Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Gdyby Jane Austen pisała faerie tales… – recenzja książki „Damy z Grace Adieu”

… z pewnością byłyby to opowieści oryginalne, pobrzmiewające echem Braci Grimm, ale mniej brutalne i naturalistyczne, za to lżejsze i bardziej po wiktoriańsku egzaltowane.

Jane Austen wprawdzie nigdy nie napisała niczego w tym stylu, jednak znacznie później ktoś inny wpadł na dokładnie taki pomysł i postanowił to nadrobić. A mianowicie Susanna Clarke – współczesna brytyjska pisarka, autorka bestsellerowej powieści „Jonathan Strange i Pan Norrel”. Oprócz rozbudowanej historii o magach-dżentelmenach, Clarke popełniła także (i wcześniej, i później) całe mnóstwo krótkich form. Kilka z nich tworzy zbiór opowiadań w bardzo nietypowym stylu, zatytułowany „Damy z Grace Adieu”, w Polsce wydany już po raz drugi.

Magiczna i romantyczna

„Damy z Grace Adieu” to przede wszystkim bardzo oryginalny kolaż form, konwencji i inspiracji. W różnym natężeniu i proporcjach w poszczególnych opowiadaniach pobrzmiewają echa różnorodnych gatunków i rozmaitych, dobrze znanych dzieł kultury: popularnych legend i podań, wierzeń ludowych, dziewiętnastowiecznej powieści społeczno-obyczajowej, powieści gotyckiej czy weird tales. Autorka, niewątpliwie obdarzona lekkim piórem, umiejętnie i zgrabnie łączy wszystkie te elementy w spójną, harmonijną całość.

W zbiorze znalazły się historie z pozoru obyczajowe, pisane swobodnym, błyskotliwym stylem prozy wiktoriańskiej, bardzo dosłowne nawiązania do ludowych wierzeń, a także – zgrabnie zawoalowane lub też zupełnie jawne – odwołania do innych dzieł literackich (m. in. „Fairy Lore. A Handbook” D.L. Ashlimana, Baśni braci Grimm czy „Gwiezdnego pyłu” Neila Gaimana). Pojawiają się postacie historyczne, wdzięczne dla literatury i chętnie przez nią eksploatowane, takie jak Maria Królowa Szkocji, amerykański prezydent Thomas Jefferson czy generał z czasów wojny secesyjnej Philip Sheridan, jak również te znane z „Jonathana Strange’a i Pana Norrela”. Nad tymi licznymi, różnorodnymi elementami unosi się oddany realistycznie i z olbrzymim pietyzmem duch epoki.

Kwintesencja angielskości

Akcja wszystkich opowiadań osadzona została w nietypowej rzeczywistości – wspaniale skonstruowanym połączeniu elżbietańsko-wiktoriańskiej Anglii z umiejętnie wplecionym elementem mityczno-fantastycznym. Jest to dokładnie to samo uniwersum, w jakim rozgrywa się fabuła „Jonathana Strange’a i Pana Norrela”, ale ukazane z nieco innej strony. Mniej tu elegancji i „salonowości” Londynu, mniej odwołań do sztuki magicznej, takiej jaką parali się bohaterowie powieści, więcej natomiast folkloru i prowincjonalności.

Taki właśnie świat przedstawiony autorka odmalowała barwnym, subtelnym, pełnym uroku językiem. Oprawiła go w baśniową logikę snu i delikatnie okrasiła aurą tajemniczości oraz lekko niepokojącym nastrojem.

„Damy z Grace Adieu” z pewnością zachwycą miłośników kultury i tradycji anglosaskiej. To prawdziwa kwintesencja wszystkiego, co brytyjskie – magii, stylu i humoru… I bohaterowie –typowi Brytyjczycy w niezwykle naturalny sposób zaglądający od czasu do czasu za zasłonę światów, do niesamowitego Faerie – typowo anglosaskiego magicznego światka, zamieszkiwanego przez ekscentrycznych przedstawicieli „ukrytego ludu”.

, Język autorki to przepiękna zabawa słowem, połączenie najbardziej charakterystycznych cech angielszczyzny (czasami nieco archaicznej, ale w stopniu w pełni zrozumiałym dla przeciętnego odbiorcy), czego można łatwo domyślić się dzięki doskonałemu tłumaczeniu. Małgorzata Strzelec perfekcyjnie przełożyła te „typowo angielskie” tendencje na język polski, nie zatracając przy tym ich specyfiki, a to prawdziwa sztuka! We wszystkich tekstach zbioru czuć to dziewiętnastowieczne, brytyjskie zadęcie, przedstawione jednak nie-do-końca-serio, z lekkim przymrużeniem oka.

Proza Susanny Clarke jest tak angielska, że już chyba bardziej się nie da! Przywodzi na myśl konwencję doskonale znaną z twórczości starszych i wybitniejszych pisarzy z „kręgu oxfordzkiego”.

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat!

„Damy z Grace Adieu” urzekają przede wszystkim klimatem – nietypowym, niepowtarzalnym, niesamowitym. Być może nie jest to lektura pozostająca w pamięci na długie lata, jednak potrafi przetrzymać czytelnika w mocy swojego uroku od pierwszej do ostatniej strony, a nawet nieco dłużej.

Niezależnie od tego czy styl Susanny Clarke przypadnie czytelnikowi do gustu, czy też niespecjalnie, nie sposób odmówić autorce kunsztu pisarskiego. Zgrabna żonglerka konwencjami i nawiązaniami, indywidualność stylu, lekkość snucia opowieści, umiejętność budowania nastroju tajemniczości, bardzo subtelnej grozy i niezwykłości oraz odpowiednio odmierzona dawka typowo brytyjskiego humoru – to podstawowe zalety twórczości tej pisarki.

Dodatkowym smaczkiem jest doskonale wprowadzony poziom metatekstowy – umiejętnie wkomponowane w treść, liczne odwołania do fikcyjnych dzieł. Pojawiają się one w postaci cytatów, przypisów, a przede wszystkim przedmowy, którą „opatrzył” zbiór niejaki profesor James Sutherland, kierownik studiów nad Sidhe. Susanna Clarke nie tylko wie, z jakich inspiracji warto czerpać garściami, ale potrafi również bardzo zgrabnie fabrykować nieistniejące źródła, świetnie budując wrażenie ich wiarygodności.

Na ogromną pochwałę zasługuje też jakość wydania. MAGowi udało się wyczarować naprawdę „magiczną” okładkę, będącą ozdobą książki. Jest klasyczna, elegancka i subtelna. Zamieszczona na niej grafika idealnie harmonizuje z nastrojem zbioru, podkreśla nastrój tajemniczości okraszony odrobiną romantyzmu. Twarda oprawa opatrzona została prześlicznym lakierowanym motywem roślinnym, a jej wewnętrzna część uroczą wklejką oraz klimatycznym motywem graficznym stylizowanym na Ex Libris. Dobrego wrażenia dopełnia gustowny wąski format i czcionka z ozdobnymi ligaturami. To wydanie ma w sobie więcej uroku niż poprzednie, które w 2007 roku ukazało się nakładem Wydawnictwa Literackiego, chociaż atutem pierwszego były niewątpliwie piękne ilustracje. Wersja MAGa wydaje się jednak bardziej dopracowana, nie tylko pod względem estetycznym, ale i jakości tłumaczenia, redakcji oraz korekty.

Efekt jest… bardzo oryginalny, a jego odbiór wydaje się kwestią gustu – lektura może okazać się niewystarczająco wciągająca czy dynamiczna dla osób niebędących miłośnikami tego typu literatury, natomiast czytelnicy zafascynowani takim stylem będą zachwyceni. Ja zdecydowanie należę do tych drugich!

Ocena: 4.5/5

Dyskusja