Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Plastikowy worek śmiechu – recenzja „Plastikowego worka. Tom 1: Iskra zapalna”

Zakapturzona postać w białych skarpetkach, czarnych butach (dresiarskie faux pas!) i z gniewnym spojrzeniem spluwa na chodnik, dzierżąc dumnie puszkę pełną – nieco ciepłego już – Bison bonasus. Chętnie rozwiąże problemy ludzi od niej mniejszych oraz zdecydowanie słabszych fizycznie. Wagon pociągu, stado studenciaków; do przedziału wchodzi starsza pani, a żadna z osób nie ustąpi miejsca – ba! – nawet jej nie zobaczy, ponieważ jest zajęta rozmyślaniem nad tym, który słoik od mamy otworzy jako pierwszy. Skąd biorą się tacy ludzie? Zarzewie zła jest tylko jedno, a o nim więcej można wyczytać w „Iskrze zapalnej”. Oto, jak powstaje mrok!

„Plastikowy worek” to seria, z której w Polsce dotychczas ukazały się dwa tomy: „Iskra zapalna” oraz „Języki ognia”, a kolejne dwa są w przygotowaniu. Za wypuszczenie na polski rynek tych dzieł odpowiada wydawnictwo FINGER_MARKS. Skupiło się ono – jak na razie – jedynie na dziełach Thomasa Joada, gdyż prócz książek wymienionych wcześniej, wydało także zbiór opowiadań pt. „Zmęczenie materiału” tego samego autora. Czemu skoncentrowano się jedynie na tym pisarzu? Członkowie wydawnictwa uważają, że są to świetne pozycje, więc postanowili zaprezentować je Polakom, a robią to – między innymi – za pomocą sklepu internetowego czy wyjeżdżania do czytelników z własnym stoiskiem (było tak na przykład podczas Pyrkonu). Jak sami piszą o pierwszych dwóch tomach: „albo je znienawidzicie, albo pokochacie”.

„Iskra zapalna” opowiada o tym, jak demonica Lucy Fear (wraz ze swym pokracznym sługą, zwanym Bravko) postanawia stworzyć kolejnego sługę piekła, który będzie siał na ziemi śmierć i pożogę, niczym inwazja obcych czy ZUS. Po barwnym procesie kreacji, dokładniejszym niż instrukcja montażu mebli z Ikei, powstaje ON! Rip Van Dal – uosobienie mroku, grzechu, azbestu, tanich kebabów i wszystkiego tego, co szkodzi ludzkości. Człowiek twardszy niż „najtwardszy twardziel z zatwardzeniem”! Główny (anty)bohater, jak jest nazywany w książce, para się zabijaniem na zlecenie (lub ze względu na własne zachcianki), przepijaniem zarobionych pieniędzy, chędożeniem kobiet niezbyt ciężkich obyczajów oraz chowaniem się przed policją. Krótko mówiąc – dzieło nie ma szans na zostanie lekturą szkolną w podstawówce.

Wydarzenia umiejscowiono w Mieście. Mimo iż tą nazwą czytelnik musi się zadowolić, to jednak są powody, by sądzić, że owo Miasto leży gdzieś na terenie Stanów Zjednoczonych. Dlaczego? Thomas Joad wspomina w swym tworze o Los Angeles, Rip zarabia zielone banknoty, a ponadto nosi na głowie bandanę i jeździ sporym samochodem terenowym. Ilu polskich bandziorów ma taki styl? Amerykańskie filmy akcji od lat wpajają nam ten właśnie wizerunek gangstera. Jednak nie geografia jest tu najważniejsza. Istotny jest świat przedstawiony – otoczenie Van Dala jest pełne kurzu, wymiocin, krwi, kłamstwa, mordu, zabawek bez atestu, korupcji i skandali. Pisarz prezentuje krajobraz, w którym Mordor uchodzi za piecyk kaflowy z pluszowymi misiami w środku. Bezwzględnie wszystko jest spaczone i złe. Spowiedź mieszkańca tego padołu łez jak nic trwa co najmniej godzinę (o ile udaje pobożnego i chadza do świątyni).

