Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Ciemna strona nieśmiertelności – recenzja „Futu.re”

Przyszłość okazała się wcale świetlana dla ludzkości. Technologia, genetyka, medycyna – niemal każda dziedzina poszybowała do przodu, aby nadać ludzkiemu życiu zupełnie nowy, o wiele wyższy poziom. Postęp sprawia, że egzystencja na rodzimej planecie stała się nareszcie dla wszystkich szczęśliwa, prostsza, pozbawiona ciężaru czasu… bo tego, bądź co bądź, nikomu nie brak. Zwłaszcza, iż ludziom przyszło żyć w rzeczywistości tak wymyślnie, doskonale i sprawnie rozwiniętej. A pierwsza myśl o nowym świecie Glukhovsky’ego skojarza go z „Wyścigiem z czasem”, choć w realiach stworzonych przez pisarza całe otoczenie jest o wiele bardziej sugestywne, wyniosłe i uniwersalne – sprawiające wrażenie dojrzałej, alegorycznej utopii.

Rosyjski mistrz postapo i SF tym razem wszedł w rolę autora metaforycznej, wymownej wizji przyszłości, poruszającej wiele sfer, aspektów, ale przede wszystkim mierzącej się z ogromem wewnętrznych pytań na temat ludzkiej natury i tanatofobią. Pod względem czysto filozoficznym oraz socjologicznym Glukhovsky nadaje opowieści niebywale ciężkiego, bajronicznego wybrzmienia, podkreślając zarazem negatywne cechy zaistniałe w wyniku techno-biologicznych odkryć oraz nader trudne wybory, nieraz prezentujące czytelnikowi sytuacje – z naszej obecnej perspektywy – godne pogardzenia, a nawet piętnowania. Jednak ów świat nie jest już taki, jaki znamy, a obiektywizm musi przyzwyczaić się do tak radykalnego systemu prawa, wykreowanego przez pisarza. Dlatego zwrócenie uwagi na – przyćmioną moralnością – logikę przyszłości jest niezwykle ważne, choćby dla samego poznania rzeczonej strony.

Główna oś fabularna skupia się wokół pewnego Nieśmiertelnego, Jana, który za sprawą swych myśli, idei i podejmowanych decyzji przemierza wszystkie strefy ówczesnego świata. Po pierwszych stronach powieść zdaje się przedstawiać czytelnikom arkadyjskie społeczeństwo. Dumne, bogate, skąpane w błogości rozwiązanych problemów zdrowotnych i śmierci. Jednak im głębiej, tym bardziej okazuje się, iż sama opowieść jest wielowarstwowa i ma także drugie dno, a wizja Glukhovsky’ego ani trochę nie jest tak idealistyczna, jakby się mogło wydawać. Porównanie wykreowanego świata do przepięknego owocu gnijącego od środka to bodaj najtrafniejsze spostrzeżenie. Oto przed czytającym staje obraz doskonałej powierzchowności, poznanej w preludium, który jest jednak tylko maską, pod którą kryją się coraz bardziej cierpkie prawdy, wyrzeczenia, jakich wymagają od Nieśmiertelnych reguły. Druga strona świetlanej przyszłości to nie inny smak słodyczy, lecz skrajna gorycz, piętnująca prawo i system jednolitego tworu państwowego.

Historia bynajmniej nie należy do tych z pogranicza utopijnych, wręcz przeciwnie. Stanowi wcale intrygującą a wciągającą parafrazę „leku” na ludzkie obawy związane z przyszłością, a właściwie nagłym jej utraceniem. Parafraza ta w dość jednoznaczny, wyrazisty sposób obrazuje, że taka wizja ma niestety o wiele więcej wad aniżeli zalet. Puenta dzieła jest zaś tego niezbitym dowodem, aczkolwiek autor raczył też pozostawić dla bardziej spostrzegawczych kilka ukrytych smaczków.

„Futu.re” ostatecznie – i jako całokształt – prezentuje się jako dzieło o wyszukanym klimacie: ciężkim, eminentnym, pisanym językiem plastycznym, błyskotliwym, połykającym czytelnika bez reszty. Dmitry Glukhovsky najnowszą powieścią udowadnia, że jeżeli idzie o melanż futurystycznych hipotez, nietuzinkowej fabuły i siarczystego meritum przesłania – tak miażdżącego oraz przekonującego, że czytelnik niemal nie jest w stanie znaleźć żadnych kontrargumentów – nie ma sobie równych.

Ocena: 4/5

Dyskusja