Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Bohaterowie o czarnych sercach. Recenzja gry „Blackguards 2”

„Blackguards” mogło wydawać się zlepkiem wielu gatunków gier, niekoniecznie zachęcającym. Dla fanów The Dark Eye było na pewno gratką, ale co z pozostałymi graczami? Samo uniwersum do dziś pozostaje w cieniu innych. Szkoda, bo choć nieco naiwne, potrafi dawać wiele zabawy z poznawania go. Czy więc „Blackguards 2” wyda się przeciętnemu graczowi grą zupełnie bez sensu, osadzoną w świecie pełnym dziwnego humoru i przerysowanych postaci?

Antybohaterowie

Pierwszą rzeczą odróżniającą grę od poprzedniczki, którą zauważamy zaraz po rozpoczęciu rozgrywki, jest brak możliwości stworzenia postaci. Na początku pojawia się frustracja – jak to, nie mogę wybrać, czy chcę być kobietą czy mężczyzną, nadać sobie imienia i ustawić fryzury? Później pojawia się zrozumienie.

Obrazek

W grze pokierujemy losami Casii – postaci z początku tajemniczej, której historię odkrywamy dopiero w miarę robienia postępów. Kobieta nie jest zwykłą awanturniczką, jakich wiele w grach RPG. Nie jest ani piękną czarodziejką, ani mężną wojowniczką. Wręcz przeciwnie – ma oszpeconą twarz i złe usposobienie. Jej ciało i umysł trawi trucizna. Nawet jeśli nie zrozumiemy jej pobudek, powinniśmy pochwalić twórców za odebranie nam możliwości stworzenia własnego bohatera. Być może nasz miałby ładniejszą fryzurę i imię, ale na pewno byłby płytszy. W grze, w której nacisk kładzie się na ciemną stronę duszy postaci, nie ma miejsca dla pustych skorupek, potrafiących powiedzieć jedynie „Uratuję twoją owcę, nie martw się” lub „Pokaż mi swoje towary”. Cassia ma charakter (czarny!) i nie zawaha się go okazać. To postać godna „Blackguards” w stu procentach, wszak gra zasłynęła tym, że nie spotkamy w niej wielu heroicznych charakterów.

Historia, w którą gracz zostaje uwikłany za sprawą kobiety, jest dużo mroczniejsza niż ta z pierwszej części. Cassia łaknie władzy oraz zemsty – nawet jeśli tego nie przyznaje. Jej żądze w dużej mierze przyczyniają się do tego, jak wygląda rozgrywka – ale o tym później.

Obrazek

Twórcy na szczęście nie narzucają nam wyboru klasy. Możemy dowolnie rozwinąć umiejętności naszej bohaterki, korzystajac z pomocy napotkanych nauczycieli.

Poza Cassią pojawiają się także inni bohaterowie, którzy zasilą drużynę w walce, posłużą poradą i umiejętnościami. Tym, którzy grali w pierwszą część, nie powinni się oni wydać obcy, choć bardzo się zmienili. Przywary charakterystyczne dla nich w „jedynce”, zostały wyolbrzymione – teraz bohaterowie są naprawdę zepsuci. Naurim oddał się żądzy złota i przybrał na wadze (choć model na to nie wskazuje), Takate jest jeszcze bardziej nieczuły i milczący, a Zurbaran… Trzeba to powiedzieć – wciąż irytuje. Nowe, głębsze oblicza postaci bardzo dobrze wpasowują się w założony klimat gry i ubarwiają elementy fabularne.

Po trupach do celu

W grze znajdziemy więcej elementów strategicznych niż RPG. Zdaje się, że studio Daedalic wreszcie zdecydowało, jak ma wyglądać rozgrywka w serii „Blackguards”. Zamiast podróży przez dostępne krainy w celu znalezienia tego czy tamtego, naszym zadaniem jest… podbój!

Podobnie jak w poprzedniej części, rozgrywka jest podzielona na trzy tryby – miast i obozu, mapy oraz walki. Po przejściu prologu znajdujemy się w naszej niewielkiej, prywatnej bazie, w której uzupełniamy zapasy i podnosimy umiejętności. Swoje dalsze działania ukierunkujemy oglądając mapę – lokacje i miasta, które należy podbić, są opatrzone nazwami i poziomem trudności. Warto zwrócić na to uwagę, by nie wplątać się w zbyt trudną walkę. Punktem odniesienia jest nasz ostateczny cel – Mengbilla, oznaczona dziesiątką. Oczywiście żadne raz zdobyte miasteczko nie zostanie w naszych rękach po kres czasów – lokalni władcy spróbują je odbić i zmuszą nas do stanięcia w obronie włości.

