Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Czeski homo viator – recenzja „Losów dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej”

28 czerwca 1914 to dzień, który na zawsze odmienił oblicze Europy. Wielka Wojna miała ogromny wpływ na losy żołnierzy, zmuszonych do walki za upadające monarchie. Jednym z nich był Jaroslav Hašek – już wtedy znany czeski pisarz i publicysta. Na gruncie swoich doświadczeń z frontu napisał powieść „Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej” („Osudy dobrého vojáka Švejka za světové války” 1921-1923) znaną w Polsce głównie ze starszego tłumaczenia pt. „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”. W związku ze zbliżającą się setną rocznicą pierwszego wydania „Losów” wydawnictwo Znak postanowiło przypomnieć swoim czytelnikom barwną postać czeskiego żołnierza.

Idiota z urzędu

„Losy” są książką, której nie trzeba, a wręcz nie wypada przedstawiać. Weszła bowiem na stałe do kanonu światowej literatury, zyskując powszechne uznanie, a sam Szwejk stał się częścią popkultury i ikoną symbolizującą naszych południowych sąsiadów. Powieść charakteryzuje przede wszystkim bardzo specyficzny, czarny humor. Losy wojaka Szwejka i jego kompanów przepełnione są absurdem, a niespodziewane obroty zdarzeń czyhają niemal na każdej stronie. Sama fabuła została oparta na bardzo prostej historii: Józef Szwejk – praski pijaczek i handlarz kradzionymi psami – dowiaduje się o zamachu na Ferdynanda. Gdy w końcu udaje mu się zrozumieć, że chodzi nie o kogo innego, jak o arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, postanawia zaciągnąć się do c.k. armii i walczyć za swojego cesarza. Droga na front jest jednak bardzo zawiła i pełna nieoczekiwanych przygód.

Główny bohater – człowiek poczciwy i dobroduszny, ale jednak ofiara losu – może wzbudzać skrajne emocje, ponieważ jest bardzo specyficzny, wręcz dziwny. Można go albo bezgranicznie pokochać, albo znienawidzić i rzucić książkę, nie doczytawszy nawet jednego rozdziału. Logika, którą w swoim życiu kieruje się Szwejk jest tak prosta i pozbawiona wszelkiej obłudy, że postać może wydawać się nierealna, a nawet denerwująca. Jednak większość czytelników jego prostoduszność i szczerość, powodujące coraz to nowe tarapaty, na pewno urzekną, a celne spostrzeżenia, riposty oraz niekończące się anegdoty „na każdy temat” nie raz rozbawią do łez. Wojak jest całkowitym zaprzeczeniem klasycznego, patetycznego obrazu żołnierza, który utrwalony został w literaturze i filmie – nie stroni od alkoholu i drobnych oszustw, a do tego jest idiotą i to idiotą z urzędu.

„W tym szaleństwie jest metoda!”

Pod płaszczykiem prostej i humorystycznej historii o żołnierzach zmierzających na rosyjski front, Hašek ukrył głęboką krytykę ówczesnej sytuacji politycznej, a przede wszystkim nadał powieści mocno antywojenny wydźwięk. Towarzyszy Szwejka przepełnia strach, zmagają się z głodem, chorobami, nałogami i wszechobecnymi wszami, a do tego wcale nie chcą ginąć za swojego cesarza. Autor zwraca uwagę na absurdalną wojskową biurokrację pełną bezsensownych przepisów i paragrafów, nierówności panujące w armii, powszechne kombinatorstwo oraz wątpliwą moralność (pod tym względem silnie piętnuje duchowieństwo różnych szczebli). Wojna Haška jest taka, jaką zapewne sam poznał – odarta z patosu i bohaterstwa, dzięki czemu bliższa i bardziej zrozumiała, także dla współczesnego odbiorcy. Dzięki zaprezentowaniu tej traumy w oparach absurdu i z przymrużeniem oka, powieść czyta się lekko i przyjemnie, mimo niełatwej tematyki.

