Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Romeo i Julia z równoległego świata – recenzja pierwszego tomu „Snów bogów i potworów”

„Dawno, dawno temu
anioł i diablica
przycisnęli dłonie do serc
i rozpętali apokalipsę.”

Wydawałoby się, że moda na „anielskie romanse” przebrzmiała już jakiś czas temu, jednak Laini Taylor – autorka cyklu „Córka dymu i kości” – postanowiła temu zaprzeczyć, kontynuując rozpoczętą w 2011 roku opowieść właśnie w tych klimatach. Pierwsza część jej najnowszego dzieła, zatytułowanego „Sny bogów i potworów”, to napisana z myślą o młodych czytelnikach historia Romea i Julii z równoległej rzeczywistości, wpasowana jednak niezbyt naturalnie i trochę niepotrzebnie w nurt „mody na anioły”.

W przytoczonych na początku książki, jeszcze przed stroną tytułową, fragmentach recenzji –pochodzących z popularnych amerykańskich magazynów – najczęściej powtarzają się peany opiewające piękno języka, bogactwo świata przedstawionego i niezwykłość wyobraźni pisarki. Pojawiają się tutaj również opinie, według których „Sny bogów i potworów” to „epokowe literackie odkrycie”. Jednak o ile powieść rzeczywiście odznacza się wieloma cechami, które mogą zauroczyć, o tyle twierdzenia, jakoby Laini Taylor „stworzyła nowy gatunek prozy fantastycznej” wydają się już mocno przesadzone.

Liryczna opowieść nie tylko o miłości

Wbrew pozorom „Sny bogów i potworów” to nie tylko typowy ckliwy romans paranormalny, przeznaczony wyłącznie do wyrywania z ust nastoletnich dziewcząt rozmarzonych „ochów” i „achów”. Wątek romansowy rzeczywiście stanowi motor napędowy głównej osi fabuły, ale nie dominuje jej całkowicie. Książka Laini Taylor to przede wszystkim opowieść o emocjach – różnych, nie wyłącznie tych z założenia właściwych dla romansu. Autorka pięknym, lirycznym językiem opisuje nie tylko rozterki sercowe bohaterów, ale również ich poczucie wyobcowania, samotności w tłumie, wrażenie rozdarcia pomiędzy obowiązkiem a uczuciami, zmagania z ustalaniem własnych hierarchii wartości, poszukiwaniem siebie i swojego miejsca w świecie. Opowiada o przyjaźni, odwadze, gniewie, więziach rodzinnych i plemiennych, zderzeniu różniących się od siebie kultur.

Jej opisy potrafią fascynować poetyckością, emocjonalnością i specyficzną „magiczną aurą”. Szczególnie zachwycają te dotyczące przestrzeni, rekwizytów i przeżyć wewnętrznych postaci. Przyjemnie czyta się monologi wewnętrzne bohaterów (zabieg często stosowany przez pisarkę) – niektóre z nich mogą skłonić do refleksji nie tylko docelowego młodego czytelnika, ale i tego starszego, bardziej dojrzałego.

Gdyby gdzieś obok naszego świata istniały inne, równoległe…

Ogromną zaletą powieści Laini Taylor jest ciekawy świat przedstawiony – znacznie bardziej oryginalny i bogaty, niż można by się spodziewać po „anielskim romansie”. Pomysł opiera się na istnieniu równoległych rzeczywistości, które w pewien (nie do końca wyjaśniony) sposób się przenikają. Da się między nimi przemieszczać bez większych trudności, a ich mieszkańcy chętnie z tych możliwości korzystają, gdy zachodzi taka potrzeba. Pisarka nie poświęciła wiele uwagi objaśnieniu konstrukcji wykreowanego przez siebie świata, prawdopodobnie sądząc, że takie rozważania okażą się zbyt skomplikowane albo mało interesujące dla młodego czytelnika. Zarysowała jednak różnice między dwiema rzeczywistościami, w jakich osadziła akcję książki i wzajemne zależności łączące ich mieszkańców.
Akcja utworu rozgrywa się w dwóch równoległych wątkach. Jeden opowiada o przybyciu do naszego świata istot z innego wymiaru i ten wydaje się ciekawszy, lepiej poprowadzony, przedstawiony w bardziej realistyczny sposób. Drugi – dotyczący wydarzeń dziejących się w obcym świecie, zamieszkujących go istot i łączących je relacji – sprawia wrażenie mniej wiarygodnego i nie tak dopracowanego. Chwilami brak tutaj konsekwencji, wnikliwy czytelnik nie uzyskuje odpowiedzi na wiele nurtujących go pytań.

