Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

W walce o Świętą Ziemię – recenzja „Miecz Salomona”

Wyprawy krzyżowe i wiążące się z nimi zacięte konflikty między chrześcijanami i saracenami nie od dziś stanowią jeden z najbardziej inspirujących tematów historii powszechnej. O krucjatach powiedziano już wiele – w opracowaniach historyków, w filmie, komiksie, grach, a także w literaturze. A jednak nieustannie powstają kolejne dzieła kultury odnoszące się bezpośrednio do tamtych wydarzeń. Swoją próbę w tym zakresie podjął także Marek Orłowski, publikując powieść „Miecz Salomona”.

Akcja książki toczy się w 1187 roku. Wojska krzyżowców doznały druzgocącej klęski pod Hittin, ulegając hordom Saladyna. Saraceni zdobywają większą część ziem Królestwa Jerozolimskiego i wydaje się, że niebawem odniosą szereg kolejnych tryumfów. Tymczasem templariusze wysyłają poselstwo do tajemniczego Starca z Gór, stojącego na czele śmiertelnie niebezpiecznej sekty asasynów. W ślad za rycerzami zakonu podąża Roland de Montferrat, zwany Czarnym Rycerzem, który wpada na trop strzeżonej od lat tajemnicy mistrzów zakonu. Czy krzyżowcom uda się odwrócić losy konfliktu i odzyskać upragnioną Jerozolimę?

Wydawnictwo Erica kojarzone jest głównie z niezłej jakości powieściami historycznymi, „Samotny Krzyżowiec” w pełni potwierdza tę obiegową opinię. Z pewnością jednak nie jest to książka, która nie da o sobie zapomnieć i trafi w gusta najbardziej wymagających miłośników gatunku. Dla jej autora, urodzonego w Warszawie absolwenta macedońskiej ASP w Skopje, jest to literacki debiut. Brak doświadczenia pisarza niekiedy rzuca się w oczy. Można odnieść wrażenie, że autor mało uwagi poświęcił konstrukcjom bohaterów, poza tytułowym krzyżowcem, z którego uczynił intrygującą, ciekawą postać z nietypową historią i motywacjami. Należy też przestrzec, że bardzo dużą część książki stanowią sceny batalistyczne. Orłowski opisuje bitwy i pojedynki z niebywałym polotem, obrazowo i wyraźnie widać, że pisanie tego typu scen sprawiało mu wyjątkowo dużo satysfakcji. Czytelnicy, którzy lubują się w pełnych akcji, spekatakularnych bitwach i krwawych potyczkach, z pewnością będą zadowoleni. Nie zabraknie jednak i takich, których nagromadzenie tego typu obrazów będzie zwyczajnie męczyć.

Co Orłowskiemu z całą pewnością się udało, to przykucie uwagi odbiorcy już od pierwszych stron powieści. Motywy związane z Arką Przymierza, legendarnymi skarbami i zakonem templariuszy zawsze pasjonowały odbiorców popkultury, a autor zgrabnie wszystkie je połączył. By nie dochodziło do jakichkolwiek niejasności, Orłowski niejednokrotnie posługuje się retrospektywnymi opisami, cofając swoich bohaterów w czasie do pewnych ważnych w ich życiu wydarzeń, tak, by czytelnicy również mogli być ich świadkami. Autor wykorzystuje ten zabieg nader umiejętnie.

Lektura pierwszego tomu zaostrza apetyt na kolejne odsłony cyklu. „Samotny Krzyżowiec” nie jest może dziełem przełomowym, ale jak na literacki debiut – nad wyraz udanym. Czytelnicy zainteresowani temat krucjat, szczególnie lubujący się w długich, emocjonujących scenach batalistycznych, będą szczególnie ukontentowani.

Ocena: 3/5

Dyskusja