Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Recenzja gry „Dziki Gryf – o wrażeniach z nabycia edycji kolekcjonerskiej gry „Wiedźmin 3. Dziki Gon””

Drżyjcie, albowiem oto nadchodzi Niszczyciel Pecetów.
Stratują wasz czas wolny i sznurem go podzielą.
Znajomości wasze zostaną zburzone i pozbawione perspektyw.
Wiedźmin i gryf w domach waszych zamieszkają,
żar się w procesorze zagnieździ.

„This is the moment” – śpiewał bohater jednego z broadwayowskich musicali i my również możemy poczuć, że ta chwila należy do wyjątkowych. Nie po raz pierwszy zresztą. W zamierzchłym 2007 roku premierę miała pierwsza część egranizacji prozy Sapkowskiego. Choć niewielu przeczuwało popularność, jaką ta seria zdobędzie na świecie, już wtedy edycja kolekcjonerska „Wiedźmina” prezentowała rzadko spotykaną na świecie jakość (z wiedźmińskim medalionem na czele). Rok 2011 przyniósł nam „Zabójców Królów” i kontrowersyjny pomysł na marmurowo-białe popiersie Białego Wilka, dołączone do wersji dla największych fanów. Po 4 latach (choć z kilkoma obsuwami), na rynku zawitało zamknięcie trylogii. Jak prezentuje się kolekcjonerskie wydanie „Wiedźmina 3: Dzikiego Gonu”?

Obrazek

Pierwszy SMS o dotarciu przesyłki do paczkomatu przybywa w dzień przed premierą, po piętnastej. Podwoje pocztowego skarbca mają otworzyć się o jedenastej wieczorem, wraz z otrzymaniem tajnego hasła doń. Równo o tej godzinie z okolicznych bloków zaczynają wymykać się ludzie, a w miejscu ich oczu jarzą się ogniki determinacji. Zdobycie trofeum trwa mniej niż minutę, ledwo drugi zdąży nadejść, pierwszy już oddala się z drobnym pakunkiem pod pachą. Trafia się jednak osobnik, któremu droga, z której się nie wraca… znaczy się droga powrotna taką lekką nie jest. Karton-gigant ciąży niemal tak mocno, jak dłuży się czas do uruchomienia gry. To ma wszak nastąpić dopiero za kilka miesięcy, gdy godny produkcji komputer zagości na biurku. Póki co – pozostaje gapić się z niecierpliwością na tę przeklętą figurkę…

Obrazek

Każdy, kto dziwował się rekordowej, jak na edycję kolekcjonerską, cenie (350 zł za „W3” wobec 200 zł za „W1” i 230 zł w przypadku „W2”), wie, że jej główną składową jest przedmiot może mało funkcjonalny, ale wart swej ceny. W Polsce kult figurek z gier jeszcze nie ugruntował się na poważnie, ale z egzemplarzem wiedźmińskim – jako pierwszym w kolekcji – nietrudno o rychły jej rozrost. Geralt walczący z gryfem to scena piękna w swej dynamice, ręcznie malowana i mierząca niebagatelne 28 cm – 3/4 całego pudełka! Szczegółów tutaj co niemiara – u bestii każde pióro oddane jest z pietyzmem, dzięki któremu dałoby się je wszystkie policzyć (jest ich jednak zbyt wiele i można by stracić rachubę). Blizna na zadzie mieni się w blasku lampy, jak gdyby zaraz miała z niej wyciec krew, zaś jedno ze skrzydeł nabite jest na połamane drzewko. Detali, podkreślających zabójczą ulotność tej chwili, jest znacznie więcej, także w przypadku Geralta, który – wsparłwszy się na gryfie – szykuje się do ostatniego ciosu. Miast oddawać wszystko słowami, łatwiej będzie chyba zamieścić kilka zdjęć – będą z pewnością warte więcej niż peany w formie pisanej.

Obrazek

Obrazek

Całość waży kilka kilogramów i stanowi niemal jednolitą bryłę. Niemal, bowiem – z uwagi na potencjalną łatwość odłamania – miecz w dłoniach wiedźmina i ogon kreatury mocowane są osobno. Dbałość o drobne przyjemnostki widoczna jest nawet w opakowaniu figurki – zabezpieczający całość styropian ma wcięcie ze znakiem wilka. Logistycznie jest to pomyślane znacznie lepiej od poprzedniej edycji kolekcjonerskiej – tam wiele osób narzekało na uszkodzenie geraltowego popiersia przy transporcie.

