Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Przygoda w króliczej norze – recenzja filmu „Kanako w krainie czarów”

Tetsuya Nakashima to jeden z najbardziej charakterystycznych współczesnych reżyserów japońskich. Jego kolorowego wideoklipowego stylu, połączonego z surrealistycznymi scenami brutalnej przemocy, nie da się z niczym pomylić. I bezsprzecznie w swoim najnowszym filmie „Kanako w krainie czarów”, styl ten doprowadza do mistrzostwa.

Kanako zniknęła.

Niczym Alicja wpadła w głąb króliczej nory; choć pod względem osobowości, bliżej jej do Królowej Kier niż tytułowej bohaterki powieści Carrolla. Spokojnie jednak, i o prawdziwej Alicji Nakashima nie zapomniał. Podobnie, jak o detektywie, który próbując odnaleźć Kanako, powoli odkrywa wszystkie sekrety krainy czarów. Pastylki w kolorach tęczy, alkohol, seks i przemoc są tam na porządku dziennym. Detektyw, a prywatnie ojciec Kanako, czuje się więc jak ryba w wodzie. W końcu jaki ojciec, taka córka.

Nakashima zabiera widzów

swojego najnowszego dzieła na psychodeliczny trip narkotykowy, gdzie brutalna przemoc jest powodem do śmiechu, a szaleństwo rozbudza żądze. Tradycyjnie, zachwycić się można formą i unikatową estetyką proponowaną przez reżysera. Jest to trzymający w napięciu thriller zrealizowany w konwencji teledysku – fascynujący agresywnością barw, montażem, za którym czasem ciężko nadążyć oraz intensywnością dźwięku.

Jednak nie tylko forma przykuwa uwagę – nie mniej ważna jest fabuła i nadające jej życia aktorstwo wysokiej próby.

Oto mamy bowiem do czynienia ze scenariuszem w całym swoim szaleństwie dobrze przemyślanym, gdzie minuta po minucie dowiadujemy się o Kanako coraz więcej, a poszczególne klocki jej świata pasują do siebie perfekcyjnie. Mimo nieliniowej narracji, w której wydarzenia teraźniejsze mieszają się ze scenami z różnych momentów przeszłości, widz nie jest zagubiony. Bywa za to zdezorientowany, co przy podróży do krainy czarów jest jednak zamierzone.

Wspaniałymi przewodnikami po tej krainie są odtwórcy głównych ról: grający ojca Kanako Koji Yakusho i wcielająca się w rolę tytułową Nana Komatsu. To przede wszystkim oni sprawiają, że mimo surrealizmu całości, bohaterowie filmu są realni, wiarygodni, i mimo pozornej płaskości, posiadają głębię.

Trzeba im się tylko uważnie przyjrzeć.

„Kanako w krainie czarów” to zdecydowanie najlepszy dotychczasowy film Tetsuyi Nakashimy. Reżyser z powodzeniem łączy w nim swój wyjątkowy sposób prowadzenia narracji i aspekt wizualny, po raz pierwszy wykorzystany w „Kamikaze Girls”, z poziomem przemocy, którego nie powstydziłby się sam Sion Sono. Jeśli szaleństwo poprowadzi go jeszcze dalej tą ścieżką, aż strach pomyśleć, jaki będzie jego kolejny film. Jedno jest jednak pewne – podobnie jak „Kanako” będzie perełką.

Ocena: 5/5

Dyskusja