego trzeba swoją ekspansję planować z rozmysłem i najlepiej dysponując jakimś planem na przyszłe tury. Warto zdobywać wpływy w możliwie najliczniejszych lokacjach, gdyż prócz ułatwień w rozgrywce dają nam one punkty kultu, które w „Kingsport Festival” są równoznaczne z punktami zwycięstwa.

W trakcie dwunastu tur pojedyncze z nich będą zawierały również fazy ataku (ich ilość oraz tury, w których się odbędą, są definiowane przez scenariusz), podczas których rozpatrujemy karty wydarzeń. W tym momencie każdy z graczy będzie musiał z osobna sprostać zadaniu i dzięki swojej sile (modyfikowanej przez zdolności posiadanych budynków oraz zdobytych kart) pokonać przeciwnika opisanego na karcie. Jeśli uda mu się pokonać wylosowanego badacza, otrzymuje nagrodę. Jeśli następuje remis, udaje się go powstrzymać, jednak nie otrzymujemy nic w zamian. Natomiast jeśli walka zakończy się przegraną, należy poddać się karze opisanej na karcie.

Gra toczy się do zakończenia dwunastej tury, po której zwycięża osoba, której udało się zgromadzić największą ilość punktów kultu.

W szczegółach przedwieczny pogrzebany

„Kingsport Festival” jest stosunkowo ciekawą grą, która co prawda nie porwie graczy i nie wciągnie w przedstawiony świat, jednak na pewno zapewni chwilę dobrej rozrywki. Trudno, żeby było inaczej, kiedy jeden z dwóch autorów stworzył takie gry jak choćby „Listy z Whitechapel”. Konieczność wyboru drogi, którą będziemy rozwijali, niewątpliwie stanowi zaletę, gdyż niweluje liniowość rozgrywki i sprawia, że każdy z graczy może podążyć inną ścieżką. Co prawda, wszyscy mają ten sam cel, jednak nie ma zdefiniowanego sposobu, w jaki należy go osiągnąć, więc reszta jest tylko kwestią wyobraźni i umiejętności planowania konkretnych graczy. Zasady gry są proste, mimo instrukcji, sugerującej ich mnogość, po bliższym przyjrzeniu się można zauważyć, że składa się ona w znacznej mierze z dygresji oraz ciekawostek dotyczących H.P. Lovecrafta czy okultyzmu jako takiego, a sam opis zasad jest zwięzły i konkretny. Sprawia to, że nawet początkujący gracze nie powinni mieć problemu z ich zrozumieniem i szybkim wdrożeniem się w reguły rządzące miasteczkiem Kingsport.

Cthulhu ma wielkie oczy

Niestety nie ma róży bez kolców i także tutaj mamy do czynienia z pewnymi mankamentami. Jednym z nich jest spora losowość, która jednak nie doskwiera aż tak, jak można się spodziewać w grze polegającej na rzutach kośćmi. Nie jesteśmy pozbawieni wpływu na rozgrywkę, ponieważ pozostałe ruchy musimy dobrze przemyśleć i nawet po użyciu kości mamy pewien wybór, i możemy w jakiś sposób modyfikować wynik.

Obrazek

Większą wadę stanowi fakt, że sugerowana przez wydawcę cena to aż 200 złotych. Sprawia to, że można się zastanowić, czy niezbyt imponująca ilość elementów w pudełku, proste zasady oraz jakość produktu, która bynajmniej nie powala na kolana jest adekwatna do tej ceny. Naszym zdaniem tak nie jest i gra mimo tego, że dość ciekawa, nie jest warta swojej ceny. Szkoda, gdyż przy niższym koszcie byłaby to pozycja niewątpliwie godna polecenia. Jeśli macie w kieszeni zbędne 200 złotych, to „Kingsport Festival” nie będzie złym wyborem.

Dyskusja