Wpis archiwalny. Ten artykuł został automatycznie zaimportowany z poprzedniej wersji Bestiariusza. Proszę daj nam znać jeżeli coś z nim jest nie tak.

Miłość, Korona i Berserkowie – recenzja „Thorgal – Młodzieńcze lata: Runa”

„Młodzieńcze lata” to podcykl kultowego komiksu, przenoszący czytelnika – jak sama nazwa mówi – do wiosny życia Thorgala, zanim jeszcze burza zdarzeń wciągnęła go w serię niefortunnych przygód i przeciwności losu. „Runa” natomiast to trzeci tom z kolei podcyklu, otwierający zupełnie nową historię (jako że poprzednie dwa stanowiły jedną, zwartą opowieść). Spokojny wstęp, niespodziewany suspens, tajemnicze motywy i bezustanne intrygi towarzyszą uniwersum od samych początków, i w „Runie” nie zamierzają osiadać na laurach, a nawet nabierają jeszcze bardziej wyrafinowanej formy.

Poboczny cykl, co prawda, nie jest tworzony przez głównych autorów uniwersum, ale mimo wszystko ani „Runa”, ani pozostałe tomy nie straciły specyficznego klimatu i trzymają poziom, dodatkowo wnosząc swoisty powiew świeżości do serii. Odwzorowani z dbałością o drobne szczegóły bohaterowie, zachowana psychologia postaci oraz malowniczość skandynawskich regionów są w stanie zadowolić oko i czytelniczego ducha nie gorzej niż oryginalny Thorgal. Czytając, relatywnie podziwiając, zaznajomieni z uniwersum swobodnie będą mogli odczuć pewien sentyment, a przy tym poznać całkowicie inną, niepowtarzalną opowieść ze świata Van Hamme’a i Rosińskiego, z niemałym dodatkiem nordyckiej mitologii.

Thorgal przestał być już chłopcem, wyrósł na zdrowego, krzepkiego młodzieńca, trenującego fechtunek i pragnącego wreszcie wyrwać się z osady zamieszkanej przez niekoniecznie przychylnych mu – przybłędzie – mieszkańców. Zwłaszcza wrogo nastawiony jest sam król, któremu nie podoba się znajomość bohatera z jego córką Aaricią. Opowieść zasadniczo skupia się na powitaniu lata przez wikingów. Na obchody święta zostali zaproszeni najmożniejsi jarlowie, a w trakcie celebracji ma dojść do wyłonienia godnego kandydata na męża dla królewny. Już samo wyzwanie niekoniecznie pasuje do wikińskich zwyczajów, bo wybrana przez króla próba – gra w szachy – niewiele ma w sobie zmagań i ryzyka. Tymczasem do osady przybywają nieoczekiwani przez nikogo najemnicy z niejaką Runą – wojowniczką – na czele. W zamian za ofiarowany monarsze dar pragną oni przyłączyć się do święta. I bodajże w tym miejscu rozpoczyna się właściwa akcja graficznej powieści – z każdą kolejną stroną rozwija się sieć intryg, zepsutych niespodziewanymi suspensami, a tajemnica miast się wyjaśnić, coraz bardziej się pogłębia. A w środku całej zaistniałej kabały ląduje młody bohater, który musi bronić nie tylko bliskie sobie osoby, ale także… wrogów.

O ile dwa poprzednie tomy bazowały na chłopięcych latach Thorgala i skrzętnie obracały się wokół boskiego panteonu, to „Runa” wydaje się dojrzalsza, nie tyle ze względu na wiek bohaterów, a na mniej baśniową, za to bardziej epicką fabułę, z domieszką czegoś, czego w serii jeszcze nie było, zaś w samej kulturze wikingów stanowi dość istotny element. Mianowicie – berserków, którzy pojawiają się w trakcie święta i rozpoczynają opętańczą walkę. Owe postacie – choć pozornie epizodyczne – zostały przedstawione zgodnie z wierzeniami skandynawskimi, zarówno pod względem bojowości, jak i wyglądu. Ich rola zapewne będzie nieco większa w następnym tomie podcyklu.

Scenariusz z całą pewnością nie zniechęca, a wręcz przeciwnie – zachęca do dalszego wyczekiwania i sięgania po wcześniejsze egzemplarze. Przytrafiło się to wprawdzie nie raz w całym uniwersum, ale tu mamy do czynienia z nowszym tomem, a w takim przypadku nie często zdarza się błyskotliwa oraz niepowtarzalna historia. „Runa” niewątpliwie do takich się zalicza i godnie lśni wśród pozostałych tomów serii. Zwłaszcza zważywszy na fakt, iż kreska rysownika jest naprawdę przyzwoita, zaś dobór kolorów i cieniowanie spisują się w przedstawionych scenach nad wyraz klimatycznie. Poza tym niezmieniona, ciągle oryginalna forma wydania nadal cieszy oko. Dlatego nowego „Thorgala” warto polecić wszystkim miłośnikom graficznych powieści – o ile już nie sięgnęli po dzieło – oraz tym, którzy szukają ambitnych historii.

Dyskusja