Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Nie uciekaj z Polski, teraz domy można budować również tutaj! Recenzja gry „Mr House”

„Mr House” to familijna gra planszowa. W trakcie rozgrywki uczestnicy będą musieli popisać się sprytem i umiejętnym planowaniem, by wyprzedzić innych w szybkości budowania swojego domu. Nie jest to łatwy cel, kiedy na jego osiągnięcie ma się ograniczony czas. Każdy ukończony element budynku przynosi jednak dodatkowe punkty. Nie można również zapomnieć o wynajęciu odpowiedniej siły roboczej, bo ściany same się nie wzniosą. Dlatego, poza wizją architektoniczną, należy wykazać się znajomością rynku pracy i cen materiałów. Bez tego nasza konstrukcja runie jak Wieża Babel.

„Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom…”

Od czego zacząć budowę? To pytanie zapewne zadają sobie wszyscy ci, którzy zabierają się do tak ambitnego zadania. Niestety nie ma na nie jednej prawidłowej odpowiedzi, o czym dowiedzą się uczestnicy zabawy. W najnowszej grze spod znaku Granny, jako inżynierowie otrzymujemy swoją własną planszę, na której będziemy umieszczali pracowników, zasoby, materiały oraz pieniądze (w jednym z trybów gry). Od początku dysponujemy pewną skromną ilością surowców, jednym darmowym pracownikiem oraz znacznikami ruchu o wartościach: 0, 1, 1, 2 oraz 3. Na środku stołu należy umieścić planszę przedstawiającą miasto, w którym znajdują się sklepy, bank, tablica ogłoszeń oraz parę innych ciekawych miejsc, łącznie z urzędem (jakim urzędem tego się niestety nie dowiemy). Po ustaleniu kolejności gracze rozpoczynają turę od naprzemiennego umieszczania swoich zakrytych znaczników ruchu na odpowiednich budynkach w mieście. Każdy kolejny uczestnik, który wchodzi do zajętego już budynku, kładzie swój znacznik na innych, znajdujących się tam wcześniej. Dzięki temu w kolejnej fazie można chwycić wszystkie znaczniki i po ich odwróceniu od razu poznać nie tylko kolejność, ale również wartości, jakie kto poświęcił na daną akcję.

Obrazek

Jak wspomniałem wyżej, gracze dysponują różnymi wartościami na swoich pionkach, one natomiast oznaczają ilość danego materiału, który można zakupić w sklepie (ich zasób jest ograniczony, a cena zależy od stanu w magazynie, co pokazują odpowiednie znaczniki u dołu planszy). Wskazują one również kolejność w następnych turach, którą definiuje pole „tor kolejności” (jest jednym z budynków!), możliwość pierwszeństwa wyboru, a także to, czy w urzędzie otrzymamy pieniądze z dotacji czy też dokumenty legalizujące naszą budowę (bez nich, nawet jeśli uda się ukończyć budynek, nie otrzymamy punktów). Wykorzystując tablicę ogłoszeń, można wynająć pracowników z dostępnej puli. Umieszczamy ich na swojej planszy i uiszczając odpowiednią opłatę, możemy zbudować fragment swojego budynku (ilość wymaganych materiałów oraz pracowników jest pokazana na odpowiednich polach). Trzeba zatem odpowiednio zaplanować ruchy, żeby zdobyć optymalną liczbę surowców i budowniczych, jednocześnie za nich nie przepłacając. Dodatkowo to, że możemy używać tylko sąsiadujących ze sobą sklepów i zawsze decydować, jaką wartość będzie reprezentował pionek na danym polu, zmusza nas do odpowiedniego przewidywania zdarzeń i nie pozwala na losowe zachowanie. Jako że za każdy element i za każdego pracownika musimy zapłacić, należy rozważnie wydawać pieniądze, gdyż kiedy kończą nam się fundusze, jesteśmy zmuszeni wziąć pożyczkę z banku, która co prawda daje nam 20 dodatkowych monet, jednak kosztuje punkty zwycięstwa, a to o nie toczy się cała rozgrywka.

