Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pełen miszmasz gatunków – recenzja książki „Szepty zgładzonych”

zbioru opowiadań polskich fanów Uniwersum Metro 2033

Polscy fani stworzonego przez Dmitrija Głuchowskiego Uniwersum Metro 2033 czekali na ten moment naprawdę długo. Po pierwszej części – „W blasku ognia” – możliwym do zdobycia tylko w wersji elektronicznej, wydawnictwo Insignis postanowiło uraczyć czytelników całym tomem stworzonych przez nich samych opowiadań również w wydaniu drukowanym.

„Szepty zgładzonych” zostały dołączone do najnowszej książki z Uniwersum, która ukazała się w Polsce: „Ciemne tunele”. Zbiór fanowskich opowiadań jest bezpłatnym dodatkiem, zatem kupując jedną książkę, otrzymuje się dwie. Okładka „Szeptów…” została przygotowana w taki sposób, by idealnie wkomponować się wizualnie w wygląd całej dotychczasowej kolekcji i tym samym świetnie prezentować się na półce. Na froncie – twarz ocalałego z zagłady człowieka w masce gazowej i ruiny budynku, który – być może – przed wojną mógł pełnić funkcje użytkowe. Te same czcionki, takie same tłoczenia jak w innych tomach Uniwersum, wszystko więc wizualnie pomaga w zaakceptowaniu nadprogramowej książki w serii. Dla wielu fanów podobne wydanie to niemal konieczność, jeśli zwrócić uwagę na dość wyraźnie słyszalne głosy tych członków społeczeństwa, którzy nie akceptują galopującego rozwoju technologicznego i upierają się, że książka jest książką tylko wtedy, gdy jest na papierze.

Raz lepiej, raz gorzej

„Szepty zgładzonych” są zbiorem opowiadań, a nie jednolitą powieścią, do tego opowiadania napisane zostały przez wielu autorów. To w oczywisty sposób sprawia, że różnią się one między sobą stylem, sposobem prowadzenia narracji czy dynamiką dialogów. Nie można tych faktów poczytywać za minus książki, jako że z założenia miała ona być sposobem na dowartościowanie pisarzy amatorów, a nie stworzenie jednolitej powieści. Powoduje to jednak momentami u czytelnika dysonans poznawczy, gdy po jednym opowiadaniu pochłanianym w emocjach – nieprzesadnie gorących, ale jednak emocjach – następuje takie, które spowalnia dynamikę i zmniejsza zapał czytającego. Oddać należy natychmiast sprawiedliwość autorom opowiadań, nie ma tu bowiem tekstów bezapelacyjnie złych, właściwie nie ma tekstów złych w ogóle. Opowiadania zostały wyselekcjonowane przez fanów i twórców portalu Metro2033.pl tak, by nie wiało od nich nudą. Nie oznacza to jednak, że wszystkie fragmenty napisane są na tym samym poziomie. To znów można rozumieć jako minus, a można jako plus książki. Każdy czytelnik może bowiem znaleźć tu dla siebie coś, co wyjątkowo mu się spodoba.

A style czy sposoby pisania okazują się najróżniejsze: narratorzy pierwszoosobowi albo trzecioosobowi; dłuższe opisy postapokaliptycznego świata lub przyspieszone tempo akcji. Niektóre teksty pozbawione są wręcz dialogów, a jednocześnie wcale nie mkną do przodu, lecz suną powoli, jak osłonięty przed promieniowaniem balon wśród kwaśnych chmur. Jest jedna rzecz, która łączy większość opowiadań, choć również nie wszystkie. Jest to zaskakujące zakończenie czy puenta utworu. Inne cechy są zmienne. Dla każdego coś miłego.

Autorzy według klucza

Na trzynaście zamieszczonych w tomie opowiadań przypada zaledwie ośmioro autorów – siedmiu mężczyzn i jedna kobieta. Czterech autorów opublikowało po jednym opowiadaniu, pozostali – dwa albo trzy. Taki dobór może zastanawiać. Albo portal Metro 2033 nie może odnaleźć wystarczającej liczby dobrych pisarzy, by każdy miał w tomiku jedno opowiadanie (tu przypominają się początki portalu, gdy jednym z najlepiej ocenianych na forum opowiadań było to o metrze w Ustce), albo tych kilkoro twórców pisze w sposób niepodważalnie najlepszy, mimo ogólnie dobrego poziomu. Co również ciekawe, wszyscy autorzy opowiadań to ludzie w stosunkowo młodym wieku. Tylko jeden z nich urodził się w latach siedemdziesiątych, pozostali nie przekroczyli trzydziestki. Daje to nadzieję na przyszłą publikację młodym amatorom (Insignis planuje wydać podobny tomik również w przyszłym roku), sprawia jednak wrażenie, że wydawca zamyka się na pisarzy, którzy znaleźli się „nad kreską” symbolizującą wiek.

Nie można jednak młodym twórcom zarzucić dziecinności. Teksty stworzone są na dojrzałym poziomie, często mądrzejsze i dające do myślenia bardziej, niż można by się spodziewać po wieku pisarzy. I choć większość autorów nie publikowała wcześniej zbyt wielu swoich dzieł, potrafili oni napisać opowiadania godne poziomu Uniwersum. Do tego stosują różne – mniej lub bardziej udane – sztuczki pisarskie. W jednym z opowiadań narratorem jest bohaterka, a autorem mężczyzna. Trzeba sobie jednak o tym podczas lektury przypominać, narracja bowiem prowadzona jest tak realistycznie, jakby rzeczywiście stworzyła ją kobieta. W innym tekście pojawiają się wtrącenia w postaci cytatów biblijnych. Dla niektórych może to wyglądać nieco kiczowato, dla innych – stanowić dodatkową atrakcję. Tak czy inaczej autorom, choć młodym, nie można zarzucić amatorszczyzny.

