Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Azyl przed ogniami nocy – recenzja książki pt. „Ciemność płonie”

Na czerwone dywany polskiej fantastyki, póki co, młodemu pokoleniu fantastów trudno jest się przebić przez dobrze zakorzenionych literatów, zajmujących zaszczytne stanowiska na księgarnianych półkach i szczyty list bestsellerów. Jednak wyśmienity debiut Jakuba Ćwieka, nie tylko pozwolił mu wkupić się w czytelnicze łaski, ale przyczynił się do tego, że już przeszło dekadę przychodzi nam czytać jego opowiadania i powieści. Jedna z najgłośniejszych – która na długo znikła, pozostając istnym białym krukiem – została niedawno wznowiona i okraszona spisanymi doświadczeniami i anegdotami z półrocznego pobytu autora na dworcu.

Katowice, miasto tętniące specyficznym życiem, przesiąkniętym – już stereotypowym – górniczym duchem, ma również ciemniejszą stronę, która na domiar złego – płonie. Jakub Ćwiek przenosi nas do stolicy Śląska, gdzie skrupulatnie przenika przez subkultury bezdomnych i niczym z gliny lepi wcale intrygującą społeczność, złączoną strachem przed czającym się w mroku niebezpieczeństwem. Złem, przed którym li tylko granice dworca mogą ocalić. W zmyślny sposób łącząc elementy „dworcowego” i studenckiego środowiska, autor prezentuje zarówno realia, które nie tyle zbadał, co przeżył na własnej skórze, ale także tworzy pewien miszmasz, załamanie granic paradoksalnie nieprzebytych. Dzięki temu tekst ocieka ciężkim, prawdziwym klimatem, wymieszanym z dobrze wywarzonym – często czarnym – humorem i soczystą nutą grozy.

Ciekawym zabiegiem pisarza było wykreowanie postaci, która przeniknęła do owego entourage’u i, zmuszona sytuacją, musiała przyswoić ichnie reguły. Proces ten udowadnia jednoznacznie, że każdy z członków tej społeczności to żywy, żyjący człowiek – mogący w przeszłości naprawdę nie mieć lekko. Względnie wpadł w tak grząskie bagno problemów czy nałogu, iż wygrzebanie się zeń, mogło okazać się bodaj syzyfową pracą.

Duchowy spadkobierca Kinga od podszewki ujawnia czym jest szara, cuchnąca codzienność życia katowickich kloszardów. Przedstawia ich sposoby przetrwania z dnia na dzień, czynności jakich muszą się podjąć, aby zażyć odrobinę normalności – i zupełnie odbiegające od znanej z „zewnątrz” kultury – zwyczaje, dodając im głębszego sensu. Uzupełniając lekturę o prywatne zapiski refleksyjne autora, czytelnik dochodzi do wniosku, iż niemal każdy bohater posiada własną duszę i pierwowzór w rzeczywistym świecie.

Kreatywność pisarza jednak nie pozwoliła mu osiąść na laurach i postanowił dopełnić fabułę oryginalnym wątkiem paranormalnym, usprawiedliwiając wydarzenia, odgrywające się nocami wokół dworca. Bohaterowie Ćwieka nigdy nie mieli lekko, tym razem poszedł jednak o krok dalej i wrzucił ich na głęboką, wrzącą wodę i przykrył pokrywką, aby pochłonęła ich ciemność.

Summa summarum…

Słowem podsumowania – stwierdzenie, iż autor w sposób niezwykle elastyczny postawił się w roli socjologa i antropologa, podejmując się zgłębienia subkultury, tak mało znanej, zazwyczaj postrzeganej przez pryzmat aparycji i stanu majątkowego, negująco skazując całe grono na skrajną marginalizację, objawia przed czytelnikiem niebywale istotną rolę, jaką musiał przyjąć pisarz, żeby wiernie odwzorować świat dworca i umieścić w nim klimatyczną opowieść. Jednak Ćwiek przełamał wewnętrzne opory. W miarę obiektywnie przyjrzał się „dworcowemu” społeczeństwu i naśladując styl życia bezdomnych, na własnej skórze doświadczył tego, co oni. Powieść stworzona w oparciu o przeżycia pisarza stała się barwna, acz głównie w mroczne odcienie. „Ciemność płonie” porusza dość istotne problemy natury społecznej i odkrywa rąbek tabu.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja