Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„Myślę, więc się samostanowię” – recenzja „Diaspory”

Nic nie jest wieczne, wszystko się zmienia. Nawet jeśli ludzkości mogłoby się wydawać, że jest w stanie osiągnąć status nieprzemijającej i dominującej rasy, ogrom wszechświata i zachodzących w nim zmian pokazuje, że człowiek jest niczym mrówka w trybach wielkiej maszyny.

W wieku trzydziestym ludzkość podzielona jest na odłamy, które jeszcze nigdy nie były sobie tak obce. Dawne spory na tle religijnym czy kulturowym już przed wiekami odeszły w zapomnienie. Obecnie panuje status quo pomiędzy statykami – ludźmi, którzy zachowali swe zwyczajne ciała – a mieszkańcami polis – serwerów, będących wielkimi zbiornikami danych, a jednocześnie sztucznym środowiskiem, w którym przebywają inteligentne istoty. Ci niegdyś zeskanowani i przetworzeni na wirtualne byty ludzie nie wiedzą już co to starzenie, a cielesna egzystencja pozostała dla nich tylko mglistym wspomnieniem. Ich potomkowie powstają jako wypadkowa danych dwóch (lub większej liczby) osób, a ich jaźń budzi się ze schematu protokołu zachowań obu rodziców, choć z uwzględnieniem drobnego marginesu losowych podzbiorów programów. Raz na jakiś czas powstaje jednak istota całkowicie sztuczna – pozbawiona rodziców Sierota. Jeszcze przed urodzeniem wyposażona w ogromną bibliotekę danych, jednak niedysponująca żadnymi wzorcami zachowań i wartości, będzie musiała nauczyć się życia w społeczeństwie pozbawionym cielesności. Mimo że ludzie ci posiadają uczucia jak w czasach przed powszechnym Indrodusem do sieci, są niemal całkowicie odizolowani od nielicznych społeczeństw pozostających w materialnym świecie. Jednak, czy zagrożenie, które nadejdzie z głębin kosmosu, mogące zakończyć byt całej ekosfery ziemskiej, może zmusić zobojętniałe na swoje wzajemne istnienie odłamy społeczeństwa do porozumienia?

Greg Egan, australijski pisarz i programista, w swojej powieści „Diaspora” porusza wiele problemów w widoczny sposób zahaczających o takie dziedziny nauki jak matematyka, astrofizyka czy psychologia. Już od pierwszych rozdziałów można zauważyć rozważania nad tym, w jakim kierunku może nastąpić rozwój ludzkości. Egan rysuje przed czytelnikiem wizję odizolowanych społeczeństw zbudowanych na innych podstawach, kierujących się różnorodnymi wartościami etycznymi i bazujących na odmiennych doświadczeniach. Różnice pomiędzy statykami, którzy postanowili pozostać „prawdziwymi” ludźmi bez zmian w genotypie, a przystosowanymi do życia w różnych warunkach, umiejącymi oddychać pod wodą, nieposiadającymi umiejętności mowy i innymi zmodyfikowanymi odłamami ludzkości nie są tak wielkie, jak pomiędzy nimi, a wirtualnymi mieszkańcami polis oraz Gleisnerami – robotami wyposażonymi w sztuczną inteligencję, które również rozwinęły swoje zachowania społeczne. Wszystkie te frakcje są tak daleko od siebie pod względem samoświadomości, że kontakt często okazuje się trudny lub wręcz niemożliwy. Autor w ten sposób zadaje proste pytania: jaka jest granica ludzkości? oraz: co oznacza bycie człowiekiem? Które oblicze posthumanizmu (bo trudno zaprezentowane tutaj wizje naszych potomków z przyszłego tysiąclecia nazwać inaczej) sprawia, że człowiek jest jeszcze człowiekiem? Czy granica zaciera się, kiedy stworzony sztucznie program nie różni się niczym od „normalnej” osoby? Czy życie warunkowane jest poprzez samookreślenie?

,

W treści książki wyraźnie widać odniesienia do pól pracy zawodowej autora, czyli informatyki oraz matematyki. Dla osób niezaznajomionych z tymi dwoma dziedzinami oraz astrofizyką „Diaspora” może okazać się twardym orzechem do zgryzienia. Kolejne akapity przepełnione są teoriami naukowymi, a zrozumienie przebiegu fabuły nie jest możliwe dla osób niemających choć śladowego pojęcia o działaniu czarnych dziur i znajdujących się w nich osobliwości, istocie gwiazd neutronowych oraz tych, którzy nigdy nie słyszeli wyrażeń pokroju „kolaps grawitacyjny”. Choć autor przyzwyczaił swoich fanów do tego, że jego proza zwykle wymaga od nich wiedzy z podobnych dziedzin i ogromnego skupienia podczas lektury, „Diaspora” ewidentnie należy do jego najbardziej przepełnionych naukowością osiągnięć.

Całości dopełniają: dobra jakość wydania (opisywana powieść należy do cyklu „Uczta wyobraźni”, charakteryzującego się twardymi oprawami i dobrym gatunkowo papierem) oraz świetne tłumaczenie. Wydawnictwo Mag w tym przypadku postanowiło zaufać jednemu z najbardziej doświadczonych i utalentowanych tłumaczy inteligentnej fantastyki, czyli Michałowi Jakuszewskiemu. Do tego w całej książce można wypatrzeć może ze dwie literówki pominięte przez korektę, co w przypadku tak skomplikowanego i operującego licznymi naukowymi terminami tekstu jest i tak dobrym osiągnięciem.

Polecam zatem „Diasporę” wszystkim fanom dobrego science-fiction, bazującego nie tyle na akcji, co na ciekawej wizji przyszłości, skomplikowanych rozmyślaniach na temat istoty egzystencji oraz naukowych teoriach. Niestety dla osób nieorientujących się choć troszkę w obecnych odkryciach (choć sama książka powstała kilkanaście lat temu!), może ona pozostać nieosiągalna w zrozumieniu treści, jednak każdy, komu rozważania na temat podziału kwarków pod wpływem ekstremalnej grawitacji nie są straszne, powinien docenić nowo wydany na naszym rynku utwór Grega Egana. Polecam każdemu, kto lubi pobudzić szare komórki do ciężkiej pracy podczas poznawania kolejnych aspektów świata przyszłości.

Ocena: 5/5

Dyskusja