Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

„A niech ich Kresimir pokarze! Powinni znać wartość ksiąg!” – recenzja „Obietnicy krwi”

Obalenie króla, prochowi magowie, Uprzywilejowani, Strażnicy, walka o władzę i… tajemnica pewnej przepowiedni. Jeżeli dodamy do tego konflikty wojenne, paletę różnorodnych postaci i wątek niespełnionej miłości, to mamy przepis na napisanie świetnej powieści, w której świat wykreowany przez autora jest bardzo rzeczywisty (mimo elementów magii). Zatem zachwyt nad tym debiutem jest bardzo uzasadniony.

Marszałek polny Tamas, wspólnie z radą współspiskowców, dokonuje zamachu stanu w Adro. Prawie cała kamaryla królewska zostaje wymordowana, a władca Manhouch Dwunasty osądzony i skazany na śmierć. Rządy wreszcie zostaną oddane ludowi, a Adro narodzi się na nowo jako kraina niezadłużona u sąsiadów, bez głodujących mieszkańców oraz bogacących się i niepraworządnych szlachciców. Coś jednak nie daje spokoju Tamasowi – są to ostatnie, tajemnicze słowa, wypowiadane przez żołnierzy kamaryli: „Nie możesz złamać Obietnicy Kresimira”.

Na arenie wydarzeń pojawiają się nowi zawodnicy, oczywiście nie z własnej woli. Są to między innymi: Adamat, były detektyw, wynajęty przez głównego spiskowca w celu rozwiązania zagadki czy Taniel, prochowy mag i syn marszałka, ścigający Rozalię, jedyną Uprzywilejowaną, która zdołała zbiec z pałacu w czasie zamachu. Każdy z bohaterów musi się spieszyć z wykonaniem misji, ponieważ w powietrzu wisi konflikt Adro z królem Ipillem, władcą sąsiadującego państwa Kezu. Dodatkowo bunt wszczynają resztki szlachty, a wrogowie – w tym potężna starożytna czarodziejka – czyhają na każdym kroku.

„Obietnica krwi” to pierwsza część trylogii „Magów Prochowych”. Kraina stworzona przez autora jest ukazana w sposób szczegółowy: od charakterystyki danych budowli, przez wybrane miejsca batalii, po krainy geograficzne. Na szczęście McClellan nie skupia się na dłuższych opisach na kilka stron, co jest plusem powieści. Z kolei postacie pierwszo-, jak i drugoplanowe są skrupulatnie przypisane do swoich ról. Pisarz prezentuje paletę określonych cech charakterów, jak i ludzkich odruchów. Nie wszyscy pragną zagarnąć skarby czy władzę tylko dla siebie. Wciąż pozostają ci sprawiedliwi, dla których lud jest najważniejszy.

McClellan świetnie operuje także akcją. Mimo kilku wątków głównych i pobocznych (niekiedy także istotnych dla całej powieści), czytelnik wcale nie powinien się nudzić. Wręcz przeciwnie – każdy kolejny rozdział coraz bardziej wciąga w klimatyczny konflikt potęg, walk, intryg, kryminalnych spraw i moralnych problemów. Bo jak inaczej nazwać miłość starego ojca-marszałka do syna, matczyne odruchy służki skierowane do ostatniego żyjącego krewnego króla Manhoucha, dylemat zabicia starego przyjaciela czy zmagania Taniela z nieszczęśliwą miłością. Bohaterowie mogą świetnie posługiwać się bagnetami, szablami, strzelbami powietrznymi, prochem, Nieświatem i wybranymi zaklęciami, jednak ludzkie odruchy wciąż pozostają.

Co ciekawe, w powieści fantasy zdarzają się niekiedy zabawne momenty, w czasie których na Waszych twarzach na pewno zagości uśmiech (chociażby spotkania marszałka z diukiem Nikslausem czy szalone ekscesy związane z nowym kuchmistrzem, Mihalim). Jest ich niewiele, jednak warte są odnotowania i w pewnym sensie stają się przyjemnymi akcentami dla fabuły.

Zapraszam do krainy Dziewięciu, gdzie walka o lepsze jutro miesza się z magią i wiarą w Kresimira, a bohaterowie (mimo różnych mocy i umiejętności) nie wiedzą tak naprawdę, jaki czeka ich los. I czy stara legenda będzie miała w sobie ziarenko prawdy?

„Obietnica krwi” Briana McClellana wydana nakładem Fabryki Słów jest już dostępna w polskich księgarniach, a ja zacieram ręce i czekam na drugi tom pt. „Krwawa kampania”.

Ocena: 5/5

Dyskusja