Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Debiut wydawniczy Kubusse – recenzja „Lady S”

Okres zimnej wojny zakończył się tylko pozornym spokojem. Wieloletnie zmagania pomiędzy Wschodem i Zachodem nie mogły pójść w zapomnienie w ciągu ledwie jednej nocy. Zmiany ustrojowe nie obyły się bez czystek, te z kolei trudno przeprowadzić, unikając przypadkowych ofiar. Nie można też powiedzieć, że szybko zapanował porządek, gdyż roszady u szczytu władzy często były tylko pozorne, a przesunięcia – czysto kosmetyczne. Wielcy dygnitarze zmienili się w oligarchów finansowych, nadal kontrolujących państwo, tym razem nie za pomocą polityki, lecz używając siły pieniądza.

Na nowo nawiązane kontakty pomiędzy krajami Układu Warszawskiego a państwami kapitalistycznymi stwarzały okazje do zbijania wielkich fortun, ale towarzyszyło im również wielkie ryzyko. Dla kogoś, kto nie bał się go podjąć, były to idealne czasy, by z pucybuta stać się milionerem. Jaką rolę w kręgach polityki i gospodarki, z pozoru nastawionych na ulepszanie świata, a faktycznie skupionych na pomnażaniu swych zysków, odgrywa Suzan Fitzroy, adoptowana córka i współpracownica specjalnego wysłannika sekretarza stanu USA do Brukseli? Ogromna ilość tajemnic zakrywa, niczym welonem, przeszłość młodej kobiety. Co ją łączy z Ablem Rivkasem, profesorem uczelni w Biełomorsku, który wraz z upadkiem reżimu ZSRR stał się niewygodny dla byłych rządzących? Czy może okazać się, że dziewczyna żyje więcej niż tylko jednym życiem?

„Lady S.” to seria kryminalno-szpiegowska jednego z najbardziej znanych i utytułowanych europejskich scenarzystów – Jeana van Hamme’a (autora takich hitów, jak pisany wraz z Grzegorzem Rosińskim „Thorgal”) oraz mniej znanego grafika, Philippe Aymonda. Razem stworzyli wciągającą historię, której tłem są ostatnie dni zimnej wojny oraz zmiany, które po niej nastąpiły. Kiedyś popularna tematyka obecnie odeszła trochę do lamusa, jednak francuski duet (w końcu Belgia i Francja to praktycznie jeden rynek) udowadnia, że – mimo upływu lat – świadome użycie tła historycznego sprzed ponad dwudziestu lat może stanowić sporą zaletę opowieści. Van Hamme w ciekawy sposób odkrywa przed czytelnikiem kolejne fragmenty układanki, która może nie jest szczególnie zaskakująca, jednak wciąga w świat intryg i upadających mocarstw.

Samo użycie kart historii również stanowi zaletę komiksu, gdyż poznajemy je z wielu punktów widzenia – zarówno oczami mieszkańców Wschodu, jak i Zachodu, ludzi możnych, jak i biednych, uciekinierów oraz władców. Dzięki temu może stanowić również ciekawy materiał badawczy dla młodszych czytelników, którzy nie pamiętają – lub nigdy nie poznali – tamtego okresu. Wszystko to w klimacie dobrej opowieści szpiegowskiej, jakiej już od dawna nie było na naszym rynku.

Philippe Aymond nie należy co prawda do wirtuozów kreski komiksowej, jednak swoją pracę wykonuje poprawnie, pozwalając na szybką i sprawną lekturę historii. Z jednej strony graficznie „Lady S.” nie prezentuje fajerwerków, jednak klasyczny charakter rysunków idealnie wpasowuje się w klimat całości. Operowanie nieskomplikowaną kreską i tradycyjnym sposobem wypełniania kolorem kojarzy się niejednoznacznie z najbardziej uznanymi tytułami tego gatunku sprzed lat. Dzięki temu można śmiało stwierdzić, że „Lady S.” jest dziełem skończonym i konsekwentnym.

Polecam zatem debiutancki komiks nowego polskiego wydawcy – Kubusse – wszystkim fanom gatunku. Każdemu, kto pochłania powieści Toma Clancy’ego, Roberta Ludluma i innych podobnych im pisarzy, komiks duetu Van Hamme – Aymond spodoba się na pewno. Powinien przypaść również do gustu tym, którzy lubią, choćby od czasu do czasu, przeczytać powieść kryminalną lub interesują się okresem zimnej wojny.

Dyskusja