Obrazek

A same potyczki wyglądają podobnie, jak poprzednio, jednak są mocno rozbudowane. Mapy, na których toczymy bitwy, są znacznie większe i bardziej skomplikowane. Przed rozpoczęciem starcia należy rozstawić bohaterów, najemników – którzy także są nowością – oraz pułapki, by przygotować teren. Bitwa nieraz wymaga nie tylko zabicia wszystkich przeciwników, lecz także na przykład dotarcia do celu, zdobycia przedmiotu itp. Przydatne w osiągnieciu celu są rozmaite pułapki, umiejętności bohaterów oraz korzystanie z dobrodziejstw otoczenia. Choć z perspektywy przeciwników spadający żyrandol (tak, dobrze przeczytaliście – spadający żyrandol) trudno nazwać błogosławieństwem… Nie ma tu mowy o powtarzalności i schematyczności walk, dającej się we znaki choćby w „King’s Bounty” czy „Heroes of Might and Magic”. Każda lokacja walki ma też niepowtarzalny wygląd, zaprojektowany z dużą dbałością o szczegóły.

Gra opiera się więc głównie na stopniowym podboju krainy polegającym na wybieraniu celu na mapie i ścieraniu się w turowych potyczkach. Całość rozgrywki wydaje się bardziej przemyślana i konkretna w stosunku do tego, co oferowała pierwsza część „Blackguards”. Tam misz-masz, tutaj strategia z elementami RPG.

Co nowego w cyferkach

Sprawiedliwość zawitała na Aventurii i magowie, korzystający z many, nie są już poszkodowani względem wojowników i łotrzyków. W „Blackguards” postacie bez many mogły używać swoich umiejętności do woli. W drugiej części wprowadzono wytrzymałość, działającą tak samo, jak mana i ograniczającą ilość silnych ciosów czy mierzonych strzałów, które może wykonać postać. Oczywiście dodano odpowiednie regenerujące ją eliksiry i wzmacniające talenty.

A skoro już jesteśmy przy talentach, w karcie postaci także co nieco się zmieniło. Nie dodajemy już punktów statystyk tak, jak miało to miejsce w pierwszej części czy „Drakensangu”, a uczymy się ich podobnie jak wcześniej talentów.

Obrazek

Punkty astralne (mana) i wytrzymałość regenerują się same po zakończeniu walki. Nie ma więc już konieczności odwiedzania uzdrowiciela i karczmy. Zresztą, kto by przyjął do gospody dyktatorkę w masce i jej bandę zbirów?

Podręcznik dobrego władcy

Czy rządzenie batem popłaca? Nie musicie piąć się po politycznej drabinie, by się przekonać. Mroczne myśli Casii sprawiły, że w głowie zostało jej tylko jedno pragnienie – rządzić. A jak – to już zależy od gracza, który nią kieruje. Bo od strategii „Blackguards 2” różni się przede wszystkim możliwością dokonywania wyborów i koniecznością mierzenia się z ich konsekwencjami – jak to bywa w RPG (i w życiu).

Przez krwawą kampanię prowadzi nas historia mroczna i tajemnicza, mająca swoje zwieńczenie w zemście, która powinna przynosić ukojenie… A jak jest naprawdę? Strategiczne potyczki są doskonale zlepione fabułą, na którą mamy jako taki wpływ, dzięki podejmowaniu różnych decyzji. Oprócz tego gra oferuje nam wstęp do zagmatwanego umysłu Casii poprzez jej rozmowy z samą sobą. Kobieta nie przyjmuje okrucieństwa swoich dokonań z taką łatwością, jakiej można by się spodziewać. Jak każda istota jeszcze-trochę-ludzka, ma wyrzuty sumienia i zastanawia się nad konsekwencjami.

Rzeczy małe, a cieszą (lub nie)

Choć oprawa dźwiękowa momentami pozostawia wiele do życzenia – odgłosy walczących postaci mogą przyprawić samego gracza o jęki – nadrabia za to dobry soundtrack. Jak na grę dzisiejszych czasów przystało, po premierze pojawiło się wiele poprawek (i to bynajmniej nie małych), ale wciąż zauważalne są błędy, głównie w tłumaczeniu.

Na użytkowników platformy Steam czekają też przeróżne osiągnięcia. Nagradzają one przede wszystkim postępy oraz dokonywanie wyborów – a więc warto przejść grę więcej niż jeden raz, jeśli chce się zebrać je wszystkie.

Mroczne Oko patrzy

Nie można powiedzieć, by „Blackguards 2” było grą idealną. Jej oryginalność może zarówno przyciągnąć, jak i odstraszyć graczy. Miłośnicy RPG i strategii powinni jednak znaleźć coś dla siebie. Rozgrywka wymaga myślenia, fabuła jest utrzymana w mrocznym klimacie, wbrew nazwie dotychczas niespotykanym w uniwersum Dark Eye, a sama gra bardzo dojrzała od poprzedniej części. Twórcy pokusili się o kilka zmian, podejmując ryzyko, którego wielu się obawia, i wyszło im to na dobre. Stanie po stronie „tych złych” jest przedstawione w bardzo realistyczny sposób, w przeciwieństwie do chociażby „King’s Bounty: Mroczna Siła”. Twórcy ukazują motywy działania bohaterów i zmuszają gracza do kierowania jego losami tak, aby pogrążał się w mroku lub jedynie dążył do swojego celu przy minimalizacji cudzych strat.

Dla fanów The Dark Eye – pozycja obowiązkowa. Dla pozostałych – czas wreszcie poznać to uniwersum!

Dyskusja