Oprócz potężnej figurki w kartonie znajduje się pudełko właściwe. Jeszcze zanim przyjdzie je otworzyć, uwagę przykuwa jedna rzecz. Wieko kartonu pokryte jest dziesiątkami autografów twórców – co jednocześnie robi wrażenie i konfunduje. Ten solidny, zadrukowany z każdej strony, kawał tektury po wyjęciu zawartości robi się niepotrzebny, a gabarytami przebija większość PC-tów. Gdyby nie te autografy, pozbywanie się pudełka nie zmuszałoby do godnych RPG dylematów moralnych. A tak – pozostaje z niego zrobić kontener na niepotrzebne książki (jakby mało obiektów do zbierania kurzu było w zestawie!).

Obrazek

Odstawiwszy na bok karton i zachwyciwszy się figurką można w końcu złapać za pudło właściwe. Wpisując się w konwencję poprzednich części – ponownie ozdobione jest wilczym medalionem, a ten – zgodnie z progresją serii – jest zmodyfikowany względem poprzedniczki. Miast na złoto, jak w dwójce, oczy jarzą mu się teraz rubinowo, a cała powierzchnia zbryzgana jest krwią. Zmiany zaszły także w kształcie – krzywe ustąpiły tu całkowicie liniom prostym, tworząc bardziej drapieżną, surową formę. Posiadacze poprzednich edycji kolekcjonerskich wiedzą, że w pomysłowy sposób łączyły się one w jedną całość. Kształt pudełek był ten sam, przez co dało się je ze sobą zestawić, łącząc dwie różne połówki w jeden medalion. Możliwości pociągnięcia tego wątku zabrakło, mniejszy od poprzedniczek format pozwala jednakowoż na umieszczenie „Dzikiego Gonu” na ich szczycie, tworząc z całości – oby rzeczywiście słuszne co do pierwszeństwa! – podium. Zabawnym jest przy okazji zróżnicowanie sposobów otwierania. Dla pierwszej części pudełko pociągało się w górę, drugiej – do przodu. Najnowsza składa się z kolei z dwóch części rozsuwanych na boki, co w praktyce wydaje się być bardziej skomplikowane od poprzedników. Uporawszy się z wysunięciem dwóch elementów, oczom ukazuje się w końcu kolejna z czeredy pięknych rzeczy. Z lśniącej okładki łypie na widza pusta maska Dzikiego Gonu. A wewnątrz książki – więcej niesamowitych ilustracji.

Obrazek

Artbook jest nieodzownym elementem większości edycji kolekcjonerskich, stanowi wszak dokumentację i podsumowanie całego procesu tworzenia gry. To tutaj można zobaczyć, jak kształtowała się artystyczna wizja produkcji i jak mógłby wyglądać główny bohater, gdyby nie decyzja o zmianie w którejś fazie powstawania. W tym przypadku dotyczy to Ciri, Geralt jest bowiem postacią ukształtowaną wiele lat temu i wzbogaconą względem poprzednich części tylko o zarost. W jego przypadku uwaga poświęcona zostaje przede wszystkim projektom pancerzy, z których większość trafiła potem do gry. Oprócz protagonistów, blisko 200 stron książki zapełnione jest ilustracjami pozostałych istotnych dla fabuły postaci, concept artami potworów oraz projektami lokacji. Wszystko uzupełnione jest odautorskim komentarzem i jakościowo prezentuje się doskonale. Jak głosi motto zawarte na pierwszej stronie artbooka: „Chcieliśmy Wam dać coś specjalnego, coś co przetrwa próbę czasu”. Faktycznie tak jest!

Obrazek

Kolejnym elementem w opakowaniu jest wilczy medalion, zdecydowanie wart skonfrontowania z tym z pierwszej części. Symbol wiedźmińskiego cechu odlany jest z metalu i wraz z dołączonym łańcuszkiem może stanowić prawdziwy wyróżnik codziennej garderoby. Wilk z pierwszej części był raczej brelokiem, jego znacznie większy następca jest już pełnoprawnym elementem wyjętym z gry. Pod względem „przyjemnego ciężaru” po uchwyceniu góruje jednak pierwszy z amuletów. Odlew tego nowszego zaoszczędził nieco surowca na rewersie, przez co oba mają zbliżoną masę, ale bardziej odczuwa się ją dla mniejszego z nich. Poza tym jest to w zasadzie produkt bez wad, może za wyjątkiem jednej – dla kupujących go osobno cena w sklepie cdp wynosi sto złotych bez grosza.

