Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Magiczna próba przetrwania – recenzja „Magisterium: Próba Żelaza“

„Ogień chce płonąć,
Woda chce płynąć,
Powietrze chce się unosić,
Ziemia chce wiązać,
Chaos chce pożerać.
Call chce żyć”.

Holly jest współtwórczynią serii „Kroniki Spiderwick“, Cassie napisała kilka serii popularnych wśród młodzieży (między innymi „Dary Anioła” oraz „Diabelskie Maszyny”). Poznały się przed dziesięciu laty podczas spotkania autorskiego Holly. Postanowiły wspólnie napisać opowieść o bohaterach i złoczyńcach, dobru i złu oraz o przeznaczeniu do wielkości – także tej niechcianej. Tak powstało „Magisterium”.

Call wiedzie zwykłe życie, jakie mógłby mieć każdy amerykański nastolatek. Z tą różnicą, że na świecie żyją magowie. A on jest jednym z nich. Każdy, kto posiada zdolności magiczne, jest zobowiązany do podjęcia próby wstąpienia do szkoły magii – tytułowego Magisterium. Nietrudno domyślić się dlaczego – niewyszkolony mag mógłby nieźle narozrabiać we współczesnym świecie. I chyba nikogo nie dziwi, że każdy nastolatek, który dostanie szansę na zamianę zwykłej szkoły na magiczną, chciałby ją wykorzystać.

Ale nie Call. Cóż, on sam może chciałby uwolnić się od nieprzychylnych kolegów ze szkolnej ławki i nudnego życia w mieście, ale jego ojciec ma inne zdanie. Alastair Hunt bowiem nienawidzi magów i wszystkiego, co z nimi związane. Call jest zmuszony okazywać posłuszeństwo swojemu jedynemu rodzicowi, a zatem musi postarać się o oblanie egzaminu wstępnego do Magisterium. Co wcale nie jest takie łatwe, gdy urodziło się czarodziejem…

Autorki wyraźnie wiedzą, jak zabrać się do powieści młodzieżowej. Książka napisana jest prostym, acz nieubogim językiem, który powinien być przystępny dla młodego czytelnika, a także przyjemny dla starszego. Ponadto porusza problemy typowe dla młodzieży, niezależne od tego, czy na świecie istnieje magia czy nie. Call boryka się z tym samym, przez co przechodzą nastolatki w dzisiejszych czasach – surowi rodzice, nieprzychylni koledzy, poszukiwanie akceptacji wśród rówieśników, a także rywalizacja z nimi. Bohater odkrywa, że przyjaźń może zarówno przyjść sama, jak i wymagać zapracowania na nią. Wielu nastolatków znajdzie w młodym magu odbicie swojej osoby (może z wyłączeniem kontrolowania żywiołów siłą umysłu).

Akcja toczy się dość spokojnym tempem, skupiając się na emocjach młodego Calluma, jego stosunkach z nowymi przyjaciółmi oraz sytuacją w Magisterium. W dialogach między uczniami autorki przeplatają historię wojny magów, która wpłynęła na los Calla zarówno pośrednio, poprzez postawę jego ojca, jak i bezpośrednio, o czym czytelnik przekonuje się na końcu.

No właśnie, na końcu. Ostatnie rozdziały stanowią silne zagęszczenie i przyśpieszenie akcji. Jej zwroty może nie zwalają z nóg, ale to przecież powieść młodzieżowa, a nie George R.R. Martin. Autorki wciąż potrafią zaskoczyć – i to całkiem pozytywnie.

Dużym minusem fabuły jest natomiast jej wyraźne przerysowanie. Nie sposób nie dopatrywać się w młodych magach przyjaciół Harry’ego Pottera. Nawet sam motyw szkoły magii we współczesnym świecie jest już znajomy. A czy Wróg Śmierci i jego związek z Callumem nie przypomina nam Voldemorta? Odrobinę…

Co może się wydać mniej ważne, lecz zadecyduje o tym, czy rzesza wzrokowców skusi się na zapoznanie z powieścią, do sięgnięcia po „Próbę Żelaza” zachęca nas przyjemna dla oka okładka typowa dla literatury młodzieżowej – kolorowa ilustracja z błyszczącymi elementami przybliża wygląd głównych bohaterów oraz antagonisty. Powieść jest wydana w miękkiej oprawie na papierze nieco ciemniejszym od bieli, nie rażącym dzięki temu oczu. Treść jest podzielona na rozdziały opatrzone numerami i niewielkimi ilustracjami w skali szarości, na szczęście nie odbiegającymi zbytnio stylem od okładki.

„Próbę Żelaza” czyta się bardzo łatwo i przyjemnie, nie zauważając nawet zmiany kolejnych rozdziałów. Dla młodych fanów fantastyki będzie to idealna pozycja, zaś starszym pozwoli na chwilę odpoczynku od mrocznego fantasy dla nich przeznaczonego. Niewątpliwym atutem autorek jest bardzo dobre – choć szablonowe – budowanie nastoletnich postaci i posługiwanie się bogatym językiem. Podstawowym minusem powieści jest powtarzalność motywów, które znamy już z wcześniejszych tytułów, takich jak – przede wszystkim – przygody Harry’ego Pottera. Jeśli nie zraża Was trochę odgrzewany kotlet bądź nie czytaliście Rowling, możecie śmiało sięgnąć po „Magisterium” i tylko czekać na wydanie kolejnych części.

Ocena: 4/5

Dyskusja