Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Pierwsza z rodu: Znajda” – recenzja

Pewnego dnia coś poszło nie tak. Słońce przestało się pojawiać i na świecie zapadła ciemność. Brak światła z gwiazdy, która dawała energię i życie spowodował, że ludzkość zaczęła pogrążać się w chaosie i degrengoladzie. Rolnictwo upadło. Technologia, do tej pory pomagająca w życiu, teraz stała się jedynym sposobem na jego utrzymanie. Rasa ludzka znalazła się w punkcie zwrotnym, mogącym prowadzić bezpośrednio do unicestwienia.

W świecie, który stanął na głowie, szybko okazuje się, że magia powróciła. Nasi przodkowie wierzący w krasnoludy, wiedźmy i inne bajkowe stwory nie mylili się. Magia cały czas istniała, jednak na skutek rozwoju technologicznego odsunęła się i ukryła w cieniu. Po wiekach, w ginącym środowisku, krasnoludy znowu zostały zmuszone do walki z człowiekiem o przestrzeń życiową. Ludzie, wycinając starożytne knieje w celu zaspokojenia niepohamowanej potrzeby drewna i ciepła, powodują nieustające niesnaski ze swoimi małymi sąsiadami. Pomiędzy stronami znajdują się też nieliczni, którzy nie popierają żadnej z nich. Jedną z takich osób jest wiedźma Estera, pogardzana przez obie frakcje z powodu swojej wiedzy i umiejętności, jednak szanowana przez oba stronnictwa – z dokładnie tych samych powodów. Nikt nie chce przygarnąć jej do siebie, jak również stracić możliwość wykorzystywania jej umiejętności. Pozostawiona sama sobie, może wspominać stare czasy i jako jedna z niewielu snuć nieśmiałe plany odnośnie przyszłości. Szczególnie, kiedy w jej okolicy pojawia się tajemnicza dziewczynka o niepozornej aparycji, ale w widoczny sposób odróżniająca się na tle pozostałych, niczym błyszczący w szarym pogorzelisku szmaragd.

„Znajda” to zaskakująca powieść, która już od pierwszych stron wciąga czytelnika w wir zdegenerowanego świata. Joanna Łukowska, młoda autorka z Poznania, udowadnia, że w naszym kraju kryją się jeszcze nieodkryte talenty, które mają nie tylko niezwykłą wyobraźnię, lecz również wielki talent i technikę literacką. Wykreowane przez Łukowską otoczenie oraz bohaterowie charakteryzują się oryginalnością i nietuzinkowością. Zezwierzęconą wizją krasnoludów oraz pomieszaniem świata technologii z tym bajkowym i mrocznym, znanym z pradawnych wierzeń słowiańskich, autorka zachwyca czytelników i pokazuje, że nie każda książka musi zachowywać powszechnie znane schematy. Że właśnie ich łamanie, stanowi urok i pobudza czytelnika do myślenia.

Niestety nie ma róży bez kolców, a dymu bez ognia, więc i ta książka ma pewne wady. Smutny jest fakt, że świetnie wykonana przez autorkę praca może zostać zaprzepaszczona przez ohydną okładkę, która może odpychać klientów w każdej księgarni, przez co prawdopodobnie nikt nie sięgnie po tę książkę z własnej inicjatywy i bez polecenia.

Życzmy autorce, żeby jej wysiłki nie poszły na marne z powodu fatalnej oprawy graficznej oraz by powieść doczekała się kontynuacji, bo na pewno warto na nią czekać. Dlatego polecam „Znajdę” wszystkim wielbicielom fantastyki – dzięki połączeniu technologii, postapokalipsy i słowiańskich wierzeń otrzymaliśmy niezwykle oryginalną historię, która powinna przypaść do gustu fanom ciekawej i niebanalnej literatury.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja