Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pora na komiks – recenzja „Adventure Time. Tom 1”

Od trzech lat człowiek Finn i pies Jake wyginają się na polskich ekranach, przeżywając niezwykłe przygody. Niesamowicie specyficzne poczucie humoru, momentami zakrawające na psychozę, z pewnością nie trafi do każdego. Jednak ci, których bawią żarty tych wyjątkowych bohaterów oraz prezentowany świat, w którym przyszło im mierzyć się z przeciwnościami losu, mają teraz okazję korzystać z tych dobrodziejstw dzięki komiksowi „Adventure Time. Tom 1”.

„Na co przyszła pora? Pora na przygodę!” – „Adventure Time” jest serialem animowanym stworzonym przez Pendletona Warda. Opowiada o perypetiach chłopca – Finna i jego wielkiego zioma – psa Jake’a, potrafiącego zmieniać swój kształt oraz rozmiar. Mieszkają oni w Krainie Ooo, przepełnionej magią, księżniczkami, złoczyńcami oraz masą powodów do przeżycia odjazdowych przygód, w których tak się lubują. Komiks o tym samym tytule, niedawno wydany przez Studio JG, opowiada historię, w której Król Zły pragnie wessać wszystko do worka bez dna. Główni bohaterowie muszą temu zapobiec i z pomocą swych przyjaciół uratować świat. Jednak, czy skopanie kościstych czterech liter zapewni spokój?

Pierwsze nasuwające się pytanie brzmi: do kogo skierowany jest album? Napis na tylnej okładce głosi: „dla młodzieży i dorosłych”. Scenariusz stworzony przez Ryana Northa oraz ilustracje, za które odpowiadają Shelli Paroline i Braden Lamb, obniżają wiek potencjonalnego odbiorcy, ponieważ serial animowany jest o wiele bardziej abstrakcyjny i zwyczajnie dziwny, a momentami dla niektórych nawet obleśny. Należy jednak pamiętać, że zarówno jedno, jak i drugie nie jest skierowane do dzieci, nierozumiejących aluzji oraz przesłania.

„Adventure Time. Tom 1” został wydany na grubym, śliskim papierze, nieco odbijającym światło, lecz w małym stopniu. Po prostu czasami trzeba lekko manipulować lekturą w dłoniach, aby wszystko dokładnie obejrzeć. Podczas zapoznawania się z komiksem na pewno każdy zwróci uwagę na kreskę, idealnie oddającą prostotę, z jaką stworzono postacie i świat. To samo dotyczy kolorów – wspaniale naśladują telewizyjny pierwowzór. Autorzy doskonale odwzorowali serial animowany, przedstawiając m.in. giętkość postaci, więc każdy, kto miał do czynienia z tworem Warda, bez problemu wyobrazi sobie, co dzieje się na rysunkowych planszach. Czytelnicy, którzy zaczynają swoją przygodę od powieści graficznej, również poradzą sobie z imaginowaniem wydarzeń.

Co zawiera pozycja? Wszystko, co powinna! Bohaterowie i ich otoczenie są bardzo dobrze naszkicowani i pokolorowani, poczucie humoru trzyma poziom oryginału, a akcja pędzi jak szalona, co ucieszy każdego poszukiwacza przygód. Dodatkowo u dołu niektórych stron można znaleźć zabawne podpisy lub paski, które urozmaicają lekturę i zwiększają zabawę. Ucieszy także mnogość bohaterów, gdyż nie wszystko kręci się jedynie

wokół Finna i Jake’a. Marcelina Królowa Wampirów czy Lodowy Król również odegrają ważne role. Po przedstawieniu historii o walce z Królem Złym zaserwowano kilkanaście kartek okładek i fan artów, aby czytelnicy mogli spokojnie je przeanalizować i pozostać jeszcze przez chwilę w świecie „Pory na przygodę”. Czy to sporo? Na pewno tak, lecz na tym nie kończy się rozpieszczanie właścicieli komiksu. Ostatnie strony to przekaz Ryana Northa, jak wygląda droga od skryptu do strony. Zawiera on zarówno komentarze scenarzysty, jak i przykłady pierwszych rysunków.

„Adventure Time. Tom 1” z pewnością jest dziełem dla fanów, którzy z łatwością się w nim odnajdą. Kreska, kolory oraz teksty doskonale odzwierciedlają serial animowany, a nowe wydarzenia na pewno wielu ucieszą. Laicy, z pomocą komiksu, z powodzeniem mogą postawić swe pierwsze kroki w Krainie Ooo, gdyż nie trzeba znać świata, aby się nim cieszyć. Ci, którzy oglądali „Porę na przygodę” podczas czytania dymków usłyszą głosy dubbingujących aktorów. Pozycję Pendletona Warda przepełnia humor, wartka akcja oraz absurdalność. Zadowolenie z wydania niecałych trzydziestu złotych zwiększa dodatkowa zawartość albumu. Fan arty, okładki oraz komentarz scenarzysty umilą chwile po pochłonięciu historii o walce z Królem Złym – a czyta się naprawdę wygodnie i szybko. Same plusy, ziom! Matematycznie!

Dyskusja