Ciężko zrozumieć, dlaczego autorka zdecydowała się na dość sztuczne i wprowadzone jakby na siłę utożsamienie mieszkańców innej rzeczywistości – wielu rozmaitych i różnorodnych klanów tzw. chimer oraz drugiego gatunku, równie niejednorodnych kulturowo, obcych istot – z aniołami i demonami Konstrukcja świata przez nią stworzonego w żaden sposób – prócz właśnie takiego nazewnictwa – nie wskazuje na nawiązania do mitologii judeochrześcijańskiej, opiera się na zupełnie innych zasadach i rządzi się własnymi prawami, nomenklatura pozostaje więc kompletnie niezrozumiała. Takie posunięcie psuje nieco efekt bardzo interesującej kreacji obcych cywilizacji z alternatywnej rzeczywistości.

Językowe niekonsekwencje

O ile język opisów ma w sobie wiele uroku, o tyle już dialogi wydają się sztuczne, mało wiarygodne i nieszczególnie błyskotliwe. Brak im naturalności języka mówionego. Obfitują w liczne niekonsekwencje, takie jak powitania „Cześć!” albo okrzyki „Boże!” czy (jeszcze lepiej!) „Chryste!” w ustach chimery – istoty z innego świata, której lud posiada własną, wielokrotnie wspominaną, intrygującą religię, a także swój język. Autorka z jednej strony stara się podkreślać tę odrębność kulturową mieszkańców równoległej rzeczywistości, zdradza szczegóły dotyczące ich mowy, zwyczajów, kultu, z drugiej zaś – postaciom często wyrywają się zachowania językowe zupełnie do nich nieprzystające. Chimery i „anioły” Laini Taylor czasem po prostu zapominają się i zaczynają mówić językiem właściwym dla docelowego czytelnika – młodego współczesnego człowieka. Tendencję tę jeszcze wyraźniej widać we fragmentach o zabarwieniu humorystycznym, dowcipach zawartych w dialogach. Typ humoru, jaki wybrała pisarka, zupełnie nie pasuje do przedstawionej rzeczywistości, opisywanych postaci ani lirycznego, epatującego emocjami języka opisów i monologów wewnętrznych.

Wrażenie niekonsekwencji językowej pogłębiają dodatkowo – niezbyt wprawdzie częste, ale dość jaskrawe i w pewien sposób zabawne – błędy tłumacza, w rodzaju „gocki” zamiast „gotycki”. Wszystkich tych niedociągnięć młodzież – do której przecież skierowana jest lektura – lub czytelnik mało wnikliwy, skupiony na wartkiej akcji i pięknie opisów, być może nie zauważy. Wystarczy dać się porwać opowieści, aby nie zepsuły one radości z lektury. Uważniejszych albo bardziej wyrobionych czytelników takie mankamenty mogą jednak razić.

Szata zdobi książkę

Warto też zwrócić uwagę na oprawę graficzną wydania, która bardzo dobrze pasuje do typu lektury, jaki zaserwowało czytelnikom wydawnictwo Amber. Grafika okładkowa świetnie współgra z nastrojem powieści. Widoczna na niej skryta w cieniu postać wydaje się integralną częścią świata przedstawionego, choć nie przypomina zbyt wyraźnie żadnego z bohaterów – co w tym przypadku wcale nie jest wadą. Najmocniej intryguje jednak kolorystyka. Nie jest, jak można by się spodziewać, ciemna, mroczna i ponura. Dominują w niej odcienie żółci i złota, tylko subtelnie uzupełnione srebrem, szarością, czernią i bielą. A jednak – mimo przewagi jasnych, ciepłych, słonecznych barw – ilustracja emanuje aurą tajemniczości, wydaje się niepokojąca…

Laini Taylor z pewnością nie „odkryła nowego gatunku”, jej proza nie jest też „klejnotem literackim” (bo i takie stwierdzenie pojawia się wśród przytoczonych na początku tomu opinii), jednak niewątpliwie udało jej się stworzyć świat ciekawy i oryginalny, opisany specyficznym, indywidualnym stylem, zdolnym zachwycić. Autorka dysponuje zarówno interesującym pomysłem, jak i sprawnym warsztatem, ale być może niewystarczająco poważnie potraktowała swoich czytelników. Czyżby uznała, że skoro kieruje powieść do ludzi młodych, nie musi wkładać wiele pracy w konsekwentne budowanie obrazu świata, także językowego?

Ocena: 3.5/5

Dyskusja