Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Krew Illapa” – recenzja

Przepiękne krajobrazy na południu Polski, poszukiwacze skarbów z Niemiec, ludzie z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i… pilnie strzeżona tajemnica. Jeżeli dodamy do tego przyjazd potomków Inków w XVIII wieku i ukrycie przez nich legendarnego skarbu w Polsce, to rysuje się nam bardzo ciekawa i intrygująca historia. Tak pokrótce przedstawia się opis powieści „Krew Illapa” autorstwa Roberta Kilena, wydanej w sierpniu 2014 roku nakładem wydawnictwa Bellona.

Książka rozpoczyna się niewinnie – każdego z nas może przed snem złapać „mały głód”. Maksymilian Keller późnym wieczorem kieruje się w stronę restauracji i napotyka… uzbrojoną kobietę. To dopiero początek kłopotów, które z każdą kolejną stroną wciągają czytelnika w wir intryg i niejasności. Bo czym jest najważniejszy skarb Inków? Czy faktycznie udało im się przewieźć całe tony złota i ukryć je gdzieś w Polsce? A może jest to coś o wiele cenniejszego? I dlaczego skarbu poszukuje kilka drużyn, wśród których znajdują się między innymi: bogaty niemiecki businessman, polscy oficerowie wywiadu i pewien starszy hrabia? Każdy z nich ściga się z czasem – kto pierwszy odnajdzie wszystkie wskazówki, połączy fakty i przez przypadek nie zabrnie w ślepą uliczkę?

Kilen w bardzo barwny, a zarazem szczegółowy sposób przedstawił miejsca, w których dzieje się akcja. To nie tylko piękne krajobrazy otaczające zamki (między innymi w Niedzicy i w Książu) czy opactwa, ale także wybrane fakty historyczne, które w żaden sposób nie zwalniają akcji powieści. Jeżeli ktoś dotychczas nie odwiedził Małopolski, to jest ku temu świetna okazja. Opisy w „Krwi Illapa” są dobrym planem podróży – punkt po punkcie możemy prześledzić trasy, jakimi stąpają bohaterowie.

Wątki z przeszłości i z czasów współczesnych są bardzo spójne. Postaci zaś są barwne i świetnie opisane. Czytelnik od początku kibicuje Urice i Alidze, siostrom bliźniaczkom, które także próbują odnaleźć największą świętość, ale nie dla własnych celów. Kobiety od dziecka były szkolone na przyszłe kapłanki strzegące tajemnic przodków. Jest też Maksymilian Keller, przystojny agent, typ prawdziwego faceta i specjalisty od pakowania się w kłopoty. Jak wszyscy wiemy, ciekawość to pierwszy stopień… do tarapatów – chyba właśnie taką zasadę wyznaje bohater. Nie dajcie się zwieść Gerhardowi hrabiemu zu Solms-Baruth, który mimo podeszłego wieku, swoją sprawnością i gibkością zaskoczy niejednego. Natomiast Sabine Blondemaler to wysoka, czterdziestodwuletnia blondynka, typ femme fatale – każdy mężczyzna oszalałby na jej punkcie. Postacie drugoplanowe są także dobrze skonstruowane i momentami mogą zadziwić czytelnika swoimi decyzjami, chociażby kapitan Piotr de Uszkiewicz, oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Tupac, brat Uriki i Alidy.

Może nie każdy jest wielbicielem polskich sensacyjnych książek (tym bardziej z elementami historycznymi), ale ta pozycja nadaje się do przeczytania w jeden wieczór! Myślę, że zwrotów akcji pozazdrościłby niejeden autor poczytnych thrillerów, a nawet – zaryzykuję – scenarzysta filmowy. Kiedy jesteście pewni, że nic nie jest w stanie Was zdumieć, na kolejnych stronach Kilen serwuje zupełnie niespodziewane niespodzianki.

Jedyne co mogę zarzucić powieści „Krew Illapa” Roberta Kilena, to brak wzmianki o przybyciu głównych bohaterek do Polski. Tego, w jaki sposób znalazły się one w kraju nad Wisłą, jak przekazywano im wiedzę na temat przodków i jak wyglądały szkolenia. Jedynymi śladami okazują się być fragmenty wspomnień, kiedy to jako dziewczynki otrzymały specjalne breloki, będące wskazówkami do skarbu.

Fani powieści sensacyjnych na pewno nie będą zawiedzeni. Jeżeli nie lubicie historii, to nic! Powieść czyta się jednym tchem i niejeden ponurak będzie zachwycony. Dajcie się uwieść bardzo oryginalnej „Krwi Illapa”!

P.S. Panie Robercie, czekamy na kontynuację!

Ocena: 4.5/5

Dyskusja