Po sześciu turach następuje koniec gry i przystępuje się do liczenia punktów. Otrzymuje się je za każdy fragment ukończonego domu oraz za cały budynek (te, których nie udało się zbudować do końca oraz te, na które nie mamy odpowiedniego pozwolenia nie liczą się wcale). Wszystko to modyfikowane jest przez liczbę, na której znajduje się nasz pionek na torze jakości budowy (przesuwa się go za każdy symbol jakości zdobyty na kartach pracowników, kartach z targu budowlanego oraz dokumentów). W ten sposób wyłania się zwycięzcę.

Obrazek

Opisany wariant gry przeznaczony jest dla trochę bardziej zaawansowanych graczy, jednak możliwa jest też opcja łatwiejsza. Nie dysponujemy w niej polami targu budowlanego oraz toru kolejności, a zakupy nie kosztują ani grosza – każdy gracz pobiera ze sklepu tyle materiałów, ile pokazuje wartość na jego pionku aż do wyczerpania zapasów. Tak samo nie płacimy pensji robotnikom, a o ich użyciu decyduje rzut kością, co wprowadza do gry sporo elementu losowego.

Nie każdy inżynier jest architektem!

„Mr House” jest grą familijną przeznaczoną dla od dwóch do czterech graczy. Dwa odrębne tryby umożliwiają rozgrywkę zarówno osobom mniej zapoznanym z tego typu rozrywkami, jak i starym planszówkowym wyjadaczom. Niestety prostota akcji i zasad sprawi, że ci drudzy mogą jej nie docenić. Natłok podobnych tytułów na naszym rynku sprawia, że wśród bardziej rozwiniętych i skomplikowanych pozycji „Mr House” jako gra typu „Expert” wypada dość blado. Z drugiej jednak strony, cechy, które sprawiają, że dla doświadczonych wyg jest to dość przeciętna pozycja, umożliwiają młodszym i niedoświadczonym miłośnikom wdrożenie się w świat gier euro, czyli tych skupiających się na elemencie ekonomicznym i w możliwie niskim stopniu bazujących na losowości.

Obrazek

Gotowy dom należy estetycznie pomalować

Sporą wadą jest jednak – przy uwzględnieniu, że jest to produkt skierowany raczej dla młodszej części odbiorców – nieciekawa strona graficzna. Co prawda rysunki zostały wykonane poprawnie, jednak nie przyciągają oka. Może to sprawić, że dzieci dość szybko stracą zainteresowanie grą. Elementy, z których buduje się domy są malutkie, dzięki czemu wszystko mieści się w pudełku, jednak nie są zbyt wygodne w użyciu, co szczególnie dzieciom może sprawiać pewne problemy. Jako że w pudełku po ułożeniu wszystkich komponentów zostaje jeszcze całkiem sporo miejsca, można się zastanowić, czy wykonanie wszystkiego w troszkę większej skali, nie poprawiłoby zarówno wygody podczas rozgrywki, jak i strony estetycznej. Kierując grę do dzieci, należy pamiętać, że to właśnie młodzi mają cieszyć się zabawą, a to w bardzo dużym stopniu zależy od ładnych rysunków. Niestety sama okładka nie wystarczy.

Obrazek

Polecam zatem „Mr House” głównie rodzicom, którzy chcą w prosty i nieodrzucający sposób wdrożyć swoje dzieci w świat gier ekonomicznych, nauczyć planowania, samemu nie nudząc się więcej, niż jest to konieczne. Nie jest to zła gra, jednak gdyby dopracować ją graficznie, mogłaby być jednym z ciekawszych tytułów w swojej klasie. Bez tego niestety otrzymujemy przyzwoitego „średniaka”.

Dyskusja