Skryba skrzętnie buduje historię za pomocą dwudziestu opowiadań, podzielonych na rozdziały. Niektóre prezentują wydarzenia oczami głównego bohatera, kolejne – aspiranta Vaseliny, a inne – z pozoru przypadkowych postaci, lecz za każdym razem dzieje się to nie bez powodu. Choćby najmniejsza opowiastka znalazła się w książce celowo, gdyż jest istotnym elementem całości, wpływającym na wczucie się w klimat dzieła. A atmosfera jest równie ciężka jak stali bywalcy McDonaldsa. Strony przepełnia ogromna ilość brutalności i dobrego humoru. Absurd, nabijanie się z urzędników (złooo!) oraz nieprawdopodobne sytuacje są kwintesencją „Iskry zapalnej”. Członkowie wydawnictwa nie bez kozery pisali, że książkę albo się kocha, albo nienawidzi. Rodzaj żartów musi trafić w gust, snob raczej się nie uśmieje, zaś ktoś, kto ma w sobie krztę poczucia humoru (momentami bardzo prostego, bo o górnolotności niektórych żartów raczej nie można mówić) powinien być zadowolony. Oczywiście w tej sytuacji nie wolno narzekać, że dzieło jest prymitywne! Taki świat był zamierzony, a ten rodzaj wygłupów pasuje do całości. Ponadto na początku każdego opowiadania (pod tytułem) znajduje się sugerowany utwór muzyczny, polecany podczas czytania tego tekstu. Znacznie wpływa to na atmosferę i warto korzystać z tego dobrego pomysłu.

Jak jest zabójca na zlecenie, to musi być wartka akcja. I tak, i nie. Przygód jest co nie miara, lecz są one spowalniane obfitymi opisami. Thomas Joad uwielbia zabawne metafory i porównania, a dialogów w niektórych rozdziałach jest jak na lekarstwo. To jednak nie sprawia, że książkę męczy się przez kilka miesięcy. Czyta się ją sprawnie i z uśmiechem na ustach. Można wierzyć lub nie, lecz tak, jak wiele osób śmieje się do wyświetlaczy telefonów podczas odczytywania SMS-ów, tak można szczerzyć się do zadrukowanych stron. Pisarz potrafi zaskoczyć nieprzewidywalnymi okolicznościami, a – nie kłamiąc – ćwierć pozycji można umieścić w Wikicytatach, bo jest tam murowany cytat na cytacie.

Dzierżąc w dłoniach pierwszy tom z serii „Plastikowy worek”, można wyczytać w opisie, że jest on ukłonem w stronę każdego bibliofila. Co FINGER_MARKS oferuje za trzydzieści pięć złotych? Twarda okładka jest plusem, na dodatek zdobi ją praca Jacka Michalskiego, którego ilustracje znalazły się w książce. Czerń i biel oraz brak idealnego odwzorowania postaci świetnie pasują do opowiadań, więc zaangażowanie tego rysownika okazało się doskonałym posunięciem. Jakby tego było mało, szokujące doznania wzrokowe serwuje nam sam font. Comic Sans MS w pierwszym momencie dziwi i sprawia, że obcowanie z lekturą jest nieco innym doznaniem, zwłaszcza dla tych przyzwyczajonych do standardowego rozwiązania. Jednak im dalej w las, tym lepiej rozumie się, że font pasuje do powagi przedstawionych historii. Wzrok, rzecz jasna, nie jest jedynym zmysłem zaangażowanym w odbiór książki. Niejeden czytelnik zauważy, że strony nie mają klasycznej grubości – wybrano grubszy papier, potęgujący wrażenie, że zadbano o klienta. Na deser dodano zakładkę (cienką, jak paragon wydawany w monopolowym) oraz miniplakat (wielkości A5) z grafiką z okładki zbioru opowiadań „Zmęczenie materiału”. Nie spartolono roboty (jak to Ripowi się zdarza)!

Naszła Cię ochota na coś lekkiego i zabawnego? Lekarze i farmaceuci polecają książkę Thomasa Joada pod tytułem „Plastikowy worek. Tom 1: Iskra zapalna”. Dawkować można bez umiaru, a nawet popijanie alkoholem jest dozwolone. Jeśli produkt się skończy, należy kupić kolejny tom.

Ocena: 5/5

Dyskusja