Obrazek

Ostatnim dodatkiem edycji kolekcjonerskiej jest steelbook – następne małe dzieło sztuki. Pierwszą okładkę stanowi wizerunek Białego Wilka z przebitką na Kaer Morhen oraz scenę walki z upiorami. Na drugiej prezentuje się Ciri, której rumiane lico przechodzi w czerwień płonącego lasu, zaś tułów – w scenę spotkania Geralta z cesarzem Emhyrem. Ilustracje są piękne i ciekawe pod względem techniki wykonania, co najlepiej zobaczyć na własne oczy.
Wewnątrz steelbook udekorowany jest szaro-srebrnym tłem z symbolami będącymi zapewne znacznikami z gry. Plastikowe trzewia opakowania oferują miejsce na 6 płyt, co jest chyba inwestycją w przyszłość, krążków w zestawie jest bowiem 5 (4 z grą + soundtrack). Zapowiadane na jesień dodatki wyjdą zapewne w formie dodatkowego DVD, w przeciwnym wypadku trudno zrozumieć zamysł twórców.

Obrazek

Dalej jest już tylko pudełko z grą, choć i z niego CDProjekt robił zawsze swoistą edycję kolekcjonerską (przynajmniej względem tradycyjnego modelu pudełko + płyta + kartka z instrukcją). Porównując całą trylogię, wyraźnie widać, że pewna epoka już się skończyła – całkowicie zrezygnowano z dodatkowych książeczek w stylu instrukcji i poradników (w pierwszej części zmieściło się też debiutanckie opowiadanie o Geralcie!). Ta pierwsza ma tu formę 4-stronicowej informacji o instalacji oraz kod do aktywacji gry na portalu GOG, oprócz niej znaleźć można także „Świat wiedźmina: Kompendium”, czyli broszurę o świecie gry z wprowadzeniem dla nowych w serii oraz – co stanowi bardzo miły dodatek – kod na cyfrową wersję komiksu „Dom ze szkła” i dodatkową skórkę do mobilnej gry „The Witcher Battle Arena”.

Obrazek

Pozostałymi bonusami są: płyta z 31 utworami ze ścieżki dźwiękowej, barwna mapa królestw północy, dwie naklejki z wilkiem i kartka z podziękowaniem za zakup gry. Wszystkich elementów zawartych w pudełku z kolekcjonerką jest naprawdę sporo, mało się jednak pamięta o niezbyt czystym zagraniu, jakie wiele miesięcy temu popełnił CDProjekt we współpracy z Microsoftem. Posiadacze xboxowej wersji tego wydania otrzymali ponadto dwie talie karcianki inspirowanej gwintem z gry oraz dodatkową mapę na płótnie. Premiera każdej z edycji kolekcjonerskich wiązała się z jakimś kwasem – za pierwszym razem było to opóźnienie w dostawie elementów, za drugim – niemożność przedpremierowego uruchomienia gry i publiczne udostępnienie mało ważnego, acz rzekomo ekskluzywnego dlc. Za każdym razem dystrybutor wychodził z tego obronną ręką – raz kodem zniżkowym do sklepu o wartości opóźnionych elementów, później koszulką. A jeśli można powiedzieć, że czegoś brakuje w wydaniu za tę cenę, to właśnie t-shirtu. Ze zrozumieniem można przyjąć brak drobnicy, bowiem monety, kości i papercrafty już były. To nie przystoi tej edycji, bo w założeniu wszystko, począwszy od gry, miało być teraz większe – figurka bije popiersie rozmiarem, szczegółami i kolorami, nowy medalion przerasta stary, artbook prezentuje się najokazalej. A koszulkę, jak i inne związane z marką fanty: puzzle, planszówkę, growe kompendium, można sobie kupić oddzielnie. Podobnie ze wspomnianymi dodatkami do gry – redzi nauczyli się w końcu robić pieniądze na swoim produkcie i oby pozytywnie odbiło się to na ich następnych dziełach. Już za kilka lat ukazać się ma „Cyberpunk 2077”, przetarcie nowego cyfrowego szlaku. Aż strach pomyśleć, jak przy kolejnych Wiedźminach prezentować się będzie ta kolekcjonerka…

Dyskusja