Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Pieprzę Bruklin, kocham Pruszklin! – recenzja „Siepaczy bogów”

Fantasy z domieszką socjalizmu i pruszkowskiej mafii to połączenie nietypowe i –prawdopodobnie – ryzykowne, a także przywodzące na myśl teksty Terry’ego Pratchetta, którego jednak trudno byłoby naśladować. Wszak Pratchett może być tylko jeden. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby pójść w podobnym kierunku. Tam właśnie podążył Eric Absinthe – autor „Siepaczy bogów” – i podróż ta wyszła mu na dobre.

Historia toczy się we Wszechziemi – świecie mocno skorumpowanym, gdzie władzanależy doosób o największych wpływach, zdobytych po zakończeniu Mrocznej Wojny. Podobnie jak w powojennej Polsce, tutaj także socjalizm mocno wpływa na losy quasi-średniowiecznej, fantastycznej krainy. Wykorzystując ten stan rzeczy, bezwzględni członkowie Kasty Skrytobójców (przywodzącej początkowo na myśl skojarzenie z cechem wiedźmińskim) z Pruszklinu żerują na wszystkich i wszystkim, a jedyną osobą, która może się im przeciwstawić, jest Asasyn Duch, o ile tylko nie zakończy on przedwcześnie swojego żywota.

Początkowo podróż, którą serwuje nam pisarz, może się nieco dłużyć. Na szczęście szybko się rozpędza i prowadzi nas w zupełnie niespodziewanym kierunku. Co ciekawe i oryginalne (nie jest to wszakże gra paragrafowa, a –z pozoru –zwykła powieść) cel podróży nie jest z góry upatrzony. Autor oferuje nam bowiem dwa zakończenia i to od wyborów czytelnika w trakcie lektury zależy, do którego dotrze. Absinthe uwierzył w inteligencję i wyobraźnię odbiorców swojego dzieła, pozwalając im decydować o dalszych losach bohaterów. Daje to przyjemne uczucie bycia uczestnikiem przedstawionych wydarzeń, a nie tylko dzieckiem prowadzonym za rączkę od początku do końca.

Temat wyborów jest wart rozwinięcia. Po opisach pojawiających się w sieci ciężko określić, czy „Siepacze bogów” to powieść czy może gra paragrafowa albo coś nowego, mieszczącego się pomiędzy tymi dwoma typami. Po wzięciu książki do ręki zagadka ta szybko się rozwiązuje. Już po spisie treści i pobieżnym przejrzeniu zawartości widać, że strukturą dzieło odpowiada powieści. Jednak co kilka rozdziałów pojawia się miejsce na „decyzję fabularną czytelnika”. Jest to nic innego, jak opis sytuacji i miejsce na podjęcie działań, o których decyduje czytający. Pojawiają się dwa wyjścia – jedno określone jako ŚWIATŁO, drugie jako MROK. Zakończenie całej historii zależy od tego, czy więcej decyzji zostało podjętych w duchu światłości i prawdy czy też honoru i bez emocji. Oba finały mogą okazać się równie satysfakcjonujące.

Ponadto opowieść o Duchu przepełniona jest barwnymi postaciami i płomiennymi romansami. Mieszkańcy Wszechziemi, otumanieni propagandą systemu, niejednokrotnie bawią. Wydają się być przerysowani, w rzeczywistości jednak wcale nie są nadzwyczajni. Wręcz przeciwnie – są zwykłymi ludźmi. Piją na umór, mają dylematy moralne, żyją w ubóstwie albo bezmyślnie wierzą głośno krzyczącym politykom i wszyscy, bez wyjątku, boją się mafii. Oprócz tych zwykłych, szarych ludzi, przemierzając karty powieści, spotkamy również wielu różnorodnych bohaterów, którzy na długo zostają w pamięci. Tak jest chociażby z Milicją Rycerską, wróżbitą Darjo czy Madame Fox – burdelmamą z zasadami.

„Siepacze bogów” to nie tylko błyskotliwy koncept i wybuchowa mieszanka. To świetny pomysł, bardzo dobrze przemyślany i napisany.Autor operuje językiem z wyraźną łatwością. W opisach i dialogach niczego nie brakuje, chociaż są napisane dosyć oszczędnie. Podobnie ma się sprawa zarysu charakterów postaci pojawiających się w historii. Teoretycznie jest w nich wszystko co niezbędne, a jednak chciałoby się nieco więcej. Przy takiej objętości tekstu zupełnie to nie dziwi. Opisując tak wiele zdarzeń na zaledwie 200 stronach, trudno byłoby zawrzeć bardziej szczegółowe charakterystyki postaci. Pomimo tej oszczędności powieść czyta się dobrze i od pewnego momentu wręcz nie można się od niej oderwać. Eric Absinthe wykonał zatem kawał dobrej roboty.

Trzeba też przyznać, że lektura ta bawi i sprawia ogromną przyjemność. Pisarz niejednokrotnie puszcza oko do czytelnika, nawiązując do różnych wydarzeń czy postaci z historii Polski, ale także z popkultury. Przedstawia je często w sposób karykaturalny i humorystyczny. O ile czytelnik będzie spostrzegawczy z pewnością nieraz rozbawi go odnaleziona gra skojarzeń czy momentami absurdalny humor. O tym jednak trzeba przekonać się na własnej skórze.
Nie jest to może ponadczasowe arcydzieło, ale z pewnością książka bardzo dobra. Przyciąga okładką, wciąga treścią i zaskakuje, a także bawi – bohaterami, wszelkimi smaczkami, żartami i nawiązaniami. Aż żal, że kończy się tak szybko. Pozostaje tylko czekać na kolejne propozycje autora.

Ocena: 4.5/5

Dyskusja