Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Rolnik szuka krowy – recenzja gry „Ufofarmer”

Amerykańskie filmy często głoszą nadejście obcych, a gdy już dochodzi do ich lądowania, to zazwyczaj ma ono miejsce na farmie. Kręgi w zbożu, niedziałające ciągniki, wygięty dyszel, a rolnik nadal szuka żony – są to jawne i oczywiste zwiastuny pojawienia się kosmitów. Na dodatek superfarmerowi zaczyna znikać żywy inwentarz.

Obrazek

Co pan powie o tym traktorze?

W grze „Ufofarmer” gracze wcielają się w kosmitów, którzy przylecieli na Ziemię, w celu zabrania zwierząt do badań. Każdy jest dowódcą okrętów zbierających krowy czy konie. Należy dobrze zaplanować swe ruchy, aby efektywnie porywać. Gra wymaga śledzenia poczynań przeciwników i poprawiania własnej strategii.

Dobre te pyry?

Kupując grę stworzoną przez Helmuta Asta, otrzymuje się średniej wielkości pudełko, które nie zajmuje zbyt wiele miejsca, lecz spokojnie mogłoby by mniejsze. Ułatwiałoby to transport oraz wyeliminowało przemieszczanie się zawartości, z czym obecnie można mieć do czynienia. A co odbija się o każdą ścianę podczas szybkiego marszu z „Ufofarmerem” w plecaku? Pięćdziesiąt cztery żetony zwierząt o średnicy 2,5 centymetra, znacznik gracza startowego, dwanaście plastikowych statków kosmicznych oraz cztery duże bazy. Jako pierwsze na pewno rzucą się w oczy wykonane solidnie oraz wyglądające naprawdę ciekawie latające spodki. Reszta żetonów również cieszy oko, gdyż ich grubość zapewnia długowieczność, a kolory oraz ilustracje Piotra Sochy przykuwają uwagę. Narysowane zwierzęta są bardzo pocieszne i spodobają się wielu dzieciom. Pod względem wizualnym i jakościowym produkt stoi na wysokim poziomie i nie będzie budził zastrzeżeń nawet u najbardziej wybrednych klientów.

Obrazek

Jak to się włączało?

Oceniając zawartość, nie należy, rzecz jasna, pominąć instrukcji. Gracz otrzymuje dwa egzemplarze: w naszym rodzimym języku, a także po angielsku. To ułatwia tłumaczenie zasad obcokrajowcom (a wydawnictwu poszerza rynek zbytu), jednak patrząc na ich prostotę (reguł, nie obcokrajowców), raczej nie będzie z tym problemu. Każdy ze zbiorów przepisów liczy po cztery pełne ilustracji i przykładów strony. Rozgrywka została wytłumaczona nieco zawile, co może na początku wprowadzić mały zamęt, zwłaszcza wśród początkujących fanów planszówek. Idealnym rozwiązaniem byłby przykład pełnej rozgrywki, wytłumaczony krok po kroku. Nie zajęłoby to zbyt wiele miejsca, a bezsprzecznie ułatwiłoby rozgryzienie zasad przez młodszych graczy.

Obrazek

W ilu jadymy na pole?

Do „Ufofarmera” może zasiąść od dwóch do czterech graczy, a od ich ilości jest zależna liczba zwierząt biorących udział w zabawie. Żetony z żywym inwentarzem rozkłada się na środku stołu, a każdy z dowódców kosmicznej floty po kolei zakrywa jedno zwierzątko swym latającym spodkiem (liczebność pojazdów jest zależna od ilości osób uczestniczących w grze). Kiedy wszystkie kosmiczne talerze zostaną wykorzystane, począwszy od gracza startowego, każdy po kolei zabiera po jednym statku z zakrytym żetonem zwierzęcia w środku, aż wszyscy będą mieli po trzy sztuki. Po odkryciu swych zdobyczy należy sprawdzić, co się zdobyło i w jakiej ilości. Dla przykładu:
– mając trzy różne żetony, można zabrać do swojej bazy jeden z nich,
– po złapaniu trzech takich samych zwierząt, porywa się aż dwa z nich,
– gdy uda się pochwycić dwa takie same i jedno inne zwierzę, to zostaje się z pustymi rękoma.
Niezdobyte żetony należy odłożyć na stół. W grze występują dwa wilki, które nie mogą być zabrane na pokład, co lekko utrudnia grę, ale często też ułatwia porywanie.

Obrazek

A ciekawe to?

Zgodnie z rosnącym wiekiem zainteresowanie grą może słabnąć. Gracze liczący zaledwie kilka lat, chętnie usiądą przy stole, zwabieni atrakcyjnymi ilustracjami czy plastikowymi statkami. Przy „Ufofamerze” ćwiczy się zapamiętywanie, co jest pozytywnym walorem. Nie jest to jednak tytuł, który zatrzyma przy sobie każdego na długie godziny. Doświadczeni fani planszówek będą grali zupełnie inaczej niż ich podopieczni. Obserwacja poczynań na stole, planowanie ruchów i chęć pokrzyżowania planów przeciwnika będą dominowały. Natomiast starzy wyjadacze mogą znudzić się po dwóch rozgrywkach. Zdecydowanie jest to pozycja dla młodszych graczy.

„Ufofarmer” jest grą niezwykle kolorową i atrakcyjną wizualnie. Zabawne ilustracje, plastikowe latające spodki i grube żetony, są cechami sprawiającymi, że tytuł spodoba się dzieciom oraz długo zachowa się w dobrym stanie. Dzięki grze od wydawnictwa Granna wraz ze swymi podopiecznymi można ćwiczyć pamięć. Dorośli wykorzystają w rozgrywce umiejętność planowania, lecz nie jest wymagana wielka strategia. Dzieło jest prostym i ładnym tytułem nadającym się na rozgrzewkę przed czymś większym lub urozmaicenie czasu wolnego po szkole.

Dyskusja