Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„iGranie z Gruzem”, czyli symulacja życia z gruzem w roli głównej. Recenzja gry

Jesteście bezrobotnymi studentami, którzy cudem wiążą koniec z końcem? A może ludźmi ciężko pracującymi, którzy pośród szarej codzienności zatracili sens w biegu zwanym życiem? Nie bójcie się – jesteście w takim razie dokładnie tacy sami, jak my wszyscy. I dokładnie tacy sami, jak Ilona Myszkowska – twórczyni serii internetowych komiksów „Chata Wuja Freda”, rysowniczka oraz kreatorka recenzowanej przez nas pozycji „iGranie z Gruzem”.

Czy można jeść gruz i żyć? Wbrew panującej opinii – można, a nawet trzeba, jeśli chce się wygrać. Gra przyciąga swoim groteskowym podejściem do życia oraz przepiękną (choć mało kolorową) oprawą. Zacznijmy od tego drugiego.

Obrazek

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest naprawdę staranne i ładne wykonanie techniczne. Ilonie udało się znaleźć profesjonalną firmę, która nadała jej pomysłowi graficzną formę, co wyszło wyśmienicie. Nie można mieć żadnych zastrzeżeń do planszy, a i pionki, żetony, karty – wszystko jest wykonane starannie i – przede wszystkim – ładnie. Jest także instrukcja – obszerna, jednak napisana bardzo przyzwoicie; pozwalająca po naprawdę krótkim czasie zasiąść do rozgrywki bez żadnego skrępowania. Jedyną rzeczą, do jakiej można mieć zastrzeżenia, to ślizgające się po całej planszy żetony (szczególnie w miejscu zwanym lodówką), przez co, jeśli nie pilnujemy swojego gruzu, może on zostać łatwo podkradziony przez mniej uczciwych graczy. Może lepszym pomysłem byłoby zrobienie w „lodówce” niewielkich przegródek? To tylko mały zarzut do wykończenia, a przymykając oko na ten drobiazg, można śmiało pokłonić się Black Monkowi za wspaniałe wykończenie tej przezabawnej gry planszowej.

„Przezabawna” to zdecydowanie najlepsze określenie, którym można tę grę opisać. A polega ona na… życiu. Konkretniej zaś mówiąc – na przeżyciu. Przetrwaniu długich, trudnych i męczących sześciu miesięcy. Będziemy zdobywali pieniądze, które wydamy na jedzenie, bądź jedzenie, które będziemy mogli zamienić na pieniądze. Celem gry jest uzbieranie, wymaganej przez postać, którą gramy (a do wyboru mamy ich pięć – Ilonę, Marcina, Lenę, Stefana i Wiewiórkę), odpowiedniej ilości pieniądza oraz gruzu, potrzebnego do sfinansowania jej marzenia. Dla przykładu: Ilona chce zebrać pieniądze na operację plastyczną, by stać się… jednorożcem.

Obrazek

Cała gra pachnie Iloną, jej podejściem do życia, kreską czy dowcipem, który zdążyliśmy już poznać dzięki internetowym (jak i drukowanym) komiksom. W grę trzeba zagrać przede wszystkim dla tego ostatniego właśnie. Nieraz zdarzy wam się leżeć na podłodze, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, przeczytawszy uprzednio opis danej karty. Gra jest przesiąknięta humorem na wskroś, przez co rozgrywka staje się niezwykle udana i powoduje bóle brzucha (ale te z kategorii przyjemnych).

Gra ma niestety jeden mały mankament. Jest dość czasochłonna, dlatego podczas dłuższej rozgrywki, gdy opisy kart powoli zaczynamy znać na pamięć – przez co już trochę mniej nas bawią – uczestnicy mogą zacząć się nudzić. Nie jest to więc pozycja na długie noce i kilka partii pod rząd. Za to zdecydowanie sprawdza się podczas wieczoru ze znajomymi.

Obrazek

Długą rozgrywkę urozmaicają jednak zwroty akcji, serwowane przez karty i opisy, czytane na głos, co sprawia, że staje się ona niezwykle zabawna i interesująca. Techniczny pomysł na również jest bardzo oryginalny, wcześniej niespotykany. Położona cyfra osiem, jako symbol nieskończoności, zaaranżowana na pokonywaną przez nas planszę, karty zaradności, dzięki którym mamy możliwość pojedynkowania się z innymi graczami, a także knowania misternych taktyk na wykorzystanie ich w przyszłości.

Wszystko to nadaje grze niepowtarzalny charakter. Nawet, gdy powoli zaczyna nam się nudzić, warto wypić kawę, herbatę bądź coś innego (co mają w zwyczaju spożywać studenci lub osoby świeżo po studiach, próbujący jakoś poradzić sobie w życiu, czyli bohaterowie tej gry), odpocząć chwilę i usiąść ponownie, by znów, czytając opisy kart, śmiać się z nich do rozpuku.

Obrazek

Istnieje także mała furtka. Ilona w instrukcji dała oficjalne pozwolenie na modyfikacje zasad rządzących „iGraniem z Gruzem”, więc może już niedługo pojawią się tworzone przez fanów mniejsze lub większe usprawnienia silnika, a wtedy nie będzie można mieć do gry naprawdę żadnych zastrzeżeń. Co nie zmienia faktu, że już teraz jest to tytuł obowiązkowy. Jak wiadomo – minuta śmiechu wydłuża życie o kolejne dziesięć. Więc śmiało można powiedzieć, że skrócicie sobie życie co najmniej o dzień, przechodząc w sklepie obok tej planszówki bez zainteresowania. A 130 zł to chyba niewysoka cena za wydłużenie sobie i swoim znajomym życia, czyż nie?

Dyskusja