„Neverending story….”

Dla niektórych czytelników minusem może być objętość książki – ponad 750 stron sprawia, że zdecydowanie nie jest to pozycja na jeden wieczór, choć dzięki doskonałemu tłumaczeniu Antoniego Kroha czyta się ją bardzo szybko. Mimo że w powieści ciągle coś się dzieje, paradoksalnie sama fabuła posuwa się do przodu bardzo powoli (idzie, idzie i dojść nie może…) – co również tych mniej cierpliwych i rządnych dynamicznej akcji może irytować. Historia wypełniona jest zabawnymi anegdotkami, opowieściami i pobocznymi wątkami, więc na pewno nie można jej uznać za nudną.

Na „Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej” składają się cztery tomy, z których ostatni nie został ukończony z powodu śmierci Haška. Nie dowiadujemy się więc, jak kończą się przygody Szwejka, a szkoda. Tłumacz opatrzył powieść bardzo skrupulatnymi przypisami, które wspaniale uzupełniają informacje i niejasne przekazy bądź objaśniają przekład. Za minus można uznać to, że umieszczone zostały na końcu każdego tomu, co przy tak dużej objętości jest nieco uciążliwe i bardziej leniwym zapewne nie będzie się chciało co chwila przerzucać kartek. Kroh dołączył także przekład wielu germanizmów oraz obcojęzycznych wypowiedzi pojawiających się gęsto w powieści. Znajdują się one bezpośrednio pod tekstem, co jest rozwiązaniem znacznie wygodniejszym dla czytelnika.

Kroh na początku dzieła zamieścił przedmowę, w której przybliża okoliczności jego powstania oraz uzasadnia pewne swoje decyzje tłumaczeniowe. Wyjaśnia między innymi zamianę w tytule „przygód” na „losy”, a „wojaka” na „żołnierza”, jako bardziej zasadnych i bliższych oryginalnemu tytułowi i treści powieści. O ile nie można sprzeczać się z tłumaczem w tej kwestii, należy zauważyć, że określenie „dobry wojak Szwejk” zakorzeniło się w języku polskim i choć być może jest ono błędne, na pewno nie ulegnie zmianie. In plus można zaliczyć również plastyczność przekładu, będącą niewątpliwą zasługą Kroha. Stara się on przełożyć na polski odmienność języka literackiego zastosowanego przez Haška w narracji, od języka potocznego użytego w dialogach (różnice między językiem literackim a potocznym są znacznie bardziej zarysowane w języku czeskim niż w polskim). Nie należało to do łatwych zadań, a tłumacz świetnie się z niego wywiązał.

Na koniec warto zwrócić uwagę na okładkę, za którą odpowiada Jan Kallwejt. Utrzymana jest w kolorze mundurowej zieleni, a z jej centrum spogląda na nas pucułowaty, uśmiechnięty, poczciwy wojak Szwejk, nawiązujący do powszechnie znanego, tradycyjnego wizerunku stworzonego przez Josefa Ladę w latach 20. Okładka urzeka swoją prostotą, jest po prostu bardzo ładna i w dobrym guście – wszystkie elementy do siebie pasują i aż żal, że wewnątrz nie znalazło się więcej ilustracji – choćby po jednej na końcu każdego tomu.

„Melduję posłusznie”

Jeśli nie zapoznaliście się jeszcze z losami dobrego żołnierza Szwejka, to wznowione wydanie poznańskiego Znaku jest najlepszą okazją, by nadrobić zaległości. Książkę można śmiało polecić wszystkim, którzy cenią inteligentny humor, nie boją się absurdu oraz potrafią z dystansem spoglądać na historię. Rozbrajająca prostota rozumowania bohatera pozwoli zupełnie innym okiem spojrzeć zarówno na przeszłość, jak i na teraźniejszość, a przy tym zapewni przyjemną rozrywkę na co najmniej kilka wieczorów.

Ocena: 5/5

Dyskusja