Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Solidna space opera – recenzja „Odyssey One. Rozgrywka w ciemno”

Ziemia wkroczyła w nową epokę. Powstał pierwszy w historii okręt kosmiczny wyposażony w napęd nadświetlny. Jednostka dowodzona przez Erica Stantona Westona w swym dziewiczym rejsie miała proste zadanie: wejść w hiperprzestrzeń i przeskoczyć do rejonu kosmosu odległego od Ziemi o parę lat świetlnych, jednocześnie sprawdzając skuteczność innowacyjnego napędu. Podróż potwierdziła geniusz konstruktorów, jednak zaskoczona załoga na miejscu wykrywa tachionowe sygnały, które z całą pewnością nie są naturalnego pochodzenia. Dowódca rozdarty pomiędzy szansą na pierwszy kontakt z inteligentną obcą rasą, a ścisłym wykonaniem rozkazu powrotu do domu zaraz po sprawdzeniu technicznym okrętu, decyduje się na wyśledzenie źródła transmisji. Odyssey One dokonuje kolejnego skoku i pojawia się w samym sercu gigantycznej bitwy pomiędzy dwoma potężnymi siłami, dysponującymi zaawansowaną technologią, o jakiej Ziemianom się jeszcze nie śniło. Postawieni w sytuacji bez wyjścia i wplątani w nie swój konflikt ludzie muszą dać z siebie wszystko, by odkryć co kieruje obcymi rasami. Nie będzie to jednak proste zadanie, gdyż trzeba jeszcze przeżyć.

Pierwsza część cyklu „Odyssey One” zabierze nas w niedaleką przyszłość, do wszechświata pełnego tajemnic i (pozornie) skomplikowanych intryg. Załoga tytułowego okrętu będzie co rusz wystawiania na próby, przez co akcja książki ani na chwilę nie zwolni swojego tempa. Wielkie kosmiczne bitwy, akty poświęcenia i bohaterstwa będą nam towarzyszyły od pierwszej do ostatniej strony. Evan Currie stworzył opowieść, która może nie poruszy światopoglądem czytelnika ani nie zmusi go do głębokich przemyśleń, lecz z pewnością wciągnie w świat napędów nadświetlnych, potężnych laserów i tarcz energetycznych. Pod tym względem „Odyssey One” idealnie wpisuje się we wciąż nielicznie prezentowany na polskim rynku gatunek space opery i dołącza do grona takich dzieł jak choćby „Honor Harrington” Davida Webera, „Starship” Mike’a Resnicka czy „Star Carrier” Iana Douglasa. Wśród tego grona będzie stanowiła książkę o najmniej ugruntowanych fizycznie podstawach, nie zaprezentuje też szczególnie skomplikowanego scenariusza, jednak nie o to tutaj chodziło. Czytelnik otrzymuje sporą ilość spektakularnej akcji w kosmosie i to, że czasami burzy ona niektóre teorie fizyczne, nie stanowi szczególnej wady. Bo przecież kiedy dwie floty w starciu decydują o istnieniu całej rasy, nikogo nie obchodzi, że uniknięcie strzału z lasera oddanego z odległości kilku kilometrów byłoby dość trudnym zadaniem.

Pod względem warsztatu językowego Evan Currie może nie jest mistrzem, jednak w sposób umiejętny opisuje kolejne zdarzenia i pozwala czytelnikowi bez problemów podążać za akcją i wciągać się w świat gigantycznego i wyniszczającego konfliktu. Na dodatek, stawiając w oku cyklonu jedyny ziemski statek, który sam może okazać się decydujący w starciach pomiędzy niewyobrażalnymi potęgami sprawia, że czujemy pewnego rodzaju dumę i automatycznie kibicujemy nie tylko swoim przedstawicielom, ale w naturalny sposób popieramy najsłabszą stronę konfliktu. Czyż nie poczujemy się miło połechtani, kiedy okaże się, że Ziemianie, nawet słabsi od swoich przeciwników, potrafią dzięki wrodzonemu sprytowi i inteligencji przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę? Czy Currie mógł nam dać coś więcej?

Te wszystkie cechy stawiają „Odyssey One” na półeczce razem z innymi space operami z fabułami opartymi na akcji i klimacie, a troszkę zaniedbującymi skomplikowane opisy światów, charakterów czy pobudzanie czytelnika do myślenia. Książka Evana Curriego pozwali nam oderwać się od codzienności i w miłej atmosferze, z zaciekawieniem śledzić losy kapitana Westona i jego dzielnej załogi. Dlatego też polecam tę książkę wszystkim fanom tego typu literatury, gdyż już „Gwiezdne Wojny” udowodniły, że takie cechy mogą uczynić z dowolnego tytułu ponadczasowy hit.

Ocena: 4/5

Dyskusja