Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Żywy nie wyjdzie stąd nikt – recenzja „Horroru na Roztoczu”

Roztocze – kraina tajemnicza i złowroga, pełna malowniczych i jednocześnie niepokojących krajobrazów. Takie właśnie wrażenie odnieść można, czytając „Horror na Roztoczu” – zbiór opowiadań inspirowanych snami Łukasza Kiełbasy. Snami, których akcja przeniesiona została właśnie w okolice Roztocza. Różni autorzy, różne historie, różne miejsca. A wszystko to zebrane razem przez inicjatora projektu. Czy to mogło się nie udać?

Pomysł na książkę od początku brzmiał dobrze – koszmary senne ulokowane w malowniczej i niedocenianej krainie, ubrane w słowa przez wiele utalentowanych, choć mało znanych osób, a do tego klimatyczne ilustracje. Przy współpracy pomysłodawcy, jedenastu różnych autorów oraz trzynastu ilustratorów powstał intrygujący zbiór. Bardzo różnych, ale spiętych w całość przy pomocy jednej historii, przeplatającej wszystkie opowiadania. Tak pokrótce można opisać niepozorną książkę, którą czytelnik dostanie, zamawiając „Horror na Roztoczu”.

Wszystkie teksty, mimo ogromnego zróżnicowania tematycznego i stylistycznego, utrzymują dość wysoki poziom. Nie są to może utwory na miarę dzieł Stephena Kinga, jednak nie znajdzie się tutaj również żadnego opowiadania tak źle napisanego, by przeszkadzało to w zaznajamianiu się z intrygującą historią. Oczywiście – jak w każdej antologii – znaleźć tu można teksty lepsze i gorsze. Do tych najlepiej zapadających w pamięć zaliczyć można m.in. opowieści: „Wichura i powódź”, „Pająk” czy „Świadomość”. Dużo jednak zależy od tego, czego czytelnik oczekuje. Wielbiciele bardziej wyrafinowanych horrorów psychologicznych na pewno nie pogardzą opowiadaniami podobnymi do „Wichury i powodzi”. Amatorzy horrorów typu gore lepiej odnajdą się, czytając opowiadania takie jak „Pająk”. Dla tych drugich propozycji jest jednak znacznie mniej.

Na szczególną uwagę zasługują pomysły na fabułę poszczególnych nowel, wyodrębnione przez inicjatora projektu. Jak Łukasz Kiełbasa sam pisze we wstępie do książki, zarysów fabuły na podstawie swoich koszmarów ma bardzo dużo. Niewątpliwie sztuką jest wybranie tych, które najlepiej sprawdzą się w formie krótkich tekstów. Większość wyśnionych przez pomysłodawcę opowieści potrafi zaciekawić i wciągnąć niemalże od pierwszego zdania. W antologii znalazły się jednak historie, które nie porywają aż tak. Do takich można zaliczyć „Muzyczny wagon”. Fabuła nie jest tak intrygująca jak w większości pozostałych opowiadań. Dodatkowo pod względem stylu jest to chyba jeden z najsłabszych tekstów.

Większość zebranych w tym tomie opowiadań oddziałuje mocno zarówno na zmysły jak i uczucia odbiorców. W tekstach znaleźć można jednocześnie opisy pięknych krajobrazów, niepokojących odgłosów oraz odrażających zapachów. Autorzy, odwołując się do wszystkich zmysłów czytelnika, potrafią go zarówno zachwycić, jak i wzbudzić w nim odrazę. Wstrząsnąć nim i zmrozić krew w żyłach lub pozostawić z uczuciem wszechogarniającego niepokoju i niepewności. Osobom o bujnej wyobraźni opisywane historie z pewnością na długo zostaną w pamięci.

Warto wspomnieć również o ilustracjach, które zapowiadają kolejne teksty. Każdy obrazek ma unikatowy styl i charakter oraz doskonale odzwierciedla klimat opisywanej historii. Gdyby wszystkie opowieści zostały rozwinięte do rangi książki, ilustracje mogłyby się stać świetnymi okładkami. Zawarcie ich w „Horrorze na Roztoczu” było bardzo dobrym pomysłem i wszyscy artyści zasługują na pochwałę za dobrze wykonaną robotę.

Na koniec należy wspomnieć, że jednym z założeń projektu była promocja Roztocza i okolic. Prawdopodobnie można uznać, że zostało ono spełnione. Z jednej strony do odwiedzenia opisywanych miejsc zachęcają malownicze, tajemnicze krajobrazy, o których tyle można przeczytać. Jednocześnie Roztocze może przyciągać czytelników poszukujących dreszczyku emocji – z pewnością niesamowite byłoby odwiedzenie miejsc, w których osadzone zostały tak niezwykłe i przerażające historie.

Podsumowując, projekt Łukasza Kiełbasy nie tylko zapowiadał się nieźle, ale też został bardzo dobrze wykonany. Pozostaje tylko czekać na drugi tom „Horroru na Roztoczu” i liczyć na to, że prezentować się on będzie równie ciekawie.

Ocena: 4/5

Dyskusja