Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja „Red Rising – Złota Krew”

Mars to niegościnna planeta. Martwe jądro planety, brak chroniącego atmosferę pola magnetycznego, brak płynnych zasobów wody i wielka odległość od Ziemi sprawiają, że ludzkim osadnikom będzie ekstremalnie trudno zasiedlić czerwoną planetę. Jednak dzięki odpowiednim uwarunkowaniom i kierowaniu, zadanie może okazać się możliwe.

Po wielkiej wojnie w przeszłości ludzkość została podzielona na kolory. Szczególnie uzdolnione jednostki, które poprowadziły swoją stronę konfliktu ku zwycięstwu założyły kastę Złotych – dzięki genetycznym poprawkom są oni ideałami w niemal każdym znaczeniu tego słowa. Nieziemsko inteligentni, sprawni fizycznie i pozbawieni ludzkich odruchów oraz emocji, są naturalnymi przywódcami. Ich władza opiera się na ugiętych plecach Czerwonych robotników, Zielonych techników oraz wielu innych kolorów, których rolę często można opisać jako niewolników Złotych panów.

Darrow jest jednym z Czerwonych, którzy w pocie czoła, otrzymując głodowe racje żywnościowe pracują w kopalniach pod powierzchnią Marsa, wydobywając minerały z myślą o osadnikach, mających pewnego dnia przybyć na planetę i ją zasiedlić. Rządy terroru wprowadzone przez Złotych i ich popleczników wymuszają na robotnikach bezgraniczne posłuszeństwo. W świecie, w którym dzieci rozpoczynają wycieńczającą pracę już w wieku dwunastu lat, a każda oznaka nieposłuszeństwa może skazać mąciciela na karę śmierci, ludzie z trudem znajdują siły na krzesanie z siebie nadziei oraz na uśmiech. Sam strach zapewne nie wystarczyłby, żeby w tak beznadziejnej sytuacji popychać ludzi do pracy, jednak jednym z ważniejszych czynników jest poczucie obowiązku wobec przyszłych osadników. Zapewnienie przyszłości kolejnym pokoleniom jest na tyle odpowiedzialnym zadaniem, że Czerwoni codziennie budzą się po zaledwie kilku godzinach snu i udają się do tuneli, żeby ryzykując życie, stworzyć lepszą przyszłość.

Główny bohater jest jednym z najlepszych Helldiverów w kopalni, jednak na skutek pewnych niekorzystnych zdarzeń zostaje skazany na karę śmierci, a następnie sprytnie wykradziony przez ruch oporu. Jego członkowie zabierają Darrowa na powierzchnię planety, która okazuje się być całkowicie sterraformowana i zasiedlona. Jakie jest zdziwienie chłopaka, kiedy okazuje się, że całe pokolenia Czerwonych żyją jak niewolnicy karmieni złudną nadzieją i kłamstwem. Jak wielki jest jego gniew, kiedy otrzymuje propozycję przeróbek genetycznych, mających zrobić z niego kopię Złotego, który miałby wkraść się do najwyższych kręgów rządzących Układem Słonecznym, a następnie zniszczyć system od środka. Czy Darrow, pogodzony już ze swoją śmiercią, zrezygnowany i pozbawiony nadziei na szczęśliwe życie podejmie próbę poprawienia warunków życiowych swoich okłamywanych pobratymców?

„Red Rising” to powieść, która przez tematykę i klimat dość mocno kojarzy się z „Igrzyskami Śmierci”. Okłamywani ludzie rządzeni twardą ręką przez nieliczną, acz bogatą elitę muszą przejść przez wiele prób ku ich uciesze i tracić życie, by władcy bogacili się i umacniali swoje wpływy. Jednak w odróżnieniu od dzieła Suzanne Collins, Pierce Brown stworzył dzieło dla troszkę doroślejszego czytelnika. Mimo sporej ilości akcji, skupił się na elementach społecznych i podkreślił totalitarny status społeczeństwa. Pokazał, że owca przebrana w wilczą skórę może w pewnym momencie również zacząć myśleć jak wilk. Pomimo pewnych nieścisłości fabularnych, polegających głównie na zaskakujących (aczkolwiek możliwych do wytłumaczenia) zbiegach okoliczności, udało mu się stworzyć historię o wartkiej akcji, jednocześnie okraszonej podtekstami krytykującymi ludzkie postawy. Co prawda element pierwszy przeważa szalę i sprawia, że daleko „Red Rising” do dzieł takich mistrzów jak Philip K. Dick czy Robert E. Heinlein pod względem skomplikowania i konieczności wytężania szarych komórek podczas lektury, jednak autor stworzył historię ciekawą i wciągającą. Tempo wydarzeń niemal ani na chwilę nie zwalnia, nie pozwalając czytelnikowi na chwilę nudy.

Jest to zatem w pewien sposób książka dla wszystkich – wielbiciele ambitnej literatury znajdą tu pewne (choć niezbyt liczne) elementy dla siebie, fani łatwej rozrywki też powinni być zadowoleni i z chęcią oczekiwać kolejnego tomu. Natomiast wszyscy fani „Igrzysk Śmierci” z pewnością będą w siódmym niebie.

Ocena: 3.5/5

Dyskusja