Z Radomia nad Balaton i do alternatywnego wszechświata

Podczas lektury można się natknąć na trzy rodzaje lokalizacji. Oczywiście pierwszą z nich jest Rosja. Najczęściej, choć niekoniecznie, Moskwa i tamtejsze metro. Druga to Polska. W niektórych opowiadaniach metro w Warszawie, stacje takie jak Imielin, Kabaty, Politechnika, co może wydawać się nieco naciągane – skąd bowiem w polskim metrze bariery mogące chronić przed promieniowaniem? Z drugiej strony – czy cała seria zapoczątkowana przez Głuchowskiego nie jest naciągana? Czy nie rządzi się poniekąd własnymi prawami, jak każda literatura fantasy? W innej historii miastem wypadowym jest Radom, będący naprawdę miejscem pochodzenia autora tekstu. To opowiadanie jednak na Radomiu się nie zamyka – zabiera podróżników aż na Węgry, nad Balaton. Z zainteresowaniem śledzi się losy bohaterów przemierzających dalekie dystanse. W innej opowieści czytelnik dociera też do Częstochowy, gdzie ludzie kryją się w sowieckich korytarzach pod klasztorem na Jasnej Górze. Czy takie korytarze rzeczywiście tam istnieją? Tego nie wiadomo. Ale twórcze natchnienie pozwala na naciąganie faktów.

Trzeci rodzaj lokalizacji to właściwie bliżej nieokreślone „gdzieś”. Są miasta, są zmutowane stwory i są schrony, w których kryją się ludzie, ale nikt niczego nie wskazuje palcem. Te opowiadania tak naprawdę czyta się najlepiej. Fan nie zachodzi bowiem w głowę nad odpowiedzią na pytanie, jak to jest możliwe, by przeżyć w metrze w Warszawie. Nie zastanawia się, czy pisarz wystarczająco dobrze zna realia metra w Moskwie, by się o nim rozpisywać. Oddaje się zatem beztroskiej lekturze, bo akcja opowiadania dzieje się nie do końca wiadomo gdzie, a to pozwala zapomnieć o przyziemnych troskach.

Z drugiej strony pojawiają się lokalizacje alternatywne. Związane jest to z nagromadzeniem typowych wątków fantastycznych. Oprócz przeróżnych zmutowanych bestii – ślimaków, psów i dziko-wilków – czytelnik natrafi na pętlę czasową i przejście do alternatywnego wszechświata, z którego próbują skorzystać mieszkańcy metra w desperackiej próbie ucieczki z postapokaliptycznej rzeczywistości. Patrząc na to, można dojść do wniosku, że brakuje tylko dinozaurów i podróży w czasie. I znów – niektórym może wydawać się to śmieszne lub odpychające. Dla innych okaże się być atrakcyjnym dodatkiem i ciekawym pomysłem na poprowadzenie fabuły.

Sprzeczności są

Przy całym ciekawym zestawieniu dobrze napisanych opowiadań nie udało się niestety uniknąć fabularnych sprzeczności i niedociągnięć chronologicznych. I tak dowiedzieć się można, że sześciu bohaterów mieszkających pod Jasną Górą to dawni uczestnicy wycieczki do Częstochowy, wysłani nań przez swoje matki pod opieką wychowawcy, ale gdy jeden z bohaterów umiera, ludzie zatapiają się w ciszy „przerywanej jedynie żałosnym łkaniem matki zmarłego”. Pojawia się pytanie: czy matka była jedną z opiekunek na wycieczce? Może to adopcyjna matka, już z czasów po wybuchu? Jeśli tak, dlaczego w dalszej części opowiadania to wychowawca przedstawiany jest jako opiekun uczniów? W innej historii pojawia się człowiek mający 36 lat. Twierdzi, że przed wybuchem wojny był pracownikiem uniwersytetu i zajmował się krzyżowaniem gatunków. Później, po dostaniu się do metra, prawie dwadzieścia lat pracował nad swoistym eksperymentem. Dwadzieścia lat to typowa dla tego zbiorku, podkreślana przez wielu, różnica między rozpoczęciem wojny, a czasem aktualnym. W takim wypadku jednak ile lat miał mężczyzna, kiedy pracował na uniwersytecie? Skoro w momencie rozpoczęcia zagłady miał mniej więcej lat szesnaście? Czy pracę dyplomową, którą jak twierdzi obronił, mógł napisać jeszcze wcześniej?

Podobnych nieścisłości w „Szeptach zgładzonych” znaleźć można więcej. Nie oznacza to jednak, że w poważnym stopniu zakłócają one odbiór całego tomiku. Wszystkie opowiadania czyta się naprawdę dobrze, mimo różnic w stylach żadne nie razi przesadną liczbą błędów, a wiedza, że historie te stworzyli młodzi fani Uniwersum Metro 2033, daje pozostałym nadzieję na to, że może i im uda się w przyszłości opublikować własne postapokaliptyczne opowiadanie w podobnym tomie. Miłośnicy drukowanych książek i zapachu papieru czekają z niecierpliwością na tomik trzeci. A może zdołają namówić wydawcę na wydruk „W blasku ognia”? Z pewnością chętnie by za to nawet zapłacili.

Ocena: 4/